Rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa wezwała zagranicznych dyplomatów i cudzoziemców przebywających w Kijowie do gotowości do pilnej ewakuacji z miasta, jeśli Ukraina zdecyduje się na atak podczas parady z okazji Dnia Zwycięstwa 9 maja. Strach w Rosji rośnie.
Ukraińskie drony na 9 maja
Wydaje się, że Moskwa poważnie potraktowała groźby Kijowa, że ten może próbować zakłócić obchody Dnia Zwycięstwa w tym roku. Tym bardziej, że w ostatnim tygodniu już dwukrotnie Ukraina kierowała bojowe drony w stronę stolicy Federacji Rosyjskiej. Raz o tyle skutecznie, że uderzyły one w wieżowiec oddalony zaledwie 6 kilometrów od Kremla i 3 kilometry od rosyjskiego MON. Ubiegłej nocy Rosjanie mieli zestrzelić 317 ukraińskich dronów a 11 z nich leciało na Moskwę – dowiadujemy się z komunikatów Rosjan.
Czytaj także: Negocjacje z Rosją. Pokój jako narzędzie wojny – rosyjska strategia od 100 lat [ANALIZA]
Wołodymyr Zełenski już kilkukrotnie zapowiadał, że jeśli Putin nie zgodzi się na zaproponowane zawieszenie broni, to Ukraina będzie lustrzanie odpowiadać na rosyjskie ataki i tak rzeczywiście robi.
W związku z rosnącym napięciem niektóre regiony i miasta Rosji zdecydowały się albo na odwołanie albo na ograniczenie tegorocznych defilad na 9 maja. Jeśli chodzi o zagranicznych dyplomatów w Ukrainie, to na razie żadna ambasada nie przekonuje swoich obywateli o konieczności wyjazdu ze stolicy kraju.
Moskwa zapowiada, że jeśli Ukraina zdecyduje się na ataki 9 maja, to Kreml ostrzela budynki rządowe w centrum Kijowa.
Na progu wojny atamowej?
Kilka dni przed planowaną na 9 maja paradą zwycięstwa w Moskwie Rosja poinformowała o rozpoczęciu prób rakietowych na strategicznym poligonie Kura, położonym w rejonie Ust-Kamczacka. Z oficjalnych komunikatów wynika, że w manewrach mają zostać użyte systemy mogące przenosić głowice nuklearne, w tym objęte tajemnicą rakiety RS-24 Jars, będące częścią rosyjskiego systemu odstraszania atomowego i znajdujące się na wyposażeniu armii od 2010 roku.
Poligon Kura, oddalony o około 500 kilometrów na północ od Pietropawłowska Kamczackiego, należy do najważniejszych rosyjskich obiektów wykorzystywanych przez Siły Powietrzno-Kosmiczne. Służy on do testów międzykontynentalnych pocisków balistycznych oraz realizacji ćwiczeń o charakterze bojowym.
To nie pierwszy raz od 2022 roku, kiedy świat stoi na progu konfliktu atomowego. Po raz pierwszy USA obawiały się realizacji takiego scenariusza podczas ukraińskiej kontrofensywy na obwód charkowski i na Chersoń, drugi raz, gdy Kreml twierdził, że Ukraina zaatakowała rezydencję Putina, a teraz po raz trzeci. Skąd takie obawy właśnie w tych momentach?
Czytaj także: Wojna atomowa: Rosja jest do niej zdolna? Atak na Czarnobyl miał wystraszyć świat
Chodzi o rosyjską doktrynę nuklearną, która zakłada użycie broni atomowej w bardzo konkretnych przypadkach. Pierwszy to oczywiście moment, w którym inne państwo atomowe atakuje Rosję, ale od 2024 roku plany uwzględniają również sytuację gdy Rosja lub Białoruś zostają zaatakowane przez państwo nienuklearne, ale wspierane przez inne mocarstwo atomowe. A mamy ich kilka. Wśród nich: USA, Wielką Brytanię, Niemcy, czy Francję.
Rosjanie według ich strategicznych założeń mogliby użyć broni jądrowej, gdyby groziła im katastrofalna porażka na polu walki i masakra ich armii, tak jak było to w 2022 roku. Zakończyło się to jednak kontrolowanym wycofaniem się wojsk rosyjskich zarówno z zajętych terenów w obwodzie charkowskim, jak i z części Chersonia. Kreml uważa za konieczność użycie broni atomowej także w momencie, gdyby istnienie państwa lub suwerenność i integralność Rosji była zagrożona. W ten scenariusz wpisuje się także atak na rosyjskie władze, a więc i na paradę z okazji 9 maja.


