Wiecie, ciężko tak to sobie wszystko przypominać. Chyba żadnego dnia na wojnie nie miałem myśli, że fajnie, że tu jestem. Ale zmusiłem się, by napisać artykuł o tym, co mam dobrego jako żołnierz na froncie. I to jest jedzenie.
Jedzenie piechoty na froncie
Jedyna pewna rzecz tutaj, to jest właśnie jedzenie. Tak, w wojsku ukraińskim dobrze karmią. Oczywiście nie wtedy, kiedy jesteś w koszarach na tyłach, bo tam to zawsze standardowo – masz to, co dają dziś. Kiepski za całą wojnę był tylko jeden miesiąc – maj 2022 roku. Wtedy był sformowany batalion. Po raz pierwszy w życiu jadłem wówczas dziwną mieszankę kaszy kukurydzianej z ciepłymi wędzonymi szprotami.
Nigdy tego nie jedzcie! Ohyda. Najsmaczniejsze były za to ziemniaki duszone z mięsem. Pychota. Drugi raz, kiedy spodobało mi się koszarowe jedzenie, to było szkolenie na poligonie jednostki. Tam też jedzenie było spoko: z barszczem, czekoladą i bananami.
Nie wiem w sumie, jakie dokładnie są armijne normy jedzenia na froncie, ale nie powiem byśmy, jako piechota 30. Brygady spod Bachmutu narzekali. Co jakiś czas mój pododdział dostaje pewną wyselekcjonowaną ilość wyżywienia, z którego mogę przygotować sobie, co chcę. Wodę do picia dostajemy w butelkach PET – „Prozora” od dobrej kijowskiej firmy Obolon. Serio szokiem jest dla nas, gdy w regularnym sklepie na tyłach orientujesz się, że za wodę trzeba zapłacić, a nie można jej wziąć za darmo. My jej mamy tyle, że nie wiemy, co z nią robić.
![Z dziennika bojowego medyka ZSU: Jedzenie w armii. „W ukraińskim wojsku nieźle karmią” [ODCINEK 2] 1 Na zdj. jedzenie żołnierzy 30. Brygady SZU, fot. Volodymyr Huliuk, 2025, arch. pryw.](https://postpravda.info/wp-content/uploads/2025/12/11-1024x770.jpg)
Jedzenie w batalionie gotował Master Chef
To jednak rutyna, normalność. Bywa różnie. Najszczęśliwszą jednostką jest ta, która ma osobę z talentem do gotowania. My prawie zawsze takich mieliśmy. W 30. Brygadzie jest nawet żołnierz, który występował w ukraińskiej edycji Master Chef – Magnit. Zaczynał jako kucharz i czasem zapraszał na coś smacznego, teraz jednak zmienił funkcję i nie do końca wiem czym się zajmuje.
Kiedy jest wolny czas. Dzień lub dwa bez niebezpiecznego wyjścia na pozycje, to możesz sam sobie ugotować, co zechcesz. Ja na przykład lubię robić sałatki z majonezem i dodatkami. Kiedyś nawet upiekłem pizzę na drożdżowym cieście. Bo skądś tam dostaliśmy mąkę i drożdże.
Pyszny obiad to chwila dla podniesienia poziomu kortyzolu. Drugim jest dzień wypłaty – zawsze przychodzi na konto w określonym czasie i wystarcza na pokrycie kosztów celownika, majtek, a także szkoły dla córek i kosmetologa dla żony, które czekają w domu w Kijowie na mój powrót. W końcu chce się, żeby były szczęśliwe i piękne, jak ta poj****a wojna się skończy.
Jest więc tak, że z jednej strony chcę z wypłaty kupić coś sobie na wyposażenie, a część oddać na inne potrzeby oddziału, ale wystarczająco w moim odczuciu zostaje mi też dla rodziny. Od 2022 roku przynajmniej nie muszę się zastanawiać, za co kupią produkty na obiad, kiedy ja jestem na froncie. Za co żona córkom kupi ciuchy, czy buty. To jest.
Wyposażenia też nie mamy złego, ale większości nie dała nam armia państwowa tylko wolontariusze albo sami sobie odłożyliśmy na zakup butów Lowa – według mnie najlepszych w serii. Proszek do prania też zazwyczaj dostajemy dobry, bo musi być w stanie sprać krew. Wojsko o tym myśli i detergenty mamy dobre.
![Z dziennika bojowego medyka ZSU: Jedzenie w armii. „W ukraińskim wojsku nieźle karmią” [ODCINEK 2] 2 Na zdj. jedzenie żołnierzy 30. Brygady SZU, fot. Volodymyr Huliuk, 2025, arch. pryw.](https://postpravda.info/wp-content/uploads/2025/12/33-1-1024x577.jpg)
Jedzenie, mandaty i tchórze
Kiedy jesteś na przepustce, to w wielu restauracjach masz rabat dla wojskowych, komunikacja miejska jest za darmo, mam też zwrot 75% opłat za media. Rzadko płacę również mandaty. Co najmniej dwa razy za ostatnie cztery lata nie dostałem kary od policji, mimo tego, że faktycznie złamałem prawo o ruchu drogowym. Wystarczyło powiedzieć, że „sorry, przepraszam, głupi jestem” (to prawda haha). Zapytali tylko, jaka jednostka i czy mam prawo jazdy w ogóle.
Moja żona czy córki lubią chodzić ze mną gdzieś, gdy jestem w mundurze. Mam darmowy wstęp albo dużą zniżkę, ale minus jest taki, że nie mogę wtedy pić alkoholu. Jest oficjalny zakaz sprzedaży alkoholu wojskowym, a pijany żołnierz może zostać bez wypłaty, jak go złapią. Generalnie się nie opłaca, a poza tym lubię być trzeźwy z bliskimi.
![Z dziennika bojowego medyka ZSU: Jedzenie w armii. „W ukraińskim wojsku nieźle karmią” [ODCINEK 2] 3 Na zdj. jedzenie w ukraińskim wojsku, mat. VH, arch. własne.](https://postpravda.info/wp-content/uploads/2025/12/55-1024x769.jpg)
Jako mundurowy, który wcześniej nigdy nim nie był zawodowo, mam iluzję, że jestem lepszy od mężczyzn w cywilu. Czuję się jak samiec alfa i że na ulicy spotykam zwykłego tchórza. Na przepustce jestem niby bez munduru, ale mam złudną pewność, że na przykład mogę się z kimś pobić za swoje przekonania. Tak też było kiedyś po pijaku w Kijowie, ale jak ktoś obraża na przykład Ukrainę, kiedy ja za nią walczę, to chyba jednak jest to uzasadnione. Powód bójki może być też bardziej błachy, a to może mieć jednak poważne konsekwencje. O tym muszę sobie nieustannie przypominać i czasem się hamować.
Żadne pieniądze mi nie wynagrodzą lat bez rodziny, bez radości, bez nadziei i jak ktoś uważa, że „język rosyjski”, język tego, kto próbuje mnie każdego dnia zabić jest spoko, to ja też sądzę, że danie mu w mordę nie jest wcale jest najwyższą karą.
Innych zalet służby w wojsku podczas wojny z Rosją jest też co nie miara. Mogę nie ścielić łóżka, jeśli zechcę, spać w śpiworze bez wyrzutów sumienia. Spędzam mnóstwo czasu na świeżym powietrzu. Biegam, strzelam, ćwiczę i dźwigam ciężkie rzeczy lub ludzi każdego dnia. Kłuję ich i nie martwię się, że kogoś to boli albo nie. 24/7 mam przyjaciół wokół i mieszkam blisko pracy.
Ironicznie więc mógłbym wszystkim powiedzieć, że „zalet” służby w wojsku jest więcej niż minusów i nie rozumiem tych, którzy nie chcą tu trafić.
Czytaj także: Z dziennika bojowego medyka ZSU: „ja tu ze śmiecią pracuję” [ODCINEK 1]
O Autorze cyklu z dziennika bojowego medyka ZSU
Volodymyr Huliuk jest bojowym medykiem 30. Brygady Sił Zbrojnych Ukrainy. Zgłosił się do armii jako ochotnik w lutym 2022 roku. Do napaści Rosji na Ukrainę był przewodnikiem po Strefie Czarnobylskiej oraz po stolicy. Oprowadzał między innymi polskie wycieczki. Ma żonę i dwie córki, które czekają w Kijowie aż ich mąż i tata wróci z frontu. Jednostkę Volodymyra Huliuka możecie wesprzeć poprzez zrzutkę Fundacji UA Future, dedykowaną temu batalionowi ZSU.


![Z dziennika bojowego medyka ZSU: Jedzenie w armii. „W ukraińskim wojsku nieźle karmią” [ODCINEK 2] 4 PostPravda, PostPrawda, Post Prawda, Post Pravda, slajd, reklama](https://postpravda.info/wp-content/uploads/2025/09/slajd-nr-1-pl-1024x576.jpg)