Na wojnie w Ukrainie ginie coraz więcej dzieci, matek, czy ojców, bo po coraz odważniejszych zapowiedziach Zachodu o kontynuowaniu wsparcia dla Ukrainy, Rosja intensyfikuje ataki na obiekty cywilne. W ostatnich dniach Kreml atakował nie tylko Kijów, czy Charków i centrum Dnipra w biały dzień, ale też wiele niewielkich wsi i miasteczek na wschodzie kraju.
Nie tylko dzieci i ludzie. Ofiary mają imiona i nazwiska
Dwa dni temu w Kijowie w bombardowaniu zginęła 12-letnia Oleksandra, uczyła się w 7 klasie. 50-letnia fryzjerka Ilona zmarła ze strachu w jednym ze stołecznych schronów. Kilka dni temu w szpitalu zmarła kobieta, ranna w ostrzale na początku września. Była w ciąży. Dzięki podtrzymywaniu jej życia na intensywnej terapii, a później cesarskiemu cięciu, udało się uratować dziecko, ale matki już nie. W tym samym ataku, w którym ranna została ona zginęła inna kobieta z małym dzieckiem.
Są dramaty, o których świat często nie słyszy, skupiając się na wielkich i medialnych atakach Rosji. Wczoraj w małej wsi Czerneczczyna w rejonie Krasnopilji, w obwodzie sumskim, 15 kilometrów od granicy z Rosją dron zabił czteroosobową rodzinę Lesniczenków. 35-letniego ojca Oleksandra, dwoje dzieci 4 i 6 latka – Denisa i Igora, a także 26-letnią matkę Alonę, która była w ciąży z bliźniakami.
O tej tragedii PostPravda.Info informowała jako pierwsza w Polsce.
Rodzina przeprowadziła się do wsi Czerneczczyna z miasteczka Krasnopole, gdzie ich dom został uszkodzony w wyniku ostrzałów. Osiedlili się we wsi w starej, rodzinnej chacie. O tym poinformował portal „Kordon.Media”, powołując się na sołtyskę wsi Oksanę Czernową.
W miejscowej szkole – Czerneczyńskiej gimnazji – opublikowano zdjęcia poległych braci i kondolencje.
Według ustaleń, dron uderzył w budynek około godziny 2:40 w nocy. Na miejscu została jedynie góra cegieł, ocalała część ściany i fragment ogrodzenia. Na podwórku wciąż na sznurkach suszą się dziecięce ubrania.

Miasta i wsie są atakowane każdej doby. Front ma 1000 kilometrów
Rosyjskie wojska wczoraj aż 54 razy ostrzelały obwód sumski – 23 miejscowości w 12 gminach. Na miasta i wsie spadały kierowane bomby lotnicze i uderzyły drony. W ciągu ostatniej doby alarm w obwodzie sumskim trwał ponad 17 godzin.
To symboliczny początek długiej, 1000 kilometrowej linii frontu, która z północy Ukrainy ciągnie się aż po dalekie południe przez obwody charkowski, ługański, doniecki, dniepropietrowski, zaporoski i chersoński do odeskiego.
W Chersoniu, oddalonym 800 kilometrów od Sum, mieszkańcy przemieszczają się po ulicach tylko pod siatkami antydronowymi, bo Rosjanie atakują przypadkowych przechodniów i zrzucają niewielkie miny przypominające liście. Tak wygląda tu codzienność.
We wczorajszym dronowym ataku na Dnipro trafione zostało 20 budynków mieszkalnych, szpital oraz szkoła. Kilkanaście osób zostało hospitalizowanych. Alarmy rozbrzmiewały przez całą noc w różnych zakątkach kraju.
Czytaj także: Ataki na Ukrainę: „Jak ty?”. „Mogłam pójść do łazienki, to by mnie nie pocięło szkło” [REPORTAŻ]

