Aleksander Łukaszenka, który od blisko 32 lat rządzi Białorusią za pomocą państwowego terroru, sam znalazł się dziś w pułapce sił, nad którymi nie ma kontroli. Coraz większa zależność gospodarcza i militarna od Moskwy oraz egzystencjalne zagrożenie ze strony własnego społeczeństwa sprawiają, że jego polityczne przetrwanie zależy od czynników pozostających poza jego wpływem.
Łukaszenka – wieczny lawirant
Współpraca z Rosją pozwoliła jego reżimowi przetrwać, ale jednocześnie naraziła go na ryzyko odwetu ze strony Zachodu. Rosyjskie wsparcie ma swoją cenę. Groźba europejskich sankcji doprowadziła do izolacji Białorusi i jeszcze silniej uzależniła Mińsk od Moskwy. Nawet Azjatycki Bank Inwestycji Infrastrukturalnych z siedzibą w Pekinie zawiesił w marcu 2022 roku – miesiąc po rosyjskiej inwazji na Ukrainę – wszelką działalność oraz finansowanie projektów związanych z Białorusią i Rosją.
Dawna polityka balansowania między Moskwą a Zachodem całkowicie się załamała. W wyniku rosnącej zależności od Kremla i uwikłania w wojnę Putina, Zachód nie postrzega już Łukaszenki jako użytecznego pośrednika w kontaktach z rosyjskim przywódcą. Jego status wasala skłonił Emmanuela Macrona do wystosowania ostrzeżenia po ostatnich wspólnych manewrach wojskowych Rosji i Białorusi. Konsekwencją mogą być dalsza izolacja dyplomatyczna, kolejne sankcje gospodarcze, a nawet możliwe działania odwetowe o charakterze militarnym.
Do działań, które sprowokowały reakcję Macrona, należały wspólne rosyjsko-białoruskie ćwiczenia z użyciem taktycznej broni jądrowej oraz udostępnienie Rosji białoruskich wież telekomunikacyjnych w celu zwiększenia skuteczności ataków dronów Shahed na Ukrainę. Jednocześnie Moskwa intensyfikuje wysiłki, aby rozszerzyć udział Białorusi w prowadzonej przeciwko Europie wojnie hybrydowej.
Czytaj także: Artysta Semyon Skrepetski, to bohater tragiczny na miarę naszych czasów. „Czy istnieje charoszy ruski”?
Rosja przejmuje Białoruś
Od początku tzw. „specjalnej operacji wojskowej” Rosja systematycznie przejmuje kontrolę nad białoruskim przemysłem zbrojeniowym. Białoruś służy już jako rosyjskie zaplecze szkoleniowe i logistyczne dla potencjalnych ofensyw, w szczególności jako baza umożliwiająca otwarcie kolejnego frontu od północy.
Według doniesień ponad 80% białoruskich przedsiębiorstw sektora obronnego zostało całkowicie włączonych do realizacji rosyjskich zamówień państwowych oraz programów zbrojeniowych. Z informacji ukraińskiego wywiadu wynika, że zakłady przemysłowe zostały przystosowane do obchodzenia zachodnich sankcji. Technologie objęte restrykcjami trafiają do Rosji za pośrednictwem białoruskich przedsiębiorstw, gdzie naprawiane i modernizowane są uszkodzone rosyjskie pojazdy opancerzone, samoloty oraz zautomatyzowane systemy dowodzenia.
Jednocześnie Łukaszenka z determinacją unika wysłania białoruskich wojsk do udziału w lądowej kampanii przeciwko Ukrainie. Zarówno on, jak i Moskwa zdają sobie sprawę, że wciągnięcie Białorusi do wojny jako pełnoprawnego uczestnika mogłoby wywołać sprzeciw społeczny i zagrozić stabilności reżimu. Dlatego decyzja o utrzymaniu Białorusi jako bezpiecznego zaplecza, zamiast niepewnego sojusznika na froncie, świadczy raczej o obawach Mińska i Moskwy dotyczących przebiegu wojny niż o ich sile czy pewności siebie.
Łukaszenka i armia, której nie ma
Po sfałszowanych wyborach prezydenckich w 2020 roku, które zapewniły Łukaszence siódmą kadencję, około pięciu tysięcy Białorusinów uciekło na Ukrainę. Wielu z nich utworzyło jednostki bojowe w strukturach ukraińskiej armii. Jedną z najbardziej znanych jest Pułk Kalinowskiego, dysponujący znacznym uzbrojeniem oraz własnym systemem rekrutacji i szkolenia. Co więcej, Białoruś nie ma historycznych ani politycznych powodów do prowadzenia wojny z Ukrainą. Można więc przypuszczać, że gdyby Białorusini stanęli przed takim wyborem, wielu z nich wolałoby zdezerterować, niż zostać mięsem armatnim w wyniszczającej wojnie Rosji.
Mińsk dysponuje około 46 tysiącami funkcjonariuszy policji, przy czym liczba ta obejmuje również strażników więziennych, pracowników administracyjnych i personel cywilny. Zaledwie około 1,5 tysiąca z nich służy w OMON-ie – elitarnych oddziałach przeznaczonych do tłumienia zamieszek. Oznacza to, że w przypadku buntu około 50-tysięcznej armii lub masowego powstania społecznego Łukaszenka potrzebowałby bezpośredniego wsparcia Moskwy, aby utrzymać się u władzy. Jednocześnie istnieją poważne wątpliwości, czy Rosja byłaby w stanie zgromadzić wystarczające rezerwy, aby jednocześnie wspierać białoruskie wojska w wojnie z Ukrainą i wysłać dodatkowe siły do tłumienia niepokojów wewnętrznych na Białorusi.
Gdyby reżim Łukaszenki stanął w obliczu zbrojnego powstania, otwarcie kolejnego frontu na terytorium samej Białorusi byłoby katastrofą. Perspektywa taka pojawia się w momencie, gdy rosyjska kampania wojskowa już teraz cierpi z powodu poważnych braków sprzętu i ludzi. Rosyjscy urzędnicy odpowiedzialni za finanse oraz parlamentarzyści ostrzegają, że wojna stała się dla państwa ekonomicznie nie do udźwignięcia. Każde zachwianie kruchej równowagi, którą Łukaszenka stara się utrzymać, może mieć daleko idące konsekwencje dla układu sił w regionie i w całej Europie.
Ukraina dobrze wykorzystuje sytuację
Wołodymyr Zełenski wyraźnie dostrzega znaczenie tej sytuacji. W maju oficjalnie przyjął w Kijowie Swiatłanę Cichanouską – liderkę białoruskiej opozycji, powszechnie uznawaną przez niezależnych obserwatorów za rzeczywistą zwyciężczynię wyborów prezydenckich z 2020 roku. Jej wizyta była wyrazem solidarności Ukrainy z demokratyczną opozycją i jednocześnie podkreśleniem różnicy między wolą narodu białoruskiego a władzą sprawowaną przez reżim.
Zełenski mianował również Jarosława Czornohora ambasadorem do spraw specjalnych, odpowiedzialnym za kontakty z białoruskimi siłami demokratycznymi. Nie jest to jedynie symboliczny gest ani łagodna odpowiedź na działania Mińska. To przemyślany ruch strategiczny wymierzony w jedną z największych słabości reżimu Łukaszenki.
Łukaszenka zawsze był politykiem obsesyjnie dbającym o to, by polityka wewnętrzna pozostawała stabilna, przewidywalna i całkowicie kontrolowana. Jednak stając się „gubernatorem Mińska” w służbie Moskwy, sam pozbawił się tej kontroli. Jak trafnie zauważyli David Kirichenko i Alexander Motyl: „Wasalstwo, które zapewniło Łukaszence stabilność i pozwoliło utrzymać się u władzy, dziś zaczyna podważać fundamenty jego reżimu.”
Przywiązując swój los do Putina, Łukaszenka został skazany na bierne oczekiwanie na rozwój wydarzeń. Jednym z największych paradoksów polityki Putina jest to, że dążąc do odbudowy imperium poprzez nielegalną wojnę przeciwko Ukrainie, doprowadził do sytuacji, w której sama Rosja staje się coraz bardziej zależna od Chin.
![Aleksander Łukaszenka i Władimir Putin nie mają wyjścia. Muszą się platonicznie kochać albo upadną [OPINIA] 1 Na zdj. Aleksander Łukaszenko z Władimirem Putinem. Mat. pras. kremlin.ru](https://postpravda.info/wp-content/uploads/2026/06/na-zdj.-aleksander-lukaszenko-z-wladimirem-putinem.-mat.-pras.-kremlin.ru_-1024x632.jpg)
Putin i Łukaszenka muszą iść razem, żeby nie upaść
Losy Łukaszenki i Putina są dziś nierozerwalnie związane. Upadek jednego z nich z dużym prawdopodobieństwem pociągnie za sobą upadek drugiego. Przyszłość obu przywódców pozostaje niezwykle niepewna.
Symbolicznym sygnałem była niedawna wizyta Putina w Pekinie. Nie zakończyła się ona żadnym przełomowym porozumieniem, w tym długo oczekiwaną umową dotyczącą gazociągu Siła Syberii 2. Najważniejszym wydarzeniem zamykającym wizytę okazał się koncert, którego finałem było wykonanie „Jeziora łabędziego” Piotra Czajkowskiego.
Czytaj także: Marek Meissner: Zwycięzcą gospodarczym wojny w Ukrainie są Chiny [PODCAST]
„Jezioro łabędzie” tradycyjnie interpretuje się jako opowieść o dwoistości ludzkiej natury. W czasach współczesnych balet ten stał się również symbolem politycznych przesileń – był wielokrotnie emitowany w momentach kryzysów państwowych. Dla wielu Rosjan stanowi zapowiedź nadchodzących zmian politycznych i symbol społeczeństwa oczekującego przełomu.
Xi Jinping nie jest politykiem naiwnym. Doskonale rozumie subtelny język dyplomacji. Dał temu wyraz już wcześniej, gdy po spotkaniu z Donaldem Trumpem wręczył mu nasiona róż jako symboliczny prezent.
Pytanie, które pozostaje po wizycie Putina w Pekinie, można odnieść również do Łukaszenki. Czy Xi Jinping, organizując wykonanie „Jeziora łabędziego”, chciał jedynie oddać hołd jednemu z najwybitniejszych dzieł rosyjskiej kultury? A może był to dyskretny sygnał – subtelne mrugnięcie okiem – zapowiadające, że nadchodzą wielkie polityczne zmiany?


![Aleksander Łukaszenka i Władimir Putin nie mają wyjścia. Muszą się platonicznie kochać albo upadną [OPINIA] 2 PostPravda, PostPrawda, Post Prawda, Post Pravda, slajd, reklama](https://postpravda.info/wp-content/uploads/2025/09/slajd-nr-1-pl-1024x576.jpg)