Starlink w okopie to na tej wojnie coś zupełnie zwyczajnego. To dobrej jakości, bezpieczna i przede wszystkim szyfrowana łączność. To możliwość szybkiego przekazania danych do sztabu oraz korzystania z wygodnych aplikacji wojskowych. To szansa, by porozmawiać z rodziną i zobaczyć na ekranie telefonu, jak rośnie twoje dziecko albo jak piękną masz żonę. To także możliwość kierowania dronami bez ograniczeń odległości i wbrew systemom walki elektronicznej rosyjskich okupantów.
Tu Starlink z Polski nie dociera
Państwo nie zapewnia nam terminali Starlink ani nie opłaca abonamentu, dlatego żołnierze płacą za to z własnych pensji. Słyszałem, że Polska finansuje około 35 tysięcy Starlinków dla Ukrainy, ale do poziomu mojego batalionu one nie docierają. Zresztą nie jest to nic dziwnego, skoro tylko w moim batalionie jest ich ponad pięćset. A ile jest ich w całej Ukrainie – nawet nie potrafię sobie wyobrazić.
W 2022 roku pewien Białorusin, który uciekł do Polski, nie wierzył, że naprawdę jestem na froncie, bo komentowałem jego post na Facebooku. Myślę, że wielu moich polskich znajomych uśmiechnie się, czytając to, bo nieraz rozmawiamy z nimi przez wideorozmowy z miejsc położonych bardzo blisko rosyjskich pozycji.
![Z dziennika bojowego medyka ZSU: Starlink na froncie pomaga widzieć drony, dzieci i żony [ODCINEK 6] 1 starlink, front](https://postpravda.info/wp-content/uploads/2026/07/na-zdj.-frontowe-zaopatrzenie-w-energie.-fot.-volodymyr-huliuk-arch.-pryw-1024x769.jpg)
Wideokonsultacja medyka bojowego a Starlink na wojnie
Zdarza się, że ktoś dzwoni i prosi o wskazówki, co zrobić z rannym, jakiej pomocy mu udzielić.
Pewnego razu zadzwonili do mnie z prośbą o pomoc przy ratowaniu żołnierza, który wszedł na minę. Utracił część nogi w połowie podudzia, a druga noga została ciężko poraniona odłamkami. Koledzy zrobili wszystko, co mogli – założyli stazy, opatrzyli rany. W takim stanie człowiek ma najwyżej kilka godzin życia. Byli w miejscu, z którego ewakuacja oznaczała niemal pewną śmierć. Wysłaliśmy naziemnego drona, ale został zniszczony przez rosyjskiego drona FPV jeszcze zanim pokonał jedną trzecią trasy. Nie dało się zrobić nic więcej. Rosjanie obserwowali teren i niszczyli wszystko, co próbowało dotrzeć do rannych. Pozostało mi jedynie przez telefon doradzać, jak ulżyć mu w cierpieniu. Co pół godziny pytałem, jak się czuje, choć od początku wiedziałem, jaki będzie finał. Umarł po sześciu godzinach męki. Walczył do końca.
Był też przypadek, gdy codziennie łączyliśmy się z okopem, w którym u jednego z chłopaków rozwinęła się ropowica. Pokazywali mi, ile ropy wypłynęło danego dnia i jak opatrują rany, a ja udzielałem wskazówek oraz wysyłałem mu dronami antybiotyki, bandaże i środki odkażające. Gdy pogoda sprzyjała – czyli padał deszcz, który utrudniał działanie dronów – udało się go ewakuować. Wyzdrowiał.
Kiedyś jeden z moich towarzyszy broni został przypadkowo ranny w górną część uda. To bardzo trudna rana, bo nie da się skutecznie założyć stazy. Trzeba wypełnić ranę środkiem hemostatycznym, a następnie mocno ucisnąć bandażem. Problem polega na tym, że człowiek z takim urazem krzyczy z bólu i odruchowo się wyrywa, dlatego wielu żołnierzom trudno psychicznie wykonać taki zabieg. Kierowałem nimi przez wideorozmowę i namawiałem, by wykonali tamponadę rany. Ostatecznie udało się go ewakuować, ale stracił nogę. Następnego dnia bałem się do niego zadzwonić. Było mi strasznie przykro, bo do końca wierzyłem, że wydarzy się cud i nogę uda się uratować. Powiedział tylko, żebym się nie obwiniał. Najważniejsze, że żyje.
Tamten wróci do domu, a ten nie. Inny będzie uczył się chodzić
Był też chłopak, którego dobrze znałem. Uczyłem go medycyny taktycznej, leczyłem mu zęby. Wiedziałem, skąd pochodzi, kim jest jego żona i jakie mają plany na przyszłość. Poszedł na pozycje i podczas walki został ciężko ranny w obie nogi. Koledzy założyli mu stazy i przenieśli go do schronu. Połączyłem się z nimi i krok po kroku kierowałem udzielaniem pomocy. Wszystko wykonali zgodnie z zasadami. Mimo to zmarł, bo możliwość ewakuacji pojawiła się później, niż jego organizm był w stanie wytrzymać. Jego ciało przywiózł dron, owinięte w koc. Na nim leżał inny ranny żołnierz z urwaną stopą, który przeżył tylko dlatego, że odniósł mniej obrażeń i doczekał ewakuacji. Jego kikut zagoi się za kilka miesięcy i nauczy się chodzić z protezą, być może nawet bez laski. Tamten wróci do domu w samochodzie z napisem „Na tarczy” i spocznie w ziemi przy salwach honorowych, wśród długiej alei tysięcy flag.
Niedawno ewakuowaliśmy chłopaka, któremu wybuch niemal rozerwał dolną część podudzia – kości były połamane, mięśnie wyrwane, a stopa trzymała się jedynie na tylnej części nogi. Zadzwoniłem do żołnierza, który był przy nim, i przez połączenie wideo tłumaczyłem, jak prawidłowo założyć opatrunek oraz unieruchomić stopę zwykłym kijem. Nie było możliwości wykonania tamponady, więc położyliśmy na ranę opatrunek hemostatyczny i zabezpieczyliśmy go bandażem. Z czasem opatrunek nasiąknął krwią i trzeba było co jakiś czas mocniej dociągać stazę, aby ograniczyć krwotok. Na czas transportu stazę zacisnęliśmy, a poluzowaliśmy dopiero po dotarciu do szpitala.
![Z dziennika bojowego medyka ZSU: Starlink na froncie pomaga widzieć drony, dzieci i żony [ODCINEK 6] 2 starlink, ambulans, karetka, front](https://postpravda.info/wp-content/uploads/2026/07/na-zdj.-wnetrze-bojowej-karetki-fot.-volodymyr-huliuk-arch.-pryw-1024x578.jpg)
Byliśmy przekonani, że lekarze będą musieli amputować stopę, bo brakowało fragmentu kości podudzia, a mięśnie zostały wyrwane. Jednak dzięki temu, że nie zacisnęliśmy stazy całkowicie i stopa przez cały czas była częściowo ukrwiona, zachowała żywotność. Teraz leży w szpitalu w Kijowie, a później pojedzie za granicę na leczenie. Przez długi czas będzie czekał, aż odrośnie kość, przejdzie przeszczepy mięśni i skóry.
Mój towarzysz broni przejdzie jeszcze przez wiele bólu i bezsennych nocy. Będzie musiał nauczyć się chodzić od nowa.
O Autorze cyklu z dziennika bojowego medyka ZSU
Volodymyr Huliuk jest bojowym medykiem 30. Brygady Sił Zbrojnych Ukrainy. Zgłosił się do armii jako ochotnik w lutym 2022 roku. Do napaści Rosji na Ukrainę był przewodnikiem po Strefie Czarnobylskiej oraz po stolicy. Oprowadzał między innymi polskie wycieczki. Ma żonę i dwie córki, które czekają w Kijowie aż ich mąż i tata wróci z frontu. Jednostkę Volodymyra Huliuka możecie wesprzeć poprzez zrzutkę Fundacji UA Future, dedykowaną temu batalionowi ZSU.


![Z dziennika bojowego medyka ZSU: Starlink na froncie pomaga widzieć drony, dzieci i żony [ODCINEK 6] 3 PostPravda, PostPrawda, Post Prawda, Post Pravda, slajd, reklama](https://postpravda.info/wp-content/uploads/2025/09/slajd-nr-1-pl-1024x576.jpg)