Ukraiński makiawelizm, czyli komu służy wojna w 2025 roku? Wszystkie teorie spiskowe [REPORTAŻ]

„Jedź baranie, ku••a b•••dź, kakaja ch••nia”. Wyrzucał z siebie kierowca taksówki z nerwowością kogoś, kto mało sypia, po czym przeszedł do narzekania na urzędników miejskich i na „je•••ych kacapów”. Lwów stał w korku. Towarzyszący mi fotograf, Tatar z Kirgistanu, próbował dukać coś po ukraińsku. Taksówkarz: „Brat, nie pi•••ol. Ruski to nie język Putina, dawaj pa ruski”.

Wojna: „Przeżyłaś coś strasznego?”

Wyjazd do Ukrainy z fotografem z Kirgistanu wydawał się proszeniem się o kłopoty. Ale dostaliśmy grant dziennikarski, trzeba było go zrealizować. Na granicy było słabo. Cały autobus kobiet, jeden mężczyzna i to z Kirgistanu. Równie dobrze mógłby być kosmitą.

Polski pogranicznik poprosił mnie na bok, żebym wyjaśniła, dokąd i po co jedziemy. Wyciągnęłam papiery, on kapownik, zaczął coś gryzmolić ołówkiem. Miał słaby dzień albo po prostu słabo składał litery w nazwie fundacji, która wysłała nas w teren. Mówię: „Pan da, ja napiszę”. Długo międlił w ręce nasze paszporty: „Kiedy wracacie?” Ja: „Pan wie, że nie muszę nic obiecywać?” Zaczął coś gadać o podejrzeniu dywersji. Dalej może być tylko gorzej, pomyślałam.

Dalej było lepiej, Ukrainka piękna jak Pola Raksa w mundurze, wyciągnęła zmarznięty skaner do odcisków palców. Jej wzrok był tak samo lodowaty. A potem już poszło.

Poszło lepiej, ale inaczej niż miało być.

Po miesiącu wróciłam do domu. Znajomi z Zurychu spytali: „Przeżyłaś coś strasznego?” „Na przykład co?” Odparłam skonfundowana. „Coś jak na wojnie”. Zaczęłam się zastanawiać: Na niebie nad Kijowem błyskały bynajmniej nie fajerwerki, w Równem nad ranem zadrżało łóżko, jak rakieta spadła na pobliską elektrownię, alarmy przeciwlotnicze wyły nawet na spokojnym Zakarpaciu. „A to nie było aż tak strasznie.” Odpowiedzieli. Dla mnie straszne było jednak co innego.

Byłam w różnych miejscach: Zakarpacie, obwód rówieński, Kijów, wszystkie z dala od linii frontu. Robota szła jak po grudzie, mimo języka, przygotowania i kontaktów. Wiadomo, że przez wojnę. Ale przez co dokładnie, długo nie umiałam powiedzieć. Czy tylko przez to, że wszyscy byli wyczerpani i wojną i listopadem, bo miesiąc ponury i perspektywy ponure, ciągłe ataki i brak prądu? Czy przez to, że nasze tematy zahaczały o wojnę, ale nie były bezpośrednio o niej, były z boku patriotycznej narracji?

Wiele osób, które spotkałam, w ogóle nie uważało tej wojny za swoją. Poza tym pracuję bez fiksera, gadam ze wszystkimi i o wszystkim. To utrudnia pracę, ale przez to w moje sieci wpada wiele wszystkiego. Z tego krylu wojny wyłania się obraz tak samo straszny jak wybuchy rakiet. Bo życie na napiętych postronkach nerwów robi swoje.

Język rosyjski nie istnieje i inne teorie spiskowe

Trudna była podejrzliwość, zaraził mnie nią już polski pogranicznik. Dociekanie, kto nas przysłał i po co, i ciągłe szukanie drugiego dna. Szybko sama przełączyłam się na ten tryb. W Mukaczewie zagadał do nas facet przy barze. Godzinę siedział przy jednym drinku, podejrzanie dużo wiedział o Azji Środkowej i koniecznie chciał odprowadzić nas do domu. Błyskawicznie uznałam, że to ubek. Za trochę sama zacznę rozglądać się za dywersantami.

Od wojny nie dało się uciec. Bo albo ktoś pytał, co o niej myślę, albo dziękował Polsce za pomoc po 24. lutego albo narzekał na Polskę (ekshumacje wołyńskie i wysypywanie zboża na tory). Wojna przestroiła konstrukcję świata. Jeden chłopak w Kijowie tłumaczył mi, że rosyjski nie istnieje, Rosjanie mówią w zdeformowanym ukraińskim zmieszanym z nie wiadomo czym, a Rosjanie to lud ugrofiński. Prawdziwi Słowianie to my – Polacy i Ukraińcy.  

Straszne były piramidy teorii spiskowych, próby nadania sensu bezsensowi tej wojny. Ktoś twierdził, że wojna wywołana została po to, by „opróżnić” kraj z Ukraińców i w ich miejsce osiedlić tych wszystkich migrantów, których nie chce przyjąć Unia Europejska. Ktoś inny, że to sposób na ratowanie świata przed katastrofą klimatyczną, bo zmniejszy się emisja dwutlenku węgla. Jeszcze ktoś, że Covid-19 rozpylany był z samolotów, ale ponieważ pandemią Ukrainy nie pobili, to teraz próbują wojną. Kto dokładnie, nie wiadomo.

Były też głosy ekstremalne. Pracownik naukowy, w swojej kuchni, przy herbacie i ciastku, tłumaczył mi, że Hołodomor to wykwit ukraińskiej propagandy (a spotkaliśmy się na rozmowę o bursztynie). Inny człowiek, też wykształcenie wyższe, twierdził, że wojna to spisek banderowców.

Na Zakarpaciu, przy granicy z Węgrami, znajomy opowiadał, że królowa Kamila, jak Karol był w szpitalu (czyli za jego plecami), sprzedała Zełeńskim zamek pod Londynem, ich dzieci już tam ponoć mieszkają. Ile by za to czołgów można kupić, pytał. Jego żona narzekała, że Kijów sprzedaje ukraiński prąd do Węgier, skąd Ukraina kupuje go z powrotem, tyle że drożej. Rzuciła jeszcze, że żona prezydenta Emmanuela Macrona to facet w przebraniu. Nawet wyciągnęła zdjęcie, żebym się przyjrzała. Dowodem miały być szczupłe łydki. Przyjrzeć to ja bym się chciała rosyjskim twórcom tych pseudofaktów i kanałom ich cyrkulacji.

W Kijowie poszłam do psychiatry, właściwie to na wywiad o Czarnobylu, akurat uczyłam cały semestr o katastrofach nuklearnych. Zadumał się: „Cóż, wojna to żyzny grunt dla teorii spiskowych.” Nie wywoływałam ich celowo, wszystkie pojawiły się na marginesie bardzo rzeczowych rozmów na inne tematy. Ludzie byli jednak spragnieni sensu i chcieli się nim dzielić. Sens i bezsens – granica jest cienka.

ukraina, wojna
Na zdj. aleja pamięci w Równem, w tle Kino Ukraina. Fot. Emilia Sułek, 2025.

To nie twoja wina, że Rosja nas napadła

Były też zaskoczenia na plus. Przykład: niski poziom werbalnej nienawiści do Rosjan. Przez cały miesiąc to głównie ja mówiłam, że nienawidzę Rosji. Żeby było jasne: jako państwa. W reakcji na to, facet z Charkowa, uciekł jeszcze w 2022 roku, od trzech lat pracuje dzień w dzień w centrum rozładunku pomocy medycznej, ciężko westchnął. Fazę nienawiści ma już za sobą, teraz jest wyłącznie zmęczony. Kobieta, która rzuciła pracę, by założyć ośrodek dla bieżeńców ze wschodniej Ukrainy, objęła mnie mocno. Na nienawiść nie ma już siły. Fryzjer w Kijowie, też uchodźca z Charkowa, uśmiechnął się: „Jesteś jak moja żona. Nienawiść w życiu nie pomaga”.

Największe zaskoczenie? Że w Ukrainie mówią po rosyjsku, tak jak ten Lwowiak w taksówce.

Dla fotografa, który towarzyszył mi w podróży, rosyjski to język właściwie ojczysty. Tatar, urodzony w Kirgistanie, wychowany w Biszkeku: takie osoby mówią po rosyjsku; ma zresztą status drugiego języka urzędowego. Wiele osób w Ukrainie mówiło z nim po rosyjsku z widoczną radością. Na przykład, Olga i Wadim z Użgorodu. Ona przyjechała z Donbasu jako nastolatka, jej mąż, miejscowy, był z rosyjskojęzycznej rodziny. Zagorzali patrioci, fanatycy Ukrainy, wysyłają na front pół pensji. W domu po ukraińsku mówią od 2014 roku, kiedy nastoletnia córka przeszła fazę językowej radykalizacji. Zabroniła rosyjskojęzycznych książek i muzyki, bez względu na treść.

Wiele osób mówiło do nas po ukraińsku, rusińsku albo w surżyku. Kiedy fotograf przepraszał, że nie zna ukraińskiego, mówili: „To nie twoja wina, że Rosja nas napadła.” Sporo podawało przykład Kanady i Szwajcarii jako udanych państw wielojęzycznych. Nieprzyjemnie było tylko raz. Austriak mieszkający w Ukrainie zawarczał: „Po rusku nie mówię! Tylko ukraiński!” Jego ukraiński okazał się nieco podrasowanym rosyjskim. Jego partnerka z wyższością deklamowała, że Kirgistan powinien zakazać rosyjskiego, a fotograf ma mówić po tatarsku. Ciekawe jak, skoro nikt w jego rodzinie nie mówi, i to od dwóch pokoleń. Trudno było nie pomyśleć, że przywieźli ze sobą czarno-białość z zachodu.

wojna, ukraina, użgorod
Na zdj. budynek w Kijowie, Ukraina. Fot. Emilia Sułek, 2024.

Fatalizm i inne plagi

Absolutnie najstraszniejszy był widok inwalidów wojennych, tych młodych mężczyzn bez nogi, kuśtykających z trudem po nierównych chodnikach Równego i innych miast. Zmęczonych mężczyzn w zmęczonych mundurach, nie jak z reklam Sił Zbrojnych Ukrainy, które wiszą na ulicach Kijowa. I ten strach w rodzinach osób, które chowają się przed powołaniem do wojska.

Raz wiózł nas prawosławny ksiądz, który uciekł z domu, jechał przechować się w żeńskim klasztorze w górach, dostał cynk, że jadą po niego z TCK, ukraińskiej Wojskowej Komendy Uzupełnień. W lesie spotkaliśmy grupę drwali, wszyscy w wieku poborowym. Czekali na zmierzch, by wrócić do domu. Nie byli zadowoleni, że szwendamy się z aparatem po lesie. I jeszcze to wszechobecne spojrzenie pogodnych oczu kobiet i mężczyzn z portretów na głównym placu w każdym mieście, portretów otoczonych czcią i kwiatami, które jaśniały w zimnej mgle: oto ci, którzy zginęli.

Straszny był też fatalizm. Psychiatra z Kijowa kazał mi się przygotować na koniec Europy, bo Putin zatrzyma się dopiero w Lizbonie. No chyba, że Unia Europejska wyśle wojsko do Ukrainy. Bo jeśli nie, to pojutrze Putin będzie w Warszawie. Polska ma silnego ducha, ale sama się nie obroni, a NATO jej nie pomoże (to naiwniactwo wierzyć w pomoc NATO, dodał), Niemcy szybko upadną, mają traumę jeszcze spod Stalingradu, Francja skapituluje jak zawsze (tu się złośliwie uśmiechnął), a stamtąd już parę kroków do Lizbony.

Jego dwóch synów jest na froncie niemal bez przerwy od 2022 roku, poszli na ochotnika jeszcze w czasie obrony Kijowa. Jego biuro zniszczył atak na wieżę telewizyjną w Babim Jarze w marcu 2022 roku, kamień na trawniku upamiętnia ofiary. Karasie w akwarium, o dziwo, przeżyły.

Czytaj także: Milicjant-Chrystus i płk bezpieki. Tak rodziła się i umarła wolność w Rosji [Szykuj sanie latem]

Z wizji na przyszłość najsmutniejsza była ta Wadima, z Użgorodu. To wojna bez wyjścia, twierdził dyplomowany fizyk, dziś naprawiacz ekspresów do kawy. „Weźmy Ługańsk i Donieck. Rosji są one niepotrzebne. Jako osobne byty, nawet niechby miały już tę państwowość, nie dadzą rady wyżyć, są gospodarczo za słabe. A Ukraina, gdyby je dostała, co zrobi z tymi ludźmi, którzy chcieli się od nas odłączyć? Przecież do więzienia ich nie wsadzimy.”

Kontynuował: „Ludzie chcą końca wojny, ale jak Zełeński pójdzie na ugodę, co powie rodzinom, które straciły bliskich? A co tym, którzy dalej chcą walczyć? Jak tylko przyjdzie pokój, zacznie się wojna domowa.” Jedyna nadzieja w Rosji, że się opamięta albo że zacznie brakować jej ludzi: „Bo gdyby policzyć ilość pszenicy produkowanej przez Rosję, to liczba ludności musi być mniejsza niż piszą w internecie.” Tu Wadim zaczął liczyć, ile może być w Rosji mężczyzn, których da się jeszcze wysłać na front. „Gdybyśmy tak jeszcze rok wytrzymali…”

Przez cały pobyt w Ukrainie miałam wrażenie, że wszystko jest w porządku. Wyostrzyłam zmysły, umiem przewrócić się na drugi bok, kiedy w nocy zawyje syrena, ale też wyjść do schronu w dwie minuty, gdy po niebie leci coś więcej niż irańskie drony, analizuję nośność ścian, tak na wszelki wypadek. Szybko zaczęło mi jednak brakować dźwięku syren, dokładnie tak, jak mówił mi kolega-antropolog z Kijowa: Kiedy za długo jest cisza, zaczyna robić się nerwowo.

Sny o nacjonalizmie

W autobusie, w drodze powrotnej do Polski, pierwszy raz śni mi się wojna. Druga wojna światowa, jaką znam z opowieści rodzinnych, opowiadanych zamiast bajek do snu. O rodzinnej wsi spalonej dwa razy, o dziadku, który uciekł z wywózki do Niemiec. Ocknęłam się i pomyślałam: O cholera.

Jak to wszystko opowiedzieć komuś, kogo doświadczenie wojny jest niskie lub żadne? Kto nie czytał lektur, nie obchodzi kolejnych rocznic powstań, dni zwycięstwa, nie mija na ulicy pomników poświęconych pamięci ofiar tego czy tamtego? To nie musi być doświadczenie bezpośrednie, osobiste ani zaangażowane. Może być krytyczne, abstrakcyjne i zimne. Wystarczy, że jest w historycznym DNA społeczeństwa, które potrafi się uaktywnić w sprzyjających (a raczej niesprzyjających) warunkach.

Przywiozłam z Ukrainy czekoladki, w niebiesko-żółtym pudełku, na nich dorodne łany zboża, tryzub, i hasło Sława Ukrainie. Znajomi w Zurychu popatrzyli: „Straszne. Jaki agresywny dizajn!” Patrzę na sielankowy obraz nagrzanego słońcem pola, niebieskie niebo, napis „wybór czekoladek deserowych”. „Co dokładnie jest agresywne?” Pytam. Pokazują na tryzub. „Poza tym Sława Ukrainie to nacjonalistyczne hasło.” Przypominam im, że w Szwajcarii przed każdą stodołą wisi szwajcarska flaga.

Czekoladki chcieli zjeść, ale nie pozwoliłam. Były dla młodego chłopaka, Tatara z Krymu, który mieszka w Zurychu. Matka wywiozła go z Ukrainy zanim skończył osiemnaście lat.

Niedługo potem spotykam przyjaciółkę z warszawskiego bloku, z podstawówki, dziś mieszka w Szwecji. Mówi, że Szwedzi też nic nie rozumieją z wojny. To dla nich serial na Netfliksie.

Emilia Sułek – doktorka antropologii i dziennikarka, badaczka Tybetu i Azji Środkowej. Wykładała w Berlinie, Bernie, Zurychu i Fryburgu. Laureatka (razem z Daniłem Usmanovem) Recherchepreis Osteuropa 2024 i Gliwickiej Nagrody Literackiej 2025. Jej książka o Kirgistanie ukaże się w 2026 roku w Wydawnictwie Czarne.

PostPravda, PostPrawda, Post Prawda, Post Pravda, slajd, reklama

W tym tygodniu

SimRus – Symulator Ruskiego Miru

SimRus - Symulator Ruskiego Miru, czyli jak wygląda życie w Rosji. Tekst stworzony na podstawie prawdziwych historii.

Musk kupił Twittera z pomocą funduszu 8VC, który zatrudnia synów rosyjskich oligarchów

Sąd w Kalifornii nakazał firmie X ujawnić dane swoich inwestorów. Wśród nich znalazł się fundusz 8VC, który obecnie zatrudnia synów rosyjskich oligarchów.

Partia Umarłych przeciwko putinowskiej Rosji

Partia Umarłych rozpoczęła swą działalność jako projekt artystyczny i polityczny w 2017 roku w Petersburgu i stała się znana ze swoich akcji, występów i innych wydarzeń w Rosji. Władze Kremla uznały ją za zagrożenie i zaczęły prześladować jej członków. Wielu działaczy partii zostało zmuszonych do emigracji i obecnie organizują podobne akcje na całym świecie.

Ukraińscy żołnierze szukają zemsty na siłach Putina w Kursku

Ukraińcy szukają zemsty na swój sposób i chcą napierać na terytorium wroga - relacjonuje z Ukrainy Askold Krushelnycky.

O papieżu i Bogu w czasie wojny: Paweł Gonczaruk, biskup, który został w Charkowie [WIDEO]

Biskup diecezji charkowsko-zaporoskiej Paweł Gonczaruk nie opuścił miasta, leżącego bardzo blisko linii frontu przez całą inwazję Rosji na Ukrainę.

Rosja może rościć sobie prawa do państw bałtyckich

Rosja na razie nie wysuwa roszczeń wobec państw bałtyckich. Coraz bardziej konsekwentnie tworzy jednak historyczny i prawny język, za pomocą którego pewnego dnia takie roszczenia będzie można sformułować. A rosyjskie doświadczenia ostatnich lat pokazują: jeśli w Rosji zaczyna się mówić o sąsiednich państwach i narodach językiem nienawiści, wojna jest blisko.

Polityka Indii: neutralność, pokojowe współistnienie i niezrozumienie istoty rosyjskiego imperializmu

Polityka Indii wynika z ich doświadczeń kulturowych i historycznych, przez pryzmat których postrzegają wojnę Rosji przeciwko Ukrainie. Prowadzi to do niezrozumienia rosyjskiego imperializmu i tolerancyjnego stosunku wobec niego, co z kolei powoduje sprzeczności w polityce Indii.

Narracje o II wojnie światowej Tuckera Carlsona. Czy możliwy byłby kompromis z Hitlerem lub Putinem?

Fałszywe narracje o II wojnie światowej rozpowszechniane są dziś nie tylko w Rosji. Jednym z najbardziej znanych popularyzatorów alternatywnego spojrzenia na tę wojnę stał się amerykański komentator polityczny Tucker Carlson. Co kryje się za taką rewizją historii?

USA i Rosja razem dokończą budowę Nord Stream w Europie? Dmitrijew i Kushner dopinają „good deal”

Wysoko postawieni rosyjscy i amerykańscy urzędnicy, w tym specjalny przedstawiciel prezydenta USA Jared Kushner, przeprowadzili rozmowy na temat zaangażowania amerykańskiego inwestora we wznowienie budowy gazociągu Nord Stream.

Rosyjska wojna o religię. Kreml tworzy parafie Donbasu i Noworosji. „To religijny odpowiednik wrogiej aneksji” [ANALIZA]

Ekspert Royal United Services Institute Andrzej Marszewski wyjaśnia czym jest i jak przebiega wojna o religię.

70 mln euro i niedostarczona amunicja dla Ukrainy. Jak afera Datasel stała się rosyjską bronią informacyjną? [ANALIZA]

Rosyjska propaganda próbuje wykorzystać skandal w Estonii. Sprawa Datasel: „zaginione” 70 mln euro i pociski dla Ukrainy, które do niej nie trafiły. Gdzie są pieniądze? Kto wystawił na ostrzał ministra obrony Hanno Pevkura? Jak rzeczywisty błąd estońskiego systemu obronnego przekształcił się w rosyjską broń informacyjną i kto pomagał nagłaśniać tę narrację w samej Estonii?

„Róże dla nikogo”. Dlaczego trudno jest opuścić wojnę? Opowiada Myrosław Łajuk

– Kiedy widzisz wokół siebie tyle bólu, nie możesz pozostać takim samym człowiekiem. I to wcale nie działa tak jak w przypadku lekarzy, którzy wielokrotnie obserwowali śmierć i przez to mieliby się na nią uodpornić. Nie można uodpornić się na śmierć – mówi Myrosław Łajuk, ukraiński poeta, prozaik i dokumentalista wojenny w rozmowie z Małgorzatą Rejmer.

ISW: to już nie seria przypadkowych incydentów, a skoordynowana operacja Rosji przeciwko NATO [LISTA]

Sabotaże, drony, naruszenia przestrzeni powietrznej i ataki na infrastrukturę. ISW, czyli amerykański Instytut Studiów nad Wojną ostrzega, że Rosja prowadzi wobec Europy skoordynowaną kampanię, której celem jest nie tylko zakłócanie wsparcia dla Ukrainy, ale również testowanie reakcji NATO oraz jego nadwyrężanie i rozbijanie jego jedności.

Powiązate tematy