Tzw. złota godzina, czyli czas konieczny na ewakuację rannego z pola boju, to przeżytek dawnej ery. Można było nauczać tego w szkołach wojskowych „przed wojną”. Napaść Rosji na Ukrainę, drony, ataki na szpitale, medyków, karetki zmieniły wszystko. Dziś ewakuacja może zająć nawet kilka dni. W Ukrainie wykształciły się nowe standardy medycznej ewakuacji. Rannych z frontu często transportują już nie sami żołnierze, a roboty. Jak wygląda medyczna ewakuacja na Donbasie? O tym w Dzienniku Bojowego Medyka ZSU pisze Volodymyr Huliuk.
Ewakuacja: Początek
Dzwoni dowódca batalionu.
– Wołodia, zadzwoń do Czużego, poda punkt, gdzie odbierzecie „trzechsetnego” (300 to w żargonie wojskowym ranny – red.).
– Tak, widziałem. Przygotowujemy się.
– Czuży wszystko powie.
Krzyczę do chłopaków: Mamy ewakuację 300. Szykować się do wyjazdu. Dzwonię do Czużego.
– Jest 300. Kiedy i gdzie odbierać?
– Możecie podjechać do punktu w Łaziriwce?
– Tak. Dziesięć minut i będziemy.
– Plus, wyślę punkt na „Zielonym” (system komunikacji ZSU – red.). Czekaj na komendę.
– A kto zna stan „trzechsetnego” i chociaż jego pseudonim?
– Ja kurwa nic nie wiem, pytaj Kurhana.
Piszę więc do Kurhana na „Zielonym”. Kogo ewakuujemy? Jaki stan? Jakie obrażenia? Kurhan odpowiada wiadomością głosową: – Dwóch 300. Jeden lekki, trochę posiekło nogi. Drugi średni – odłamek w nogach ze złamaniem, założona staza taktyczna. Obaj przytomni. Czekamy na drona naziemnego (NRK – w wojskowym żargonie – red.), załadujemy i na punkt. Aha. A punkt dali?
– Plus (w wojskowym żargonie plus oznacza odpowiedź pozytywną, dwa plusy to pozytyw i bez odbioru – red.), wszystko jest, czekamy na komendę do wyjazdu.
Moi chłopcy już biegają, kierowca odpalił samochód, felczer Sania przygotowuje nosze, rozkładamy je, rozścielamy nowy koc termiczny. Po raz setny sprawdzam, czy w kieszonkach organizera na ścianie busa jest wszystko, co trzeba. Radiostacja działa, włączam i wyłączam system walki radioelektronicznej (tzw. REB do zagłuszania sygnały dronów FPV – red.) – kontrolka świeci. Niby wszystko okej.
Na komendę można czekać kilka minut, a można kilka godzin. Czekanie zawsze jest najtrudniejsze. Jest głosówka od dowódcy batalionu: jedźcie na punkt, niebo czyste. Potwierdzam.
Zakładam kamizelkę, hełm, chwytam plecak medyczny, jedziemy we trzech. Ja, Sania i Siwy.
– Sania, jedziemy na punkt w Łaziriwce.
– Plus-plus – mówi, uśmiecha się spod hełmu, który z jakiegoś powodu zawsze nosi bez pokrowca i wygląda przez to trochę nieporadnie. On wie, że wszystko dziś pójdzie zajebiście.
Czytaj także: Z dziennika bojowego medyka ZSU: „ja tu ze śmiercią pracuję” [ODCINEK 1]
![Z dziennika bojowego medyka ZSU: „U nas 300”. Historia jednej ewakuacji [ODCINEK 5] 1 ewakuacja, roboty, drony naziemne](https://postpravda.info/wp-content/uploads/2026/05/whatsapp-image-2026-05-11-at-20.48.43-1024x577.jpeg)
Drony, czujki i czekanie
Najpierw droga pod siatkami (siatki antydronowe – red.) – tutaj można się nie bać. Patrzymy w ekran „Czujki” (detektor dronów FPV – red.). Ekran się włącza. Biały szum. To znaczy, że dron jest gdzieś daleko.
Bliżej Łaziriwki siatka jest często podziurawiona i porwana. Wjazdu do wsi pilnują spalone przez drony busy i pickupy, stoi też kilka smutnych, spalonych robotów NRK. Manewrujemy między nimi. Wjeżdżamy do wsi, siatka się skończyła, lecimy maksymalnie szybko ulicami do umówionego punktu. „Czujka” milczy. Jeden zakręt, drugi. Punkt.
Chowamy samochód pod drzewem i trochę się rozchodzimy.
Wiosna. Ćwierkają ptaki.
Przy domach bez dachów, z wybitymi oknami i drzwiami, kwitną jaskrawoczerwone tulipany i biała czeremcha. Cisza… Wybuchy gdzieś bardzo daleko. Tutaj jest okej.
Słychać głośne bzyczenie „Wampira”. To przerażający dźwięk – długo nie można zrozumieć, z której strony i dokąd leci. Przelatuje nad nami, niesie przesyłkę chłopakom na pozycję. Dobrze, że to nasz dron.
Znowu cisza.
Czekamy.
Czytaj także: Z dziennika bojowego medyka ZSU: Dezercja w armii. Darek uciekł i schował się w domu [ODCINEK 4]
Gdzieś leci ten skurwysyński dron. Brzęczenie o wiele delikatniejsze niż u „Wampira” (duży dron bojowy – red.), jak trzmiel albo wielki komar. Pochowaliśmy się po różnych niedobitych budynkach. Na środku podwórza domu, do którego wbiegłem, leży martwy pies. Jeszcze się nie rozkłada, pewnie zdechł niedawno. Nie doczekał właścicieli. Szczęściarz — umarł w domu.
Czekamy, aż ucichnie dźwięk drona. Mamy nadzieję, że nie zobaczy busika. Przeleciał. Nie leciał po nas. No i dobrze.
Czekamy.
Siwy krzyczy:
– Jedzie dron (NRK – red.)!
Łapiemy nosze, biegniemy do drona. Niewielki — jakieś 1,5 na 1 metr kosza. Chłopaki leżą złożeni jeden na drugim i się nie ruszają. Twarze i ręce białe, sine usta. Kurwa mać — myślę — zeszli po drodze.
NRK zatrzymał się. Chłopaki jęczą. To dobrze. To znaczy, że jeszcze żyją.
![Z dziennika bojowego medyka ZSU: „U nas 300”. Historia jednej ewakuacji [ODCINEK 5] 2 ewakuacja, roboty, drony naziemne](https://postpravda.info/wp-content/uploads/2026/05/zrzut-ekranu-2026-05-22-o-14.16.51-1024x576.png)
Podbiegamy. Łapiemy tego na górze, kładziemy na nosze. – Stary, stary, już jesteś z nami. Co jest ranne? Mów.
Ciągle o coś pytamy, żeby rozumieli, że jesteśmy obok, że są w naszych rękach, że zaraz będzie lżej. I samemu jest jakoś spokojniej, kiedy wiesz, że jeszcze nie odeszli.
Dron chwilę postał i pusty ruszył nie wiadomo dokąd.
Górnego „trzechsetnego” kładziemy na nosze, wnosimy do busa. Biegniemy po drugiego. Jeszcze cięższy — i stanem, i wagą.
Mamy małego busika. Drugie nosze się nie zmieszczą. Cholera.
Złapałem go pod ręce, Siwy za nogi. Podnieśliśmy go i wepchnęliśmy do samochodu.
Siwy za kierownicę. Krzyczę: – Zapierdalamy na stabilizację! Obaj są ciężcy (chodzi o ciężki stan – red.)!
Muzyka medyków: Ciach-ciach-ciach
Tańczymy nad nimi. Duszę się od intensywności oddechu, pot leje się ze mnie strumieniami. Zalewa oczy. Pierdolę hełm — odrzucam go w bok busa. Włączam całe dostępne w środku karetki światło. Żeby lepiej widzieć, co się dzieje.
Najpierw cięższy, ten leżący na podłodze. Przytomny, odpowiada.
– Skąd jesteś?
– Ze Smiły. Zajebiste, świetne miasto.
– Byłem tam. Spoko. Gdzie jesteś ranny?
– Tylko nogi.
Widzę stazę taktyczną. Ale nie jest dociągnięta. To cud, że przy takiej ranie prawie nie ma krwawienia. Dobrze, że dojechał. Mógł nie przeżyć. Druga noga cała. Zaczynam macać szyję, klatkę piersiową.
– Wszystko okej — mówi — tylko noga.
Obmacałem. Wszystko okej. Wyciągam nożyczki i razem z Sanią zaczynamy rozcinać ubranie, buty. Samochód wypełnia zapach krwi. Metaliczny smród.
Sekunda. Wdech. Wydech.
Sania:
– Dociągną do stabilizacji. Rozcinamy ubranie i bandażujemy ranę. Na razie to wystarczy.
– Plus-plus.
Sania podnosi ranną nogę, żeby wygodniej było rozciąć ubranie.
Ciach-ciach-ciach — spodnie. Ciach-ciach-ciach — rozcina buty, zrzucamy je.
But cały we krwi, skarpety śliskie i czarne. Ściągam skarpetę. Stopa cała.
Obwiązaliśmy goleń — mocno rozszarpana, dużo krwi stracił po drodze. Dziwne, że przed wsadzeniem do NRK nie zabandażowali rany. Drugi wygląda lepiej. Posiekło tylko nogi, dobrze. Rozcięliśmy spodnie i buty, zaczęliśmy bandażować nogi. Rany nie krwawią, ale wygląda na to, że goleń jest złamana.
Samochód się zatrzymuje. Stabilizacja. Koniec naszej pomocy.
Otwieramy drzwi. Najpierw wynosimy cięższego, kładziemy na nosze. Z drugim łatwiej — i lżejszy. Wnosimy go, kładziemy na wózek.
![Z dziennika bojowego medyka ZSU: „U nas 300”. Historia jednej ewakuacji [ODCINEK 5] 3 ewakuacja, roboty, drony naziemne](https://postpravda.info/wp-content/uploads/2026/05/whatsapp-image-2026-05-11-at-20.48.41-1024x769.jpeg)
Podchodzę po kolei do rannych.
– Powiedz imię i nazwisko. Okej, dobrze, zapisałem. Masz przy sobie telefon? Tak? Świetnie, stary. Wszystko będzie zajebiście. Będę do ciebie cały czas dzwonił.
Siwy łapie złożone nosze, rzuca do samochodu. Wskakujemy, zamykamy drzwi. „Czujka” milczy. Dobrze. Spierdalamy stąd. Dojechaliśmy do bazy. Po kolei wysyłam wiadomości na „Zielony”: – Wszystko okej. „Trzechsetnych” przekazaliśmy. Stan stabilny. Będą żyć.
Podłoga zalana krwią. Kawałki zakrwawionych ubrań i buty. Nieźle, Lowy prawie czyste z zewnątrz. Wszystko do worków i w pizdu do śmieci. Potem myjemy podłogę środkiem dezynfekującym. Znowu sprawdzam, czy wszystko jest w kieszonkach organizera naszego busika.
Wydech.


![Z dziennika bojowego medyka ZSU: „U nas 300”. Historia jednej ewakuacji [ODCINEK 5] 4 PostPravda, PostPrawda, Post Prawda, Post Pravda, slajd, reklama](https://postpravda.info/wp-content/uploads/2025/09/slajd-nr-1-pl-1024x576.jpg)