Cztery lata temu Putin ogłosił, że atakuje Ukrainę. Zaczęła się wojna, której Europa nie widziała od tysiąc dziewięćset trzydziestego dziewiątego roku. Trwa ona już 1461 dni, bez przerwy. Dwudziestego czwartego lutego dwa tysiące dwudziestego drugiego roku miliony ludzi rzuciły się do ucieczki. Każdego dnia setki tysięcy Ukraińców przekraczało granicę z Polską. Ale nie wszyscy chcieli wyjeżdżać. Ci, którzy zostali szykowali barykady, koktajle Mołotowa, wstępowali do obrony terytorialnej i chwytali za broń.
Ludzie zaczęli uciekać. Cztery lata od inwazji, a wciąż się to pamięta
Piotr Płoski do Kijowa dotarł w środku nocy, kiedy miała zacząć się inwazja. Kiedy kilka godzin później na miasto zaczęły spadać bomby, zabrał rodzinę i wyjechał do teściów na wieś w kierunku Czernichowa. Tam wpadli pod rosyjską okupację. – Mniej więcej dwadzieścia metrów przed naszym domem stało rosyjskie BMP z lufą wycelowaną po prostu w nas. I ta reminiscencja zostanie ze mną do końca, bo ja to po czterech latach pamiętam.
– Jest to czas życia w zawieszeniu. My w tej chwili niczego nie planujemy. Tu, gdzie stoimy to są ruiny mojej kijowskiej firmy. W zeszłym roku w lipcu przyleciało tutaj kilka rakiet i jeszcze więcej dronów i obróciło to w taki stan w jakim się znajduje w chwili obecnej. Kiedy wracam do Polski i opowiadam o tym znajomym, to patrzą na mnie, jak na wariata. Ja też czuję się już w Polsce obcy, bo mam wrażenie, że nikt nie jest w stanie mnie zrozumieć. Nikt tego wszystkiego nie przeżył i często ludziom wydaje się, że przesadzam.
24 lutego 2022 roku wielu Ukraińców zdecydowało się zaciągnąć do armii. Na początku dołączali do obrony terytorialnej, nie mieli wyposażenia. Często żołnierze mieli na sobie cywilne, zimowe buty, wyciągnięte gdzieś z szafu kurtki imitujące odzież wojskową. Hełmy, kamizelki kuloodporne i karabiny też nie nadawały się na prawdziwą wojnę, ale były lepsze niż nic. Zresztą taktycznego sprzętu można było wówczas szukać ze świecą. Sklepy militarne opustoszały w pierwsze kilkadziesiat godzin inwazji niemal w całej Europie. Do wojska w tym czasie zaciągnął się też mąż ukraińskiej korespondentki wojennej Khrystyny Lutsyk, która dziś pracuje w Fundacji Come Back Alive.
– Mój mąż poszedł do punktu poborowego dwudziestego czwartego lutego z samego rana. Stanął w kolejce i nawet nie wiedział do jakiej jednostki go wezmą. Zapytał tylko, gdzie jest potrzebny. Powiedzieli, że tu już nie, tam nie i wysłali go do jakiejś przypadkowej brygady. Walczył na Donbasie, pod Kurskiem, służy do dziś.
Sama Khrystyna pracowała w ostatnich latach w największych mediach Ukrainy. Relacjonowała walki o Bachmut, Sołedar, wyzwolenie obwodu charkowskiego, była w Chersoniu, pod Zaporożem, w Awdijiwce i w wielu innych miejscach na froncie. Razem z ukraińskimi wojskowymi wychodziła w pobliże pozycji rosyjskich. – Najlepiej byłoby, gdybym tego wszystkiego nigdy nie widziała. Wojna to wielka trauma, jaka zostanie z nami na wiele lat. Dla wielu Ukraińców będzie ona otwartą raną. Coraz mniej używamy już słowa „zwycięstwo”, tak jak zwykło się to mówić w 2022, czy w 2023 roku. Teraz coraz częściej mówimy o „sprawiedliwym pokoju”.
Ciężkie walki, straty i okupacja
Mimo to, że wiara w wyparcie Rosjan, prawdziwe zwycięstwo i odzyskanie utraconych ziem spada, a zmęczenie, wycieńczenie rośnie, to walka wciąż trwa. Tak jak nie udało się zmusić prezydenta Zełenskiego i jego ludzi do ucieczki z kraju w 2022 roku, tak i dziś nie udaje się nie tylko złamać ukraińskiego społeczeństwa. Nawet doprowadzeniem kraju na skraj katastrofy humanitarnej poprzez bombardowanie infrastruktury energetycznej.
Nie udaje się także złamać ducha żołnierzy walczących w obronie Ukrainy, którzy przez lata walki z potężniejszym wrogiem nadal nie oddali reszty Donbasu i wciąż utrzymują kontrolę nad największymi miastami regionu: Kramatorskiem i Słowiańskiem. Niemniej oba te miasta są od kilku miesięcy pod intensywnym ostrzałem, a od kilku tygodni coraz częściej bombardowane. Dojazd do tych miejscowości jest już bardzo niebezpieczny, a lokalne drogi pokrywają siatki antydronowe.
Walka ta okupiona jest wieloma stratami. Według różnych szacunków przez ostatnie cztery lata zniszczonych zostało ponad ćwierć miliona domów, startych z powierzchni ziemi wiele miast. W tym Bachmut, Awdijiwka, czy Pokrowsk. Setki kilometrów kwadratowych obwodu charkowskiego Rosjanie zamienili w ruinę. Nie ma już takich miejscowości jak na przykład Dolina, spalone i zniszczone są Kupiańsk, czy Izium. Symbolem rosyjskich zbrodni stała się Bucza.
– Długo na was czekaliśmy i doczekaliśmy się. Chłopaki spójrzcie, Rosjanie mieszkali w tym domu naprzeciwko, a także w szkole niedaleko i w zakładzie u mechanika. Pokażemy wam – cieszyli się z obecności Ukraińców ocalali mieszkańcy Buczy w kwietniu 2022 roku.
Czytaj także: Konstantin Gadauskas: „W Buczy zwyciężyliśmy śmierć”
Rosyjskie zbrodnie wojenne. Cztery lata terroru
O piekle rosyjskiej okupacji przypomina do dziś krajobraz Irpienia, Hostomela i Buczy. Wiele osób celowo zostawia ślady po kulach na swoich płotach. Rosjanie dokonali tam masakr na cywilach. Konstantin Gadauskas uratował ponad dwieście osób, wywożąc ich na kontrolowane przez Ukrainę tereny. Z ulic zbierał ciała zabitych i chował je w pobliżu cerkwi świętego Andrzeja Apostoła.
– Kiedy zobaczyłem Rosjan i to, jak oni się zachowują, strzelają do cywili, już wiedziałem, że to będzie straszny czas. Czas o jakim moja babcia opowiadała mi z okresu II wojny światowej i tego, jak wówczas Rosjanie się zachowywali. I za te cztery lata faktycznie straciłem wielu przyjaciół, którzy oddali życie za niepodległą Ukrainę – mówi Konstantin Gadauskas, który prowadzi Fundację Bucha Help.
Bachmut, Pokrowsk, Chersoń, Mariupol, Kramatorsk, Izium, czy wspomniana już Bucza to jedne z miejscowości, które doświadczyły rosyjskich zbrodni wojennych. Centrum Wolności Obywatelskich udokumentowało ich dotychczas 98 tysięcy. Rosjanie torturują ludzi, bombardują domy, równają z ziemią całe miasta, łamią międzynarodowe konwencje, znęcają się nad ukraińskimi dziećmi i kobietami. Gwałt wykorzystują jak broń, by ludzie bali się, uciekali i już nigdy nie wracali.
Jak mówi Ołeksandra Matwijczuk, ukraińska działaczka na rzecz praw człowieka i prawniczka, która w 2022 roku została uhonorowana pokojową Nagrodą Nobla, rok pokojowych rozmów Donalda Trumpa jest najbardziej krwawym i śmiertelnym rokiem dla cywili w Ukrainie. Liczba zabitych i rannych wzrosła w tym czasie o 31 procent.
– Niezbyt ładnie pachnie ten duch Anchorage, o którym często wspomina Putin. Ale rozumiemy, że sprawiedliwość nie jest priorytetem administracji Donalda Trumpa, dlatego bez względu na jakiekolwiek rozmowy pokojowe musimy nadawać osobny bieg kryminalnym sprawom dotyczącym wojennych zbrodni. Bo trudno sobie wyobrazić, że Rosjanie podpiszą jakieś porozumienie, w którym znajdzie się zapis o rozliczeniu ich przestępstw. Ale międzynarodowe trybunały, bez względu na podpisane dokumenty, swoich śledztw nie zakończą, nie anulują nakazów aresztowania.
Nie wiemy, ile dokładnie ludzi zginęło przez ostatnie cztery lata. ONZ doliczył się piętnastu tysięcy ofiar cywilnych, w tym siedmiuset sześćdziesięciu dzieci. Rosjanie porywają je, zakazują im używać języka ukraińskiego i rusyfikują w szkołach. – To zaledwie wierzchołek góry lodowej. Rosjanie metodycznie wykorzystują zbrodnie wojenne. To jedna z ich broni, nie przypadek. W ten sposób chcą złamać ducha i sprzeciw narodu, by okupować cały kraj – dodaje Ołeksandra Matwijczuk.
Czytaj także: Negocjacje z Rosją. Pokój jako narzędzie wojny – rosyjska strategia od 100 lat [ANALIZA]
Porwane dzieci i rusyfikacja
Dwadzieścia tysięcy nieletnich zostało porwanych, a siedemset tysięcy przymusowo przesiedlonych do Rosji. W okupowanym Ługańsku powstał nawet specjalny portal internetowy, gdzie Rosjanie mogą wybrać sobie dziecko do adopcji – opowiada Kateryna Raszewska z Regionalnego Centrum Praw Człowieka w Kijowie.
– Rosjanie w ten sposób sztucznie starają się integrować okupowane terytoria z Federacją Rosyjską. W całej Rosji dostępne są tego typu katalogi, gdzie można wybrać sobie kolor oczu, włosów, czy płeć dziecka, a potem zabrać je do swojej rodziny. Robią z naszych dzieci swoich patriotów. Wychowują sobie przyszłe pokolenie oficerów i żołnierzy, jakich bez żadnych skrupułów będą chcieli wykorzystać do prowadzenia kolejnych grabieżczych wojen – uważa Raszewska.
– Nie mamy żadnego innego wyboru, jak szukać przestrzeni, gdzie możemy mówić prawdę o tym, co dzieje się w naszym kraju. Jednym z celów Rosjan jest to, aby odebrać nam głos i zamiast nas opowiadać o naszej historii i tworzyć własny obraz świata. Rosjanie porywając nasze dzieci robią wszystko, żeby zniszczyć Ukrainę jako państwo i jako wolny naród – dodaje ukraińska aktywistka.
Jeńcy wojenni są torturowani już cztery lata
Według oficjalnych danych przekazanych przez prezydenta Ukrainy, dotychczas na wojnie zginęło pięćdziesiąt tysięcy ukraińskich żołnierzy, a blisko czterysta tysięcy zostało rannych. Siedem tysięcy trafiło do katorżniczych obozów, gdzie niemal każdy poddawany jest torturom. Natalia swojego syna, obrońcy Mariupola, nie widziała już blisko cztery lata.
– Kilka dni przed inwazją mojego syna wojsko zawróciło z urlopu. Miał jechać na narty do Gruzji. Już wtedy zorientowaliśmy się, że wojna na pewno się zacznie. Zadzwoniłam jeszcze do niego, zapytałam, czy mogę przyjechać do Mariupola na kilka dni, odparł tylko, że będę mogła przyjechać tylko, jak on powie, że już można. Absolutnie zakazał mi jechać w tamtą stronę – wspomina Natalia Krawcowa, matka jeńca wojennego, który został pojmany w maju 2022 roku razem z innymi obrońcami Azowstalu. – Nadzieja jest zawsze. Jeśli mielibyśmy żyć bez niej, to od razu można byłoby kłaść się do grobu – pociesza się Natalia. Jej syn obecnie przebywa z jednym z najcięższych obozów w Rosji w Taganrogu.
W tym samym więzieniu przetrzymywana była dziennikarka Wiktoria Roszczyna, którą Rosjanie ostatecznie zatakowali, wycinając jej oczy, mózg i krtań. W takim stanie zwrócili jej ciało rodzinie. Dziewczynę można było zidentyfikować jedynie na podstawie badań DNA. Rosjanie zabili już prawie 150 dziennikarzy, w tym Alyone Gramową, która zginęła ataku drona w Kramatorsku. Wielu przedstawicieli mediów aresztowano, w tym dziewiętnastoletnią Yanę Suworową z okupowanego Melitopola.
Czytaj także: Rosja w 3 lata zabiła 135 dziennikarzy. Publikujemy pełną listę
Z niewoli udało się wrócić Ludmile Husejnowej, która w rosyjskich więzieniach, torturowana i katowana, przeżyła trzy lata. Część z tego czasu również w Taganrogu.
– Ja i inne kobiety, które wracają do domów po latach karcerów i obozów, wiemy, że nasze życie już nigdy nie będzie takim jak wcześniej. Nasze rodziny i małżeństwa nie będą już takie jak kiedyś. Nasi bliscy i my same musimy nauczyć się żyć na nowo z takim strasznym doświadczeniem, które nas spotkało. Niestety wydaje mi się, że świat tego nie rozumie. Musiałby usłyszeć opowieści tych wszystkich, prostych Ukraińców, którzy popadli w rosyjską okupację, którzy cierpią od wojny, nie mogą wyjechać z okupowanych terytoriów. Byłoby dobrze, żeby ich usłyszano – mówi Husejnowa, która dziś prowadzi organizację wspierającą ofiary wojny SEMA Ukraine.
Dotychczas żadna z rosyjskich zbrodni nie znalazła finału w międzynarodowych trybunałach karnych. Trwają rozmowy pokojowe, a w 28-punktowym planie, który Rosjanie przygotowali wspólnie z Amerykanami, jednym z punktów miała być totalna amnestia za wszystkie przestępstwa popełnione podczas inwazji. Putin poszukiwany listem gończym przez Międzynarodowy Trybunał Karny zamiast za kratami, przechadzał się po czerwonym dywanie na Alasce, witany przez amerykańskiego prezydenta.
Czytaj także: Zadowolić Donalda Trumpa. Czy negocjacje pokojowe to symulacja stworzona dla USA? [ANALIZA]
– Czasem w Europie ludzie mnie pytają: a czemu wy w Ukrainie nie chcecie pokoju? Wyobraźcie sobie, że przestępcy przyszli do was do domu, wzięli w niewole matkę, zabili żonę, trzymają nóż pod gardłem waszego dziecka i mówią: my byśmy chcieli się z tobą pogodzić. Jak w takich warunkach rozmawiać o pokoju? Świat się temu spokojnie przygląda i stwierdza, że trzeba się układać. Z kim? Z terrorystami? Jak można w ogóle rozmawiać z terrorystami? – pyta Konstantin Gadauskas.
Odbudowa Ukrainy po wojnie, jeśli ta zakończyłaby się dziś, będzie kosztować 800 miliardów dolarów. Szacuje się, że pomocy specjalistów w poradzeniu sobie z traumą może szukać w przyszłości blisko pięć milionów ludzi.
Piotr Kaszuwara to korespondent TVP w Kijowie, dziennikarz Radia 357, Onet.pl, a także komentator i specjalista ds. Ukrainy i Europy Wschodniej, a także ds. propagandy i dezinformacji. Komentuje rzeczywistość Ukrainy między innymi dla TVP World, TOK FM, a także mediów ukraińskich, niemieckich, brytyjskich, amerykańskich czy japońskich. Jest redaktorem naczelnym serwisu PostPravda.Info oraz fundatorem i prezesem międzynarodowej Fundacji UA Future, która jest wydawcą naszego portalu.


