Historyczne przemówienie premiera Kanady Davos. Mark Carney stwierdził, że starego świata już nie ma. „Międzynarodowy porządek oparty na zasadach” po prostu nie działa. A niszczą go ci, którzy w naszym wyobrażeniu powinni być jego gwarantami. „Ambicje, nieodpowiedzialność i narcyzm to stare ludzkie wady – lecz w naszej sytuacji słabość i nieadekwatność jednego lidera stały się zagrożeniem dla milionów. Ważne jest, by nadal opierać się na tych, którzy myślą pragmatycznie, nie rezygnując z własnych wartości. Prezydenci przychodzą i odchodzą. Historia trwa dalej. Jesteśmy jej częścią. Przeczytajcie – dziś dotyczy to nas wszystkich” – napisał ukraiński poeta i muzyk Serhij Żadan w swoich mediach społecznościowych, a my w języku polskim publikujemy całą treść przemówienia premiera Kanady.
Mark Carney i jego przemówienie w Davos
„To dla mnie wielki zaszczyt – i obowiązek – być z wami w tym przełomowym momencie dla Kanady i całego świata. Dziś będę mówił o pęknięciu światowego porządku, o końcu pięknej bajki i początku brutalnej rzeczywistości, w której geopolityka wielkich mocarstw nie jest ograniczona żadnymi ramami. Ale twierdzę również, że inne kraje, w tym państwa średniej wielkości, takie jak Kanada, nie są bezsilne. Mają potencjał, by zbudować nowy porządek, który ucieleśnia nasze wartości: poszanowanie praw człowieka, zrównoważony rozwój, solidarność, suwerenność oraz integralność terytorialną państw.
Siła mniej potężnych zaczyna się od uczciwości.
Każdego dnia przypomina się nam, że żyjemy w epoce rywalizacji wielkich mocarstw. Że porządek oparty na zasadach zanika. Że silni robią to, co mogą, a słabi cierpią tak, jak muszą. Ten aforyzm Tukidydesa przedstawiany jest jako nieuchronność – jako naturalna logika stosunków międzynarodowych, która znów daje o sobie znać. A w obliczu tej logiki państwa mają silną tendencję do dostosowywania się, by przetrwać. Do unikania kłopotów. Do nadziei, że ustępstwa kupią bezpieczeństwo.
To nie zadziała.
Jakie więc mamy opcje?
Mark Carney: zerwijmy nasze plakaty
W 1978 roku czeski dysydent Václav Havel napisał esej zatytułowany Siła bezsilnych. Zadał w nim proste pytanie: jak system komunistyczny podtrzymywał swoje istnienie?
Jego odpowiedź zaczynała się od sprzedawcy warzyw. Każdego ranka ten sklepikarz wiesza w witrynie plakat: „Proletariusze wszystkich krajów, łączcie się!”. On w to nie wierzy. Nikt w to nie wierzy. A jednak wiesza plakat – by uniknąć kłopotów, okazać lojalność, nie wyróżniać się. I ponieważ każdy sklepikarz na każdej ulicy robi to samo, system trwa.
Nie tylko dzięki przemocy, lecz także dzięki uczestnictwu zwykłych ludzi w rytuałach, które osobiście uważają za fałszywe.
Havel nazwał to „życiem w kłamstwie”. Siła systemu nie pochodzi z jego prawdziwości, lecz z gotowości każdego, by zachowywać się tak, jakby był prawdziwy. A jego kruchość ma to samo źródło: gdy choć jedna osoba przestaje grać swoją rolę – gdy sprzedawca warzyw zdejmuje plakat – iluzja zaczyna pękać.
Nadszedł czas, aby firmy i państwa zdjęły swoje plakaty.
Ameryka i pęknięcie starego świata
Przez dziesięciolecia kraje takie jak Kanada prosperowały w ramach tego, co nazywaliśmy międzynarodowym porządkiem opartym na zasadach. Przystępowaliśmy do jego instytucji, chwaliliśmy jego zasady i czerpaliśmy korzyści z jego przewidywalności. Pod jego parasolem mogliśmy prowadzić politykę zagraniczną opartą na wartościach.
Wiedzieliśmy, że opowieść o międzynarodowym porządku opartym na zasadach była częściowo fałszywa. Że najsilniejsi robią dla siebie wyjątki, gdy jest to wygodne. Że zasady handlu stosowane są asymetrycznie. I że prawo międzynarodowe egzekwowane jest z różną surowością w zależności od tego, kim jest oskarżony lub ofiara.
Ta fikcja była użyteczna, a amerykańska hegemonia w szczególności pomagała zapewniać dobra publiczne: otwarte szlaki morskie, stabilny system finansowy, zbiorowe bezpieczeństwo oraz wsparcie mechanizmów rozwiązywania sporów. Dlatego wieszaliśmy plakat w oknie. Uczestniczyliśmy w rytuałach. I w większości przypadków unikaliśmy wskazywania przepaści między retoryką a rzeczywistością.
Ta umowa już nie obowiązuje.
Powiem wprost: jesteśmy w samym środku pęknięcia, a nie przejścia.
W ciągu ostatnich dwóch dekad seria kryzysów – finansowych, zdrowotnych, energetycznych i geopolitycznych – obnażyła ryzyka skrajnej globalnej integracji. Ostatnio wielkie mocarstwa zaczęły wykorzystywać integrację gospodarczą jako broń. Cła jako narzędzie nacisku. Infrastrukturę finansową jako środek przymusu. Łańcuchy dostaw jako podatności, które można eksploatować.
Nie da się „żyć w kłamstwie” o wzajemnych korzyściach integracji, gdy integracja staje się źródłem podporządkowania. Instytucje wielostronne, na których opierały się państwa średniej wielkości – WTO, ONZ, COP, architektura zbiorowego rozwiązywania problemów – są poważnie osłabione.
W rezultacie wiele krajów dochodzi do tych samych wniosków. Muszą rozwijać większą autonomię strategiczną: w energetyce, żywności, surowcach krytycznych, finansach i łańcuchach dostaw. Ten impuls jest zrozumiały. Państwo, które nie jest w stanie się wyżywić, zaopatrzyć w paliwo lub obronić, ma niewiele opcji. Gdy zasady przestają cię chronić, musisz chronić się sam.
Ale spójrzmy trzeźwo, dokąd to prowadzi. Świat fortec będzie uboższy, bardziej kruchy i mniej odporny.
Jest też jeszcze jedna prawda: jeśli wielkie mocarstwa porzucą nawet pozory zasad i wartości na rzecz nieskrępowanego realizowania swojej władzy i interesów, korzyści z „transakcyjności” – pragmatycznych układów – będą coraz trudniejsze do odtworzenia. Hegemoni nie mogą w nieskończoność monetyzować swoich relacji. Sojusznicy będą się dywersyfikować, by ubezpieczyć się od niepewności. Kupować polisę. Zwiększać liczbę opcji. To przywraca suwerenność – suwerenność, która kiedyś opierała się na zasadach, a coraz bardziej będzie opierać się na zdolności do przeciwstawiania się presji.
Jak już mówiłem, takie klasyczne zarządzanie ryzykiem ma swoją cenę, ale koszty autonomii strategicznej, koszty suwerenności, można dzielić. Zbiorowe inwestycje w odporność są tańsze niż budowanie przez każdego własnej fortecy. Wspólne standardy zmniejszają fragmentację. Komplementarność przynosi korzyści wszystkim.
Pytanie dla państw średniej wielkości, takich jak Kanada, nie brzmi: czy dostosować się do tej nowej rzeczywistości. Musimy to zrobić. Pytanie brzmi: czy dostosujemy się, budując po prostu wyższe mury, czy też jesteśmy zdolni do czegoś bardziej ambitnego.
Jakie rozwiązanie proponuje Mark Carney?
Kanada była jednym z pierwszych krajów, które usłyszały ten alarm, co zmusiło nas do zasadniczej zmiany naszej pozycji strategicznej. Kanadyjczycy wiedzą, że nasze dawne, wygodne założenie, iż geografia i członkostwo w sojuszach automatycznie gwarantują dobrobyt i bezpieczeństwo, nie jest już aktualne. Nasze nowe podejście opiera się na tym, co Alexander Stubb nazwał „realizmem opartym na wartościach” – innymi słowy, dążymy do tego, by być jednocześnie pryncypialni i pragmatyczni.
Pryncypialni w naszym przywiązaniu do fundamentalnych wartości: suwerenności i integralności terytorialnej, zakazu użycia siły (z wyjątkiem przypadków przewidzianych w Karcie Narodów Zjednoczonych), poszanowania praw człowieka.
Pragmatyczni w uznaniu, że postęp bywa stopniowy, że interesy się rozchodzą, że nie każdy partner podziela nasze wartości. Angażujemy się szeroko i strategicznie, z otwartymi oczami. Aktywnie przyjmujemy świat takim, jaki jest, zamiast czekać na świat, jakim chcielibyśmy go widzieć.
Kanada kalibruje swoje relacje tak, aby ich głębokość odzwierciedlała nasze wartości. Nadajemy priorytet szerokiemu zaangażowaniu, aby maksymalizować nasz wpływ, biorąc pod uwagę niestabilność światowego porządku, ryzyka, jakie ona niesie, oraz stawkę przyszłości.
Nie polegamy już wyłącznie na sile naszych wartości, lecz także na wartości naszej siły. Budujemy tę siłę u siebie w kraju.
Kanada może być przykładem (r)ewolucji?
Od momentu objęcia władzy przez mój rząd obniżyliśmy podatki od dochodów, zysków kapitałowych i inwestycji biznesowych, znieśliśmy wszystkie federalne bariery dla handlu międzyprowincjonalnego oraz przyspieszamy inwestycje o wartości biliona dolarów w energetykę, sztuczną inteligencję, surowce krytyczne, nowe korytarze handlowe i inne obszary.
Podwajamy nasze wydatki obronne do 2030 roku i robimy to w sposób, który wzmacnia nasz rodzimy przemysł. Szybko dywersyfikujemy nasze więzi zagraniczne. Zawarliśmy kompleksowe partnerstwo strategiczne z Unią Europejską, w tym przystąpienie do SAFE – europejskich porozumień dotyczących zakupów obronnych.
W ciągu ostatnich sześciu miesięcy podpisaliśmy dwanaście innych umów handlowych i bezpieczeństwa na czterech kontynentach. W ciągu ostatnich kilku dni zawarliśmy nowe strategiczne partnerstwa z Chinami i Katarem. Prowadzimy negocjacje w sprawie umów o wolnym handlu z Indiami, ASEAN, Tajlandią, Filipinami oraz MERCOSUR.
Do rozwiązywania globalnych problemów stosujemy „zmienną geometrię” – różne koalicje dla różnych kwestii, w oparciu o wartości i interesy.
Ukraina, NATO, AI, Grenlandia: jeśli nie ma cię przy stole, to jesteś w menu
Jeśli chodzi o Ukrainę: jesteśmy kluczowym członkiem „Koalicji chętnych” i jednym z największych darczyńców na jej obronę i bezpieczeństwo w przeliczeniu na mieszkańca. Jeśli chodzi o suwerenność w Arktyce: stanowczo stoimy u boku Grenlandii i Danii i w pełni popieramy ich wyłączne prawo do decydowania o przyszłości Grenlandii. Nasze przywiązanie do artykułu 5 jest niezachwiane.
Współpracujemy z naszymi sojusznikami w NATO (w tym z krajami nordyckimi i bałtyckimi), aby wzmocnić północną i zachodnią flankę sojuszu, w szczególności poprzez bezprecedensowe inwestycje Kanady w radary wczesnego ostrzegania, okręty podwodne, lotnictwo oraz wojska na miejscu. Kanada zdecydowanie sprzeciwia się taryfom wobec Grenlandii i wzywa do ukierunkowanych negocjacji w celu osiągnięcia wspólnych celów bezpieczeństwa i dobrobytu w Arktyce.
W handlu wielostronnym wspieramy wysiłki na rzecz zbudowania mostu między Partnerstwem Transpacyficznym a Unią Europejską, tworząc nowy blok handlowy liczący 1,5 miliarda ludzi. Jeśli chodzi o surowce krytyczne: tworzymy „kluby nabywców” w ramach G7, aby świat mógł dywersyfikować dostawy i odejść od koncentracji w jednym ręku. Jeśli chodzi o sztuczną inteligencję: współpracujemy z państwami-demokracjami o podobnych poglądach, aby ostatecznie nie być zmuszonymi do wyboru między hegemonami a gigantami technologicznymi (hyperscalers).
To nie jest naiwny multilateralizm. To także nie jest poleganie na osłabionych instytucjach. To budowanie koalicji, które działają – krok po kroku – z partnerami mającymi wystarczająco wiele wspólnych punktów, by działać razem. W niektórych przypadkach będzie to przytłaczająca większość narodów.
I to tworzenie gęstej sieci powiązań w handlu, inwestycjach i kulturze, na której będziemy mogli się oprzeć w przyszłych wyzwaniach i szansach. Państwa średniej wielkości muszą działać razem, bo jeśli nie ma cię przy stole, jesteś w menu.
Imperia i Havel
Wielkie mocarstwa mogą pozwolić sobie na działanie w pojedynkę. Mają skalę rynku, potencjał militarny i dźwignie wpływu, by dyktować warunki. Państwa średniej wielkości tego nie mają. Ale gdy negocjujemy z hegemonem wyłącznie dwustronnie, robimy to z pozycji słabości. Przyjmujemy to, co nam się oferuje. Rywalizujemy między sobą o to, kto będzie bardziej ustępliwy.
To nie jest suwerenność. To imitacja suwerenności przy faktycznym przyjęciu podporządkowania.
W świecie rywalizacji wielkich mocarstw kraje „pośrodku” mają wybór: konkurować ze sobą o względy silnych albo połączyć siły, by stworzyć trzecią drogę, która ma realny wpływ. Nie możemy pozwolić, by wzrost „twardej siły” nas oślepił i przesłonił fakt, że siła legitymacji, uczciwości i zasad pozostanie potężna – jeśli zdecydujemy się używać jej wspólnie.
To prowadzi mnie z powrotem do Havla.
Co oznaczałoby dla państw średniej wielkości „żyć w prawdzie”? Oznacza to nazywać rzeczywistość po imieniu. Przestać odwoływać się do „międzynarodowego porządku opartego na zasadach” tak, jakby wciąż działał zgodnie z reklamą. Nazywać system tym, czym jest: okresem nasilonej rywalizacji wielkich mocarstw, w którym najsilniejsi realizują swoje interesy, wykorzystując integrację gospodarczą jako narzędzie przymusu.
Oznacza to działać konsekwentnie. Stosować te same standardy wobec sojuszników i przeciwników. Gdy państwa średniej wielkości krytykują ekonomiczne zastraszanie z jednej strony, ale milczą, gdy pochodzi ono z innej, nadal trzymają plakat w oknie. Oznacza to budować to, w co – według własnych słów – wierzymy. Zamiast czekać na powrót starego porządku, tworzyć instytucje i porozumienia, które działają dokładnie tak, jak zostało to zadeklarowane.
I oznacza to ograniczanie dźwigni wpływu umożliwiających przymus. Budowa silnej gospodarki wewnętrznej zawsze musi być priorytetem każdego rządu. Międzynarodowa dywersyfikacja to nie tylko rozsądek ekonomiczny; to materialna podstawa uczciwej polityki zagranicznej. Państwa zdobywają prawo do pryncypialnego stanowiska, zmniejszając swoją podatność na odwet.
Kanada nowym liderem zachodniego świata? Będzie nową Ameryką?
Kanada ma to, czego chce świat. Jesteśmy energetycznym supermocarstwem. Posiadamy ogromne zasoby surowców krytycznych. Mamy najlepiej wykształcone społeczeństwo na świecie. Nasze fundusze emerytalne należą do największych i najbardziej doświadczonych inwestorów na świecie. Dysponujemy kapitałem, talentami oraz rządem o ogromnym potencjale fiskalnym do zdecydowanych działań.
I mamy wartości, do których dąży wielu innych.
Kanada jest pluralistycznym społeczeństwem, które działa. Nasza przestrzeń publiczna jest głośna, różnorodna i wolna. Kanadyjczycy pozostają oddani zasadom zrównoważonego rozwoju. Jesteśmy stabilnym, wiarygodnym partnerem – w świecie, który jest wszystkim, tylko nie stabilny – partnerem, który buduje i ceni relacje długoterminowe. Kanada ma jeszcze coś: świadomość tego, co się dzieje, oraz determinację, by działać odpowiednio. Rozumiemy, że to pęknięcie wymaga czegoś więcej niż samej adaptacji. Wymaga uczciwości wobec świata takim, jaki jest.
Zdejmujemy plakat z okna.
Stary porządek nie powróci. Nie powinniśmy go opłakiwać. Nostalgia nie jest strategią. Ale na gruzach tego pęknięcia możemy zbudować coś lepszego, silniejszego i sprawiedliwszego. To zadanie dla państw średniej wielkości, które mają coś do stracenia w świecie fortec i które mogą najwięcej zyskać w świecie prawdziwej współpracy. Potężni mają swoją siłę. Ale my też coś mamy – zdolność, by przestać udawać, nazwać rzeczywistość po imieniu, zbudować własną siłę w kraju i działać razem.
To jest droga Kanady. Wybieramy ją otwarcie i z przekonaniem. I ta droga jest szeroko otwarta dla każdego kraju, który jest gotów przejść nią razem z nami”.


