Mediobójstwo, czyli jak umierają wolne media w Rosji

W putinowskiej Rosji mediobójstwo to długotrwały proces. Groźby, sankcje, brak zatrudnienia, widmo konfiskaty majątku są mniej spektakularne i nie przyciągają tak wiele uwagi międzynarodowych mediów, jednak dziesiątkują niezależne media bardzo skutecznie.

Proces niszczenia mediów w Rosji postępował powoli, latami, a po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji na Ukrainę w lutym 2022 roku rosyjskie władze gwałtownie rozszerzyły system środków prawnych ograniczający wolność słowa i niezależne dziennikarstwo w kraju rządzonym przez Putina, a także na terenach okupowanych. W efekcie poskutkowało to uciszeniem wielu dziennikarzy, wymuszeniu wyjazdu na tych, którzy nie zgadzali się milczeć, lub którym mimo milczenia, wciąż groziło niebezpieczeństwo.

baner dziennikarze w zagrożeniu, centrum mieroszewskiego, ua future, postpravda, postprawda

Zacieśniający się uścisk regulacji to też mediobójstwo

Już w pierwszych dniach napaści na Ukrainę Roskomnadzor nakazał mediom opierać relacje wyłącznie na oficjalnych komunikatach państwowych i zabronił używania określeń takich jak „wojna”, „inwazja” czy „atak”. Redakcjom, które publikowały informacje sprzeczne z wersją Ministerstwa Obrony, grożono wysokimi karami oraz blokowaniem stron internetowych.

Najważniejszym narzędziem represji stał się wprowadzony w marcu 2022 roku artykuł 207.3 kodeksu karnego, przewidujący odpowiedzialność za rozpowszechnianie rzekomo „fałszywych informacji” o rosyjskich siłach zbrojnych. Za publikacje dotyczące między innymi zbrodni w Buczy, bombardowań miast czy ofiar cywilnych, od tego momentu grożą wieloletnie kary więzienia, w najpoważniejszych przypadkach sięgające piętnastu lat. Równolegle wprowadzono przepisy o „dyskredytowaniu” armii, które mogą obejmować nie tylko błędne informacje, lecz również opinie, komentarze, protesty i wezwania do zakończenia wojny. Pierwsze naruszenie może zostać ukarane administracyjnie, a ponowne już karnie.

W kolejnych latach system represji rozszerzano. Zaostrzono ustawę o „agentach zagranicznych”, która pozwala wpisywać dziennikarzy i redakcje do specjalnego rejestru. Może do niego trafić zarówno obywatel rosyjski, jak i cudzoziemiec, firma, organizacja pozarządowa, medium, projekt internetowy albo grupa bez osobowości prawnej. Nie trzeba udowodnić, że dana osoba pracuje dla obcego wywiadu, czy wykonuje polecenia zagranicznego rządu. Ustawa mówi o otrzymywaniu zagranicznego „wsparcia” albo pozostawaniu pod „wpływem zagranicznym”, który może polegać nie tylko na finansowaniu, ale także na pomocy organizacyjnej, technicznej, metodologicznej, a nawet na „przekonywaniu” lub oddziaływaniu „innymi sposobami”.

Interpretacja tych zapisów jest bardzo swobodna, ważne by sprzyjała reżimowi i skutecznie zniechęcała do działań sprzecznych z interesem Kremla. Osoby objęte tym statusem muszą oznaczać swoje publikacje, składać szczegółowe sprawozdania, tracą możliwość uzyskiwania przychodów z reklam, a część ich honorariów i dochodów może być zamrażana na specjalnych rachunkach. Organizacje medialne mogą być także uznane za „niepożądane”, co sprawia, że współpraca z nimi, przekazywanie materiałów lub udział w ich projektach stają się podstawą odpowiedzialności administracyjnej albo karnej. Dodatkowe zagrożenie tworzą nieostre przepisy o „poufnej współpracy” z zagranicznymi organizacjami, które mogą być stosowane wobec normalnych kontaktów dziennikarskich ze źródłami i redakcjami spoza Rosji.

Zabrać finansowanie, niepokornym skonfiskować mieszkania

Instytucje, tak jak i poszczególnych ludzi można szybko zniszczyć, odcinając ich od zasobów. Dlatego w Rosji często redakcje lub autorzy niepożądani przez reżim, lub wpisani na listę obcych agentów, tracą możliwość uzyskiwania przychodów z reklam oraz wsparcia.

Od 22 marca 2024 r. obowiązuje całkowity zakaz umieszczania reklam na stronach, kanałach i innych zasobach informacyjnych osób oraz redakcji wpisanych do rejestru „agentów zagranicznych”. Odpowiedzialność ponosi nie tylko medium publikujące reklamę, lecz także reklamodawca, co skutecznie zniechęca do przekazywania pieniędzy „czarnym owcom”. W przypadku firmy zastosowanie ma zasadniczo kara administracyjna od 100 tys. do 500 tys. rubli (między 4500 a 22 500 złotych), a wobec odpowiedzialnego pracownika lub przedsiębiorcy indywidualnego od 4 tys. do 20 tys. rubli (między 200 a 1000 złotych).

Od 1 września 2025 r. zakaz jest jeszcze szerszy: reklam nie wolno zamieszczać również na zasobach organizacji uznanych za „niepożądane”, organizacji zakazanych jako ekstremistyczne lub terrorystyczne oraz na innych stronach, do których dostęp został oficjalnie ograniczony w Rosji. Oznacza to, że zakaz może obejmować medium nawet wtedy, gdy nie ma ono statusu „agenta zagranicznego”, ale jego witryna została zablokowana przez Roskomnadzor. Za naruszenie odpowiadają zarówno reklamodawca, jak i podmiot rozpowszechniający reklamę. Firmie również grozi grzywna od 100 tys. do 500 tys. rubli.

Zapłata za reklamę teoretycznie nie musi automatycznie oznaczać przestępstwa, jeżeli jest zwykłą płatnością za realnie wykonaną usługę. Rosyjskie organy mogą jednak próbować uznać ją za świadome przekazywanie środków służących działalności takiej organizacji. Artykuł 284.1 rosyjskiego kodeksu karnego przewiduje za świadome finansowanie organizacji „niepożądanej” karę od roku do pięciu lat więzienia. Rosyjskie banki są ponadto zobowiązane odmówić przeprowadzenia transakcji, jeżeli jedną ze stron jest organizacja znajdująca się na liście „niepożądanych”.

Jeśli chodzi o osoby fizyczne, to powyższe regulacje mogą wpłynąć na niechęć do ich zatrudnienia lub dania im zlecenia.  Do tego w 2024 roku rozszerzono również możliwość konfiskaty majątku w sprawach dotyczących „fałszywych informacji” o armii i jej „dyskredytowania”. Nie oznacza to co prawda automatycznego odebrania całego majątku za każdą krytyczną wypowiedź, lecz sąd może skonfiskować pieniądze lub inne mienie uznane za dochód z przestępstwa albo środek służący jego popełnieniu lub finansowaniu. W praktyce wynagrodzenie za artykuł, honorarium od zagranicznej redakcji czy wpływy z płatnej publikacji mogą zostać przedstawione przez prokuraturę jako dowód działania z pobudek majątkowych.

Wśród naszych rozmówców powracał obsesyjny lęk przed np. konfiskatą mieszkania, często niespłaconego lub takiego, na które pracowano całe życie. I chociaż takie przypadki zdarzają się rzadko, to działają na wyobraźnię. Można tu przytoczyć historię dziennikarza i opozycyjnego komentatora Aleksandra Niewzorowa. W lipcu 2024 r. sąd uznał go oraz jego żonę Lidię za „organizację ekstremistyczną” i nakazał przejęcie ich rosyjskiego majątku, obejmującego m.in. dom, działki, samochód i udziały w spółkach. W lutym 2025 r. inny sąd przekazał państwu również petersburskie mieszkanie, które wcześniej należało do żony Niewzorowa, a następnie zostało sprzedane jej matce. Prokuratura uznała sprzedaż za pozorną, a sąd nakazał przejęcie lokalu przez państwo.

Rosyjski system cenzury wojennej opiera się na całej sieci nakładających się regulacji. Dziennikarza można ukarać za treść materiału, oznaczyć jako „agenta zagranicznego”, odciąć od źródeł finansowania, zablokować jego stronę, uznać redakcję za „niepożądaną”, kryminalizować współpracę z zagranicą, a w określonych przypadkach także skonfiskować dochody lub majątek. Efektem jest nie tylko bezpośrednie karanie niezależnych mediów, ale również silna autocenzura i efekt mrożący wśród osób fizycznych i praktyczne uniemożliwienie rzetelnego relacjonowania wojny przeciwko Ukrainie, a tym bardziej krytyki Kremla. Do tego dochodzi wszystko to o czym wiemy od dawna i czego nie ujmuje żaden kodeks: za krytykę władzy można być pobitym, skatowanym czy nawet zabitym przez rosyjskich siłowników, a nieoficjalne groźby są na porządku dziennym.

Jeśli napisanie tekstu (a rosyjskie media opozycyjne, jak to media w ogóle, płacą kiepsko) lub nawet opublikowanie czegoś za darmo na platformie społecznościowej może kosztować dorobek życia, zdrowie lub wolność, coraz więcej osób po prostu milczy albo wyjeżdża z kraju.

mediobójstwo, rosja, dziennikarstwo
Photo by Valery Tenevoy on Unsplash

Historia Volina

Nasz pierwszy rozmówca jest dziennikarzem z Rosji, obecnie mieszkającym we Francji. Pisze pod pseudonimem Vieniamin Volin. – Poświęciłem ponad 10 lat na studiowanie dziennikarstwa, ukończyłem studia podyplomowe, a od 2013 roku współpracuję jako dziennikarz z różnymi niezależnymi publikacjami. Tworzyłem materiały dla takich mediów jak Mediazona, Novaya Gazeta Europe, OpenRussia i wielu innych. Współpracowałem z niemiecką organizacją pozarządową i zajmowałem się monitorowaniem skrajnie prawicowego ekstremizmu w Rosji. Od kilku lat pracuję dla projektu Activatica, który jest medium poświęconym rosyjskiemu aktywizmowi i aktywistom – opowiada Volin.

Tematem jego badań i artykułów są głównie represje w Rosji, tortury stosowane przez służby bezpieczeństwa, uchodźcy polityczni, skrajnie prawicowy ekstremizm oraz radykalizm polityczny. Volin nie szczędził Kremlowi i jego służbom krytyki na długo przed wojną, opisywał prześladowanie opozycji, relacje ruchu narodowo-bolszewickiego z reżimem, represje wobec środowisk anarchistycznych i lewicowych. Po wybuchu wojny pełnoskalowej w Ukrainie Volin zaczął pisać o „specjalnej operacji” i zaangażował się w ruchy antywojenne.

– Jednym z tekstów, jaki wówczas opublikowałem, było śledztwo dotyczące skrajnej prawicy walczącej po stronie Federacji Rosyjskiej. Ze względu na moje stanowisko, poglądy i pracę, pozostawanie w Rosji nie było bezpieczne.

Tekst Volina pt. „Kto naprawdę >denazyfikuje< Ukrainę?”, który ukazał się na początku 2022 na portalu Activatica, opisuje skrajnie nacjonalistyczne i faszystowskie bojówki rosyjskie biorące udział w putinowskiej „Operacji Specjalnej”, w tym m.in. odpowiedzialną za brutalne zbrodnie wojenne w obwodzie charkowskim jednostkę Rusicz. Według medialnych doniesień mieli służyć w niej też obywatele Polski, a jej nielegalnym finansowaniem i związkami z prorosyjskimi działaczami znad Wisły zajmuje się ABW.

Czytaj więcej: Kto by pomyślał…? Słowianie, naziści i Rosja. ABW rozbiło siatkę Polaków, szpiegów Moskwy. Oto oni [TYLKO U NAS]


Volin został aresztowany po antywojennej demonstracji w Petersburgu, krótko po wybuchu pełnoskalowej wojny. – Podczas zatrzymania funkcjonariusze służb bezpieczeństwa sprawdzili mój telefon i dowiedziawszy się o mojej działalności oraz poglądach, zaczęli mi grozić – wspomina nasz rozmówca. Dlatego w kwietniu 2022 roku musiał opuścić kraj. Kluczowe dla jego migracji okazały się międzynarodowe NGO i sieci wsparcia dziennikarzy.

– Początkowo przyjechałem do Francji, jednak udało mi się zalegalizować pobyt w Niemczech. Organizacja Reporterzy bez Granic zweryfikowała mój dziennikarski profil i wydała dokument stwierdzający, że grozi mi niebezpieczeństwo w Rosji, na podstawie którego otrzymałem niemieckie zezwolenie na pobyt i pracę”.

Skontaktowaliśmy się z niemieckim oddziałem Reporterów bez Granic i zweryfikowaliśmy te informacje. Faktycznie przyznano mu taki status. Dziś Volin nie ma wielkich nadziei na powrót do kraju, bo sytuacja jeszcze się pogorszyła. Czeka na upadek reżimu.

Na celowniku służb

Chociaż Volin wyjechał z Rosji, to pozostawał w kontakcie z osobami w kraju oraz z rosyjską diasporą. Nie przestawał pisać. Do dziś jest węzłem tego środowiska. Przeprowadzał wywiady z ofiarami prześladowań oraz opozycjonistami, którzy podobnie jak on uciekli z Rosji. Można przywołać na przykład jego rozmowę dla Mediazony z antyfaszystą Igorem Szyszkinem, który uciekł z Rosjii, był torturowany przez FSB, czy materiał związany z projektem Arka, zrzeszającym rosyjską emigrację polityczną.

Chociaż dzięki wyjazdowi udało mu się uniknąć bezpośrednich prześladowań, to prawdopodobnie z racji tych powiązań, podczas emigracji Volinowi przydarzyły się wydarzenia sugerujące zainteresowanie służb, być może rosyjskich.

– Uczestniczyłem w kilku konferencjach i szkołach letnich poświęconych prawom człowieka, a po jednej z nich w 2024 roku próbował skontaktować się ze mną „polski dziennikarz”. Napisał do mnie, pisząc na adres e-mail, który nie był publicznie dostępny i którego nie udostępniałem obcym ani osobom na konferencji. Deklarował, że jest gotowy przyjechać do mojego miasta. Nalegał na spotkanie twarzą w twarz i chciał przeprowadzić ze mną wywiad, jako z badaczem skrajnej prawicy w Rosji i Europie. Po krótkiej weryfikacji okazało się, że osoba ta nie pracuje w medium, za które się podawała, a jej adres e-mail został specjalnie utworzony tak, aby przypominał adres redakcji, w której rzekomo była zatrudniona, jednak zawierał niewłaściwą pisownię – opowiada Volin.

– Zarówno ja, jak i moi współpracownicy uznaliśmy, że był to najprawdopodobniej nieudany werbunek, jak dziś sądzę, związany z faktem, że krótko później wyjeżdżałem na kolejną konferencję, gdzie było wiele ważnych osób ze środowisk diaspory – ocenia nasz rozmówca.

Po tym, jak zespół projektu Activatica, w którym pracował Volin, opublikował film „Prisoners: A System of Terror”, opowiadający o systemie terroru wobec ludności cywilnej zbudowanym przez Rosję na okupowanych terytoriach Ukrainy, rosyjskie służby bezpieczeństwa zwróciły uwagę na ten projekt i powiązane z nim osoby. Premiera odbyła się 1 lipca w Parlamencie Europejskim, a publikacja internetowa 9 lipca 2025 roku. W tym czasie (18.07.2025) portal Activatica został uznany za „zagranicznego agenta”, a założycielka Jewgienija Czirikowa wpisana na listę terrorystów i ekstremistów prowadzoną przez Rosfinmonitoring.

baner dziennikarze w zagrożeniu, centrum mieroszewskiego, ua future, postpravda, postprawda, dream team
#DreamTeam projektu Dziennikarze w zagrożeniu, jaki finansuje Centrum Mieroszewskiego, a realizuje Fundacja UA Future.

Andriej bał się o mieszkanie

Andriej (imię zmienione przez Redakcje z uwagi na bezpieczeństwo rozmówcy) ma około trzydziestu pięciu lat. Przed wojną pracował w Moskwie, w think tanku zajmującym się stosunkami międzynarodowymi. Zaczynał tam w 2016 roku i zajmował się merytoryką PR-em oraz kontaktami z mediami.

– Pracowałem wtedy w obszarze stosunków międzynarodowych, a duża część mojej pracy polegała na kontaktach z dziennikarzami – rosyjskimi, zagranicznymi i innymi. Ten NGO to nie była instytucja propagandowa ani nic w tym rodzaju. Wręcz przeciwnie – byliśmy dość mocno krytykowani za prezentowanie, nazwijmy to, bardziej swobodnych poglądów na rosyjską politykę zagraniczną – opowiada w rozmowie z PostPravda.Info.

Równolegle pisał jako ekspert i freelancer, przede wszystkim o stosunkach międzynarodowych, bezpieczeństwie, ekonomii i relacjach Rosji z Unią Europejską. Pracował dla mediów, które dziś są uznane za organizacje niepożądane, takich jak Meduza i Eurasia.net. Miał relatywnie dobre życie. Kupione na kredyt mieszkanie w Moskwie, co prawda na etapie budowy, ale wynajmował drugie, w którym mógł czekać na zakończenie prac. Jednak kiedy w roku 2020 NGO, w którym pracował zmienił linię na bardziej rządową, stwierdził, że poszuka innej pracy.

– Chciałem na poważnie pracować w mediach, ale jeśli chodzi o rosyjskojęzyczne tytuły opozycyjne, tak zwane niezależne media, bardzo trudno jest dostać się tam do pracy jako etatowy dziennikarz. Zatrudniają freelancerów i płacą za pojedyncze teksty. Większość redakcji ma niewielkie budżety i same organizacje też nie są duże, zwykle zatrudniają od około 20 do może 100 osób. Meduza jest chyba największa. Opublikowałem tam szereg tekstów, jednak zazwyczaj zatrudniają na etat ludzi, których dobrze znają.

Przeszedł więc do pełnoetatowej pracy w PR i dalej okazjonalnie pisał. – 2020 był dla mnie przełomowy. Od tego czasu aktywnie uczestniczyłem w większości dużych protestów przeciwko Kremlowi w Rosji. Szczególnie pamiętam te z początku 2021, po otruciu Nawalnego, jego powrocie i uwięzieniu.

Na krótko przed wojną udało mu się przejść na pełnoetatową pracę dla jednego z mediów, w których wcześniej był freelancerem piszącym o rosyjskim rządzie i jego politykach.

Rosję opuścił natychmiast po rozpoczęciu pełnoskalowej wojny z Ukrainą, jeszcze w lutym 2022. Jak mówi, nie miał wcześniej konkretnego planu emigracji, choć w tygodniach poprzedzających inwazję dopuszczał możliwość, że będzie musiał wyjechać. Spakował rzeczy, które był w stanie zabrać, kupił drogi bilet do Stambułu. Przez kilka miesięcy żył w Turcji, następnie ruszył do Mołdawii i potem do Naddniestrza. 

Urodził się tam, studiował w Kiszyniowie, w Naddniestrzu miał rodzinę, miejsce w którym mógł się zatrzymać i nie musiał martwić się wizą. Jego zdaniem, mimo wpływów Rosji w tym regionie, to wciąż dużo bardziej bezpieczne miejsce niż Moskwa do prowadzenia tego typu działalności. – Być może to kwestia rosnącego ekonomicznego uzależnienia Naddniestrzańskich oligarchów do Europy, Mołdawii i Ukrainy, ale mimo stacjonowania tam rosyjskich wojsk czy wpływów służb, ale moim zdaniem jest to dla rosyjskiej opozycji dużo mniej zabójcze miejsce niż chociażby Polska. Dla bezpieczeństwa jednak i tak warto wykonywać swoją pracę po cichu – twierdzi nasz rozmówca.

Jak dodaje fakt dorastania poza Rosją i posiadania mieszanego pochodzenia nie wpłynął na jego niechęć do polityki Putina. – Wielu moich dobrych znajomych i przyjaciół to byli pełnokrwiści Rosjanie, którzy nie mieszkali za granicą, a mimo to robili dokładnie to samo, co ja – wyjaśnia. Swoją decyzję o wyjeździe opisuje raczej jako wybór wymuszony sytuacją i własnymi przekonaniami. Formalnie mógł zostać, ale uważał, że z powodów etycznych nie może.

Po wyjeździe sprzedał swoje mieszkanie w Rosji. Zrobił to zdalnie, przez pełnomocnika. Jednym z powodów była obawa, że w przyszłości rosyjskie państwo może konfiskować majątek przeciwników politycznych, dziennikarzy lub osób uznanych za wrogów państwa.

W Naddniestrzu próbował swoich sił jako dziennikarz, ale ostatecznie, z powodu niskich dochodów, zrezygnował. Zleceń było coraz mniej, a warunki coraz gorsze. Zaczął pracować jako trener personalny. Jak mówi, obecnie zarabia około dziesięciu razy więcej niż jako dziennikarz i może prowadzić znacznie wygodniejsze życie. Dzięki posiadaniu przodków w jednym z Państw UE uzyskał obywatelstwo. Mieszka z żoną w  Rzymie, może pozwolić sobie na miesięczy wyjazd do innych europejskich stolic, gdzie pracuje zdalnie. Nadal utrzymuje jednak kontakty z dziennikarzami, rozmawia z przedstawicielami rosyjskich i zagranicznych mediów oraz bierze udział w różnych dyskusjach.

– Gdyby ta praca była bezpieczna i przynajmniej przyzwoicie płatna, prawdopodobnie nadal byłbym dziennikarzem – mówi. Nie wykluczam, że jeśli kiedyś zmienią się warunki, wrócę do zawodu. Na razie jednak po prostu nie mogę sobie na to pozwolić.

Viktor się zradykalizował

Viktor (imię także zmienione) jest specjalistą od ekonomii, przez lata pracował na styku mediów i badań. – Pisałem dla kilku wyspecjalizowanych portali o mediach, rynkach, ekonomii i komunikacji. Czasami przygotowywałem raporty albo pisałem teksty, czasami na zamówienie mediów przygotowywałem zestawienia danych do wykorzystania w tekstach innych autorów – opowiada o swojej pracy.

– Trudno mi jednak uczciwie przedstawiać siebie jako opozycyjnego aktywistę. Wiele osób angażowało się w sposób dużo bardziej otwarty i ponosiło większe ryzyko. Przed 2022 pracowałem w fundacji Nużna Pomoszcz (ros. Нужна помощь, „Potrzebna pomoc”), która pomagała innym organizacjom społecznym i charytatywnym w Rosji, zebrać środki na pomoc osobom w trudnej sytuacji i zachęcała ludzi do systematycznej filantropii. W takim sensie można powiedzieć, ze angażowałem się w aktywność społeczną, która była niemiła władzy (która wolała ignorować problemy społeczne, które zwalczaliśmy) i wspierałem czasami organizacje, które były wprost negatywnie postrzegane przez Kreml przed wojną – opowiada Viktor.

Fundacja „Nużna Pomoszcz” w 2024 została wpisana na listę agentów zagranicznych, a potem została zamknięta.

Viktor jednak zmienił pracę wcześniej i już w 2022 roku pracował dla jednej z rosyjskich firm badawczych. W pierwszych tygodniach i miesiącach wojny coraz wyraźniej odczuwał, że ich praca podlega cenzurze. Z jego perspektywy to, czym się zajmował, nie miało charakteru politycznego, po prostu na prośbę dziennikarzy opisywał fakty, przekazywał dane dotyczące sytuacji na rynku konsumenckim. Pozwalały one zrozumieć, jak wojna oraz sankcje nałożone na Rosję wpływały na lokalne rynki i jakość życia konsumentów. Jednak pod presją władz kierownictwo firmy coraz bardziej ograniczało możliwość publikowania tych danych i ograniczała ich przepływ do dziennikarzy.

Ostatecznie właśnie z powodu cenzury Viktor odszedł z pracy i dołączył do niezależnego medium „Takie Dela”, gdzie, obok okazyjnego zajmowania się merytoryką, objął rolę koordynacyjną i techniczną.

Od ponad dziesięciu lat „Takie Dela” opisuje prawdziwe historie ludzi mieszkających w rosyjskich regionach oraz problemy społeczne w kraju. Redakcja używała określenia „wojna” i publikowała krytyczne materiały dotyczące skutków mobilizacji, problemów żołnierzy i ich rodzin, a także presji wywieranej na ludzi, by podpisywali kontrakty z Ministerstwem Obrony.

Jeszcze w kwietniu 2026 roku medium opublikowało poradnik dla studentów i pracowników, na których wywierano presję lub których próbowano zmusić do podpisania kontraktów wojskowych. Publikuje również materiały na temat przemocy i tortur w więzieniach, działań policji i Federalnej Służby Więziennej (FSIN), sytuacji osadzonych oraz ograniczania praw obywatelskich. Redakcja regularnie zajmuje się także przemocą domową, prawami reprodukcyjnymi, ograniczeniami dostępu do aborcji oraz zakazem tzw. „propagandy childfree”. Żaden z tych tematów sam w sobie nie stanowi działalności zakazanej, jednak część tej agendy redakcyjnej wyraźnie stoi w sprzeczności z obecnym konserwatywnym kierunkiem polityki rosyjskiego państwa.

Krótko po rozpoczęciu inwazji na Ukrainę Viktor wyjechał z Rosji do Gruzji, a następnie w 2023 roku przeniósł się do Mołdawii, także do Naddniestrza, gdzie nadal mieszka i pracuje dla „Takie Dela”. Wbrew przekonaniom o Naddniestrzu jako o republice FSB, on uważa Naddniestrze za miejsce wystarczająco bezpieczne do pracy (zdecydowanie bezpieczniejsze niż pozostawanie Rosji) oraz za dobry przystanek przed dalszą przeprowadzką do innych krajów europejskich. Podobnie, jak poprzedni nasz rozmówca. Trudno zweryfikować ich opinie, wymagałoby to badań terenowych i pogłębienia tematu.

Czytaj także: Kryptowaluty mają swoje Eldorado i własnego „prezydenta”. W okupowanych przez Rosję DRL, ŁRL, czy Naddniestrzu finansuje się światowy terroryzm [RAPORT]

mediobójstwo, rosja, dziennikarstwo
Photo by Valery Tenevoy on Unsplash

W sierpniu 2024 roku operator płatności CloudPayments, należący do T-Banku, wypowiedział umowę z „Takie Dela”, odcinając redakcję od cyklicznych darowizn, które według niej wynosiły około 1,2 mln rubli miesięcznie i pochodziły od mniej więcej 2,5 tys. darczyńców. Nie podano oficjalnego powodu decyzji i nie ma dowodów, że była ona bezpośrednim działaniem władz. W styczniu 2026 roku rosyjskie organy nakazały redakcji dodanie oznaczeń „zagranicznego agenta” do starszych artykułów dziennikarki Anastazji Żwik, która została później wpisana na listę „zagranicznych agentów”.

24 kwietnia 2026 roku Roskomnadzor ograniczył dostęp do strony internetowej „Takie Dela” na terytorium Rosji. Informacja o blokadzie została podana publicznie i potwierdzona 29 kwietnia. Regulator stwierdził, że medium nie usunęło zakazanych treści, w tym materiałów, które określił jako związane z tematyką LGBT. „Takie Dela” twierdziło jednak, że Roskomnadzor nakazał usunięcie całej strony, nie wskazując żadnych konkretnych artykułów, które miałyby naruszać rosyjskie prawo. Redakcja zapowiedziała, że będzie kontynuować publikowanie za pośrednictwem Telegramu, VKontakte i innych platform społecznościowych.

W maju 2026 roku moskiewski sąd nałożył na medium grzywnę w wysokości 200 tys. rubli za niewypełnienie obowiązku odpowiedniego oznaczenia wcześniejszych artykułów Żwik.

Anastazja Łotariowa, była redaktorka naczelna „Takie Dela”, również została uznana za „zagraniczną agentkę” w styczniu 2025 roku, choć status ten nie został nadany całej redakcji.

„Takie Dela” nadal działa i publikuje swoje materiały, korzystając z różnych platform.

Według Viktora wyłączenie możliwości przekazywania darowizn spowodowało problemy finansowe redakcji. Zablokowanie strony internetowej doprowadziło natomiast do zmniejszenia jej zasięgu i liczby odbiorców. Całą sytuacja mocno przełozyła się na spadek wpływów z reklam.

Mediobójstwo dzieje się po cichu

Rosyjski system opresji, zrozumiał, że goła przemoc wobec mediów jest antyskuteczna. Zabicie dziennikarza ściąga uwagę Zachodu. Jest jasnym przykładem naruszenia wolności słowa. Martwym dziennikarzom łatwo współczuć, pójść na protest, czy oblać ambasadę farbą. Niewiele to kosztuje, a nasze emocje wobec Rosji będą gorsze niż przed zabójstwem.

Z perspektywy Rosji więc dużo lepiej jest stworzyć skomplikowaną sieć prawną, której konsekwencje będą trudne do zrozumienia. Stworzenie sytuacji, w której niezależni dziennikarze będą albo milczeć, ściągając oburzenie i niesmak jako tchórze, lub wyjadą, a biedując i prosząc o wsparcie, staną się problemem zachodnich elit. Opozycyjny Rosjanin zawsze jest podejrzany, problematyczny, ciężko mu znaleźć dobrze płatną pracę, czy zalegalizować pobyt.

Musi się ciągle tłumaczyć: Dlaczego wykonujesz słabo płatną prace, która wystawia cię na zagrożenie? Jesteś obłąkany, szpiegujesz czy może masz ukryte intencje? Dlaczego wybrałeś za miejsce zamieszkania Naddniestrze, Turcję czy Gruzję, które są tanie i w których możesz przebywać bez wizy, zamiast ubiegać się o (niechętną i obcesową) gościnę w Zachodniej Europie?

Dla Kremla dużo lepszy jest wiecznie podejrzany opozycyjny dziennikarz-żebrak, który z czasem znudzi się zachodnim elitom, niż męczennik za wolność słowa, po którym można nazwać jakąś ulicę lub wręczać nagrodę, nie ponosząc kosztów i nie doświadczając dyskomfortu. Dziennikarz, który opublikował kilkanaście, kilkadziesiąt czy nawet i sto tekstów w mniejszych mediach, którego nikt nie katował, tylko zmusił do emigracji „miękkimi środkami”, któremu brakuje co miesiąc kilkuset euro w budżecie, który musi się imać kolejnych dorywczych prac i toczyć boje z europejską administracją, aby gdzieś mieszkać i pracować – nie jest porywającą historią.

Dwóch z moich rozmówców znam od lat, trzeciego poznałem w tym roku, ale mamy kilku wspólnych znajomych. Nasze rozmowy – jak to dziennikarzy społeczno-ekonomicznych – skupiały się zazwyczaj na faktach i datach, moi bohaterowie nie chcą użalać się nad sobą, omijają i proszą mnie o usunięcie fragmentów dotyczących ich rodzin czy detali, które mogą pozwolić na ich identyfikacje. Czasami za ich decyzjami stoi fakt bycia odpowiedzialnym nie tylko za swoje życie, ale też swoich partnerów, dzieci, rodziców. 

O tym co stracili mówią niechętnie, być może wiedząc, że w sytuacji zabijania przez Rosję cywilów w Ukrainie, czy w obecnej atmosferze nieufności wobec rosyjskich opozycjonistów, ich opowieści o ciężkim i prawdziwym przecież koszcie emigracji, nie obchodzą wielu osób w Europie.

mediobójstwo, rosja, dziennikarstwo
Photo by Valery Tenevoy on Unsplash

Kwestia ceny

Kiedy rozmawiamy, latem 2026, Volin maluje swoją sytuację w czarnych barwach. Jego zdaniem bycie niezależnym rosyjskim dziennikarzem na emigracji staje się dziś coraz trudniejsze. Najgorszym dla niego aspektem emigracji jest brak możliwości pracy „w terenie”, przeprowadzania wywiadów offline, realizowanie reportaży bezpośrednio z miejsc wydarzeń, czy utrudniona weryfikacja faktów. Wiele rosyjskich niezależnych mediów nie może sobie dziś po prostu na to finansowo pozwolić w miejscach poza Rosją, a dostęp do samej Rosji jest praktycznie niemożliwy z powodu działań reżimu. Spada przez to jakość materiałów dziennikarskich, czy powstają sprawy, takie jak niedawna afera Asji Niesojewej.

Volin kilkukrotnie zwraca uwagę na brak działających sieci wsparcia dla dziennikarzy na emigracji, a przynajmniej na ograniczony do nich dostęp dla Rosjan. – Na przykład artyści mają «Artystów na emigracji», którzy zapewniają pomoc prawną, kursy językowe i inne formy wsparcia. Dziennikarze w Europie mają tylko RSF, które według własnych kryteriów decyduje, czy jako dziennikarz zasługujesz na ich pomoc i w jakim zakresie. Jeśli ci odmawiają albo zignorują ciężko jest coś zdziałać – po prostu jesteś ignorowany. W rezultacie jako dziennikarz zostajesz sam ze swoimi problemami i nikt ci nie pomoże. A to jeszcze nie uwzględnia realnego ryzyka prób werbunku ze strony rosyjskich służb specjalnych, ataków fizycznych i gróźb – opowiada.

– Obecnie doświadczam trudności związanych z legalizacją pobytu. Moje zezwolenie wygasło, a rok wcześniej złożyłem wniosek o francuskie humanitarne zezwolenie na pobyt. Mimo doświadczenia, przychody z dziennikarstwa są coraz niższe. Skontaktowałem się również z francuskim oddziałem Reporterów bez Granic, jednak nie otrzymałem od nich żadnego wsparcia i mimo że przedstawiłem im masę dowodów, ale oni jedynie zaproponowali, żebym zwrócił się do stowarzyszeń pomagających Rosjanom. Było to dziwne, biorąc pod uwagę, że w ciągu dwóch miesięcy moi niemieccy współpracownicy udowodnili, że grozi mi niebezpieczeństwo w Federacji Rosyjskiej – twierdzi Volin.

Skontaktowaliśmy się w jego sprawie z francuskim oddziałem Reporterów bez Granic, ale do momentu publikacji nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

Straty

– Oczywiście, że coś straciłem. Wyjazd z Rosji był moją decyzją, ale jednocześnie decyzją wymuszoną przez okoliczności. Był to wybór etyczny, jednak w praktyce nie czułem, że naprawdę mam alternatywę. Z mojego punktu widzenia musiałem wyjechać – mówi z kolei Andriej, obecnie terener personalny.

– Straciłem mieszkanie, z którego praktycznie nie zdążyłem skorzystać, mimo że spłacałem je przez lata. Straciłem część przyjaciół, na których bardzo silnie wpłynęła propaganda. Mam więc poczucie, że straciłem wiele. Podobnie było z odejściem z dziennikarstwa – to również był dla mnie smutny moment. Uważam, że rosyjskie władze świadomie tworzą warunki, które praktycznie uniemożliwiają niezależne dziennikarstwo. One nie tylko zwalczają konkretne redakcje czy dziennikarzy, w pewnym sensie zwalczają samą istotę dziennikarstwa” – twierdzi Andriej.

– Każdy człowiek ma granicę tego, ile jest w stanie znieść. Jeśli praca jest bardzo słabo opłacana, a jednocześnie wiąże się ze stresem, strachem i ryzykiem utraty tego, co przez lata udało się zbudować, wielu utalentowanych ludzi po prostu odchodzi do innych sektorów, gdzie mają lepsze możliwości. W rezultacie niezależne media tracą najlepszych kompetentnych ludzi – uważa.

Jego zdaniem w takich warunkach właściwie pozostają dwie możliwości. – Albo dziennikarstwo staje się dla ciebie czymś więcej niż zawodem, tylko czymś w rodzaju powołania, bez którego nie potrafisz sobie wyobrazić siebie, albo w pewnym momencie odchodzisz. W moim przypadku nie było zbyt wiele przestrzeni pomiędzy tymi dwiema opcjami. Lubię dziennikarstwo i nadal uważam je za bardzo ważne, ale nie na tyle, by poświęcić mu całe swoje życie, niezależnie od kosztów. Jestem zwolennikiem tradycyjnego, „oldschoolowego” dziennikarstwa i chciałbym, żeby ludzie nadal mogli ufać profesjonalnym mediom. Uważam, że było i nadal jest to coś wartościowego. Jest mi czasami smutno, kiedy myślę, że musiałem zostawić to za sobą – konkluduje naszą rozmowę Andriej.

baner dziennikarze w zagrożeniu, centrum mieroszewskiego, ua future, postpravda, postprawda

Viktor dopowiada, że niczego nie żałuje. – Nie mogę powiedzieć, żebym wiele stracił, jeśli chodzi o moje życie czy karierę, kiedy zdecydowałem się związać na poważnie z niezależnymi mediami. To znaczy, na pewno straciłem pod względem finansowym i choć oczywiście nie mogę tego wiedzieć na pewno, myślę, że gdybym został tam gdzie byłem i się podporządkował, to zarabiałbym i miałbym wygodniejsze życie – stwierdza, tak jak wielu rosyjskich emigrantów, którzy nie poszli pod rękę z władzą.

– Sytuacja finansowa rosyjskich niezależnych mediów jest obecnie dość ponura i w każdej chwili może stać się krytyczna. Ale pieniądze i komfort są dla mnie sprawami drugorzędnymi. Najważniejsze jest dla mnie robienie tego, co uważam za słuszne i postępowanie w zgodzie z własnym sumieniem. Cieszę się też, że nadal mogę stosunkowo swobodnie wykonywać zawód, który wybrałem oraz że moja praca ma jakiś wpływ społeczny. Czuję, że ma ona sens – uważa Viktor. – Przez te cztery lata moje życie bardzo się zmieniło. Ale mimo całego horroru sytuacji wywołanej wojną, są też rzeczy, które pomagają mi iść dalej i się nie zniechęcać. Zacząłem więcej podróżować i poznawać świat, spotkałem nowych ludzi i znalazłem osoby, które podzielają moje wartości. Życie jest podróżą. Przekonałem się o tym jeszcze silniej, kiedy musiałem zostawić życie w Moskwie.

Za pracę nad tekstem bardzo dziękuję moim bohaterom oraz Annie-Mari Carafizi.

PostPravda, PostPrawda, Post Prawda, Post Pravda, slajd, reklama

W tym tygodniu

SimRus – Symulator Ruskiego Miru

SimRus - Symulator Ruskiego Miru, czyli jak wygląda życie w Rosji. Tekst stworzony na podstawie prawdziwych historii.

Musk kupił Twittera z pomocą funduszu 8VC, który zatrudnia synów rosyjskich oligarchów

Sąd w Kalifornii nakazał firmie X ujawnić dane swoich inwestorów. Wśród nich znalazł się fundusz 8VC, który obecnie zatrudnia synów rosyjskich oligarchów.

Partia Umarłych przeciwko putinowskiej Rosji

Partia Umarłych rozpoczęła swą działalność jako projekt artystyczny i polityczny w 2017 roku w Petersburgu i stała się znana ze swoich akcji, występów i innych wydarzeń w Rosji. Władze Kremla uznały ją za zagrożenie i zaczęły prześladować jej członków. Wielu działaczy partii zostało zmuszonych do emigracji i obecnie organizują podobne akcje na całym świecie.

Ukraińscy żołnierze szukają zemsty na siłach Putina w Kursku

Ukraińcy szukają zemsty na swój sposób i chcą napierać na terytorium wroga - relacjonuje z Ukrainy Askold Krushelnycky.

O papieżu i Bogu w czasie wojny: Paweł Gonczaruk, biskup, który został w Charkowie [WIDEO]

Biskup diecezji charkowsko-zaporoskiej Paweł Gonczaruk nie opuścił miasta, leżącego bardzo blisko linii frontu przez całą inwazję Rosji na Ukrainę.

Rosja może rościć sobie prawa do państw bałtyckich

Rosja na razie nie wysuwa roszczeń wobec państw bałtyckich. Coraz bardziej konsekwentnie tworzy jednak historyczny i prawny język, za pomocą którego pewnego dnia takie roszczenia będzie można sformułować. A rosyjskie doświadczenia ostatnich lat pokazują: jeśli w Rosji zaczyna się mówić o sąsiednich państwach i narodach językiem nienawiści, wojna jest blisko.

Polityka Indii: neutralność, pokojowe współistnienie i niezrozumienie istoty rosyjskiego imperializmu

Polityka Indii wynika z ich doświadczeń kulturowych i historycznych, przez pryzmat których postrzegają wojnę Rosji przeciwko Ukrainie. Prowadzi to do niezrozumienia rosyjskiego imperializmu i tolerancyjnego stosunku wobec niego, co z kolei powoduje sprzeczności w polityce Indii.

Narracje o II wojnie światowej Tuckera Carlsona. Czy możliwy byłby kompromis z Hitlerem lub Putinem?

Fałszywe narracje o II wojnie światowej rozpowszechniane są dziś nie tylko w Rosji. Jednym z najbardziej znanych popularyzatorów alternatywnego spojrzenia na tę wojnę stał się amerykański komentator polityczny Tucker Carlson. Co kryje się za taką rewizją historii?

USA i Rosja razem dokończą budowę Nord Stream w Europie? Dmitrijew i Kushner dopinają „good deal”

Wysoko postawieni rosyjscy i amerykańscy urzędnicy, w tym specjalny przedstawiciel prezydenta USA Jared Kushner, przeprowadzili rozmowy na temat zaangażowania amerykańskiego inwestora we wznowienie budowy gazociągu Nord Stream.

Rosyjska wojna o religię. Kreml tworzy parafie Donbasu i Noworosji. „To religijny odpowiednik wrogiej aneksji” [ANALIZA]

Ekspert Royal United Services Institute Andrzej Marszewski wyjaśnia czym jest i jak przebiega wojna o religię.

70 mln euro i niedostarczona amunicja dla Ukrainy. Jak afera Datasel stała się rosyjską bronią informacyjną? [ANALIZA]

Rosyjska propaganda próbuje wykorzystać skandal w Estonii. Sprawa Datasel: „zaginione” 70 mln euro i pociski dla Ukrainy, które do niej nie trafiły. Gdzie są pieniądze? Kto wystawił na ostrzał ministra obrony Hanno Pevkura? Jak rzeczywisty błąd estońskiego systemu obronnego przekształcił się w rosyjską broń informacyjną i kto pomagał nagłaśniać tę narrację w samej Estonii?

„Róże dla nikogo”. Dlaczego trudno jest opuścić wojnę? Opowiada Myrosław Łajuk

– Kiedy widzisz wokół siebie tyle bólu, nie możesz pozostać takim samym człowiekiem. I to wcale nie działa tak jak w przypadku lekarzy, którzy wielokrotnie obserwowali śmierć i przez to mieliby się na nią uodpornić. Nie można uodpornić się na śmierć – mówi Myrosław Łajuk, ukraiński poeta, prozaik i dokumentalista wojenny w rozmowie z Małgorzatą Rejmer.

ISW: to już nie seria przypadkowych incydentów, a skoordynowana operacja Rosji przeciwko NATO [LISTA]

Sabotaże, drony, naruszenia przestrzeni powietrznej i ataki na infrastrukturę. ISW, czyli amerykański Instytut Studiów nad Wojną ostrzega, że Rosja prowadzi wobec Europy skoordynowaną kampanię, której celem jest nie tylko zakłócanie wsparcia dla Ukrainy, ale również testowanie reakcji NATO oraz jego nadwyrężanie i rozbijanie jego jedności.

Powiązate tematy