Kenia walczy ze współczesnym nielegalnym handlem ludźmi. W Nairobi rozbito gang oszustów, którzy pod pretekstem dobrze płatnej pracy i legalnego pobytu w Moskwie, werbowali nieświadomych Kenijczyków do walki na froncie w rosyjskiej armii, przeciwko Ukrainie.
Kenia i Kreml
Kenijskie organy ścigania odkryły szajkę przestępców pracującą dla Kremla w Athi River, mieście położonym na południu Kenii, tuż obok stolicy kraju Nairobi.
Handlarze ludźmi mieli żądać od ofiar kwot rzędu od 13 do 18 tysięcy dolarów za pomoc w uzyskaniu wizy, opłaceniu przejazdu do Moskwy i w zakwaterowaniu. Kiedy Kenijczycy docierali na miejsce okazywało się, że pracy nie ma, następnie zmuszano ich do wstąpienia do rosyjskiej armii i wysyłano na pierwszą linię frontu w Ukrainie.
Jak informują kenijskie służby, wiele osób wracało do domów ciężko rannych lub w ogóle nie wracało.
Czytaj również: Mali: Rosyjscy najemnicy zabili dziesiątki cywilów
Kenia walczy z handlem ludźmi
Kilka dni temu detektywi zajmujący się przestępczością zorganizowaną znaleźli 21 osób, które w ukryciu czekały na rozpatrzenie ich wniosków wizowych.
Za organizację tego procederu odpowiedzialni są miejscowe firmy HR – Ecopillars Manpower Ltd oraz Global Face Human Resources Limited (nazwy firm ujawnili kenijscy śledczy dla przestrogi). Ofiarom obiecywano ponad dwukrotność średniej kenijskiej pensji, jaka wynosi niewiele ponad 2000 złotych miesięcznie. Za służbę w rosyjskiej armii podstępnie zwerbowani Kenijczycy mieli dostawać około półtora tysiąca dolarów miesięcznie, czyli niewiele ponad 5 i pół tysiąca złotych.
Kenijscy śledczy podejrzewają, że w nielegalny proceder mogli być zaangażowani wpływowi w Nairobi ludzie. Śledztwo trwa.


