Aby przeanalizować, czy rozejm energetyczny w Ukrainie jest możliwy, spróbujmy zwrócić uwagę na starą polityczną zasadę: komu się to najbardziej opłaca? Być może wówczas zrozumiemy, jakie są szanse na powodzenie takiej umowy. Rosji na pewno zależy na tym, aby Ukraina przestała niszczyć jej infrastrukturę naftową i logistyczną, bo utrudnia to Putinowi gromadzenie środków na wojnę. Kijów spodziewa się trudnej zimy, jeśli rosyjskie rakiety zniszczą elektrownie lub wodociągi. Trump z kolei może stracić prezydenturę, jeśli nie dotrzyma obietnicy zakończenia wojny w Ukrainie i nie udowodni, że rozpętany przez niego konflikt w Iranie ma sens. Czasu jest coraz mniej dla każdej ze stron. Dla kogo więc rozejm energetyczny to być albo nie być?
W polityce już można kłamać
Odkąd Donald Trump przejął Biały Dom i wykreował nowe — unikalne, bądź co bądź — formy komunikacji, powstaje wrażenie, że politycy na całym świecie coraz rzadziej liczą się z konsekwencjami swoich słów. Prezydent USA z dnia na dzień niejednokrotnie zaprzeczał sam sobie, odwoływał deklaracje i decyzje, a także zmieniał zdanie w zależności od… czegokolwiek. Na jednej z niedawnych konferencji prasowych upomniał współpracownika, by ten nie poprawiał historycznych dat w swojej wypowiedzi, bo „i tak mało kto to wyłapie”. W lutym 2025 roku, na kilka dni przed rocznicą inwazji Rosji na Ukrainę, Trump nazwał Zełenskiego dyktatorem, po czym tydzień później, w świetle kamer, zaprzeczał, że użył takich słów.
Na początku lipca tego roku, w Ankarze, w przyjaznej i wręcz komfortowej atmosferze, prezydent Stanów Zjednoczonych przekonywał, że ukraińskie ataki na cele na terytorium Federacji Rosyjskiej są drogą do pokoju, bo nie ma innego sposobu niż presja siłowa, by przekonać Putina do zasiadania przy stole negocjacyjnym. Zaledwie dwa miesiące później Trump znów zmienia front, a jego administracja — w tym zięć prezydenta i przedstawiciel Białego Domu w negocjacjach — twierdzi, że to Ukraina nie chce zakończenia wojny i powinna przestać atakować rosyjską infrastrukturę naftową, ponieważ działania te grożą krachem na światowych rynkach paliw.
Podobną taktykę stosuje też Wołodymyr Zełenski. Także kilka miesięcy temu zapewniał, że Kijów i Waszyngton porozumieli się już w sprawie produkcji rakiet obrony przeciwlotniczej Patriot na terenie Ukrainy. Trump najpierw zapewniał, że rzeczywiście proces jest w toku, ale później zaczął przeciągać rozmowy, sugerując, że nie wiadomo czy do takiego ruchu dojdzie.
Zełenski chciał podobny trik wykorzystać we współpracy z Koreą Południową, twierdząc, że porozumienie w sprawie wsparcia dla ukraińskich wysiłków wojennych jest blisko. Władze w Seulu szybko zdementowały jednak te zapewnienia Kijowa, zaznaczając, że Korea zamierza pomagać Ukrainie, ale jedynie w kwestiach niezwiązanych bezpośrednio z wojskiem. Rozmowy te toczyły się przy jednoczesnej ostrej kampanii informacyjnej, sugerującej, że Korea Północna zamierza silniej zaangażować się w wojnę w Ukrainie, co zapewne miało skłonić Południe do głębszego włączenia się w konflikt.
Nic w tym zresztą dziwnego, bo Kijów, wydający setki milionów dolarów dziennie na obronę przed Rosją, musi szukać partnerów, gdzie tylko może. Najwidoczniej zaś taktyka podpowiedziana działaniami Trumpa okazuje się skuteczna.
Rosja z kolei takie ruchy stosuje od dawna. Wielokrotnie jej propaganda szerzyła tezy, że Kreml nie chce wojny. Sam Putin mówił przecież o tym, że niebawem doczekamy się w Ukrainie pokoju albo że Moskwa jest skłonna do zawieszenia broni, tylko Ukraina w tym przeszkadza.
I dziś wydaje się, że mamy do czynienia z bardzo podobną sytuacją. USA ogłaszają porozumienie między Ukrainą a Rosją, o którym zdaje się, że ani Kijów, ani Moskwa nie wiedziały. Nauczone jednak dyplomatycznym doświadczeniem, oba kraje starają się nie wchodzić w konflikt z prezydentem Stanów Zjednoczonych, aby nie stracić możliwości utrzymania go po swojej stronie i nie narazić się na jego zemstę w razie podważenia „niezachwianych wysiłków” Trumpa na rzecz pokoju.
Czytaj także: Zadowolić Donalda Trumpa. Czy negocjacje pokojowe to symulacja stworzona dla USA? [ANALIZA]
![Komu opłaca się rozejm energetyczny w Ukrainie? [ANALIZA] 1 trump, rozjem energetyczny, usa, gabinet owalny](https://postpravda.info/wp-content/uploads/2026/09/na-zdj.-donald-trump-podpisujacy-dokumenty-w-gabinecie-owalny-wrzesien-2026-mat.-pras.-bialego-domu-1024x683.webp)
Rozjem energetyczny może kosztować Trumpa prezydenturę
Sam Donald Trump musi tę narrację utrzymywać. Jeszcze przed latem Kijów wyraźnie obawiał się zmiany polityki USA i zawarcia za plecami Ukrainy porozumienia z Rosją, którego jednym z powodów miały być zbliżające się wybory uzupełniające do Kongresu, zaplanowane na listopad. Zełenski mówił w rozmowie z PostPravda.Info, że Ukraina zrobi wszystko, aby interes polityczny w Ameryce nie zwyciężył nad relacjami między partnerami. Obawy te pojawiły się nawet wówczas, gdy w grze pojawił się tzw. pakiet Dmitrijewa, opiewający na niebagatelną kwotę 12 bilionów dolarów, którymi Rosja miała być skłonna podzielić się z Waszyngtonem po zagrabieniu Ukrainy — w zamian za przychylność obecnej administracji Białego Domu.
Dlaczego Trump nie może tak po prostu zostawić tematu Ukrainy i pomóc Rosji? Ponieważ zwłaszcza teraz takie otwarte wsparcie dla Kremla byłoby bardzo groźne dla jego politycznej przyszłości. Między 80 a 70 procent Amerykanów popiera sankcje na Rosję, 62 procent chce aby Waszyngton nadal stał po stronie Kijowa, a prawie 60 procent uważa, że USA powinno pomagać Ukrainie bronią przeciwko Moskwie. I analogicznie – zaledwie 14 procent obywateli Stanów Zjednoczonych uważa, że angażowanie się kraju w wojnę z Iranem to właściwy priorytet, a blisko 70 procent twierdzi, że USA nie powinno kontynuować tego konfliktu, z czego 50 procent twierdzi, że atak na Teheran był bez sensu.
Dlatego Trump i Kushner starają się odwrócić uwagę od Zatoki Perskiej i Cieśniny Ormuz. Od kilku dni, zwłaszcza po powrocie amerykańskiej delegacji z Kremla, powtarzają jak mantrę, że to Kijów jest winien wysokim cenom paliw na świecie, a problem może rozwiązać jedynie zawieszenie broni i zaprzestanie przez Ukrainę ataków na rosyjską infrastrukturę naftową. Jakby nie zauważali przy tym, że koszty wojny w Iranie wynoszą już ponad 33 mld dolarów, z czego ponad 22 mld Biały Dom i jego Ministerstwo Wojny wydały na amunicję, jednocześnie niemal opróżniając amerykańskie strategiczne zapasy broni.
Odpowiadając więc na część pytania postawionego na początku tej analizy: Donald Trump ma szczególny i priorytetowy interes w tym, aby doprowadzić do jakiegokolwiek porozumienia między Ukrainą a Rosją. W ten sposób mógłby wpłynąć na ceny paliw i udowodnić, że wojna w Zatoce Perskiej nie szkodzi amerykańskim interesom. To z kolei mogłoby zapewnić mu polityczną ochronę przed impeachmentem, którego ryzyko wzrośnie, jeśli Demokraci w listopadzie przejmą kontrolę nad Kongresem.
Z najnowszych oficjalnych prognoz wyborczych wynika, że Republikanie mogą liczyć na 203 fotele, podczas gdy oponenci Trumpa na 214. Taki układ dawałby Demokratom większość, a tym samym możliwość ograniczenia politycznej dominacji Trumpa i wszczęcia wobec niego procedury impeachmentu. Ziemia więc się trzęsie, a prezydentura chwieje. Choć pewności, że Trump zostanie zdetronizowany i tak nie ma, bo gdyby do tego doszło, to jego miejsce zająłby J.D. Vance, co nie koniecznie jest jakimkolwiek rozwiązaniem. Niemniej administracja Trumpa nie byłaby już w stanie podejmować wielu decyzji bez politycznych konsultacji, a to już i tak byłaby ogromna zmiana i pozbawienie Trumpa obecnie nieograniczonych niemal wpływów.
![Komu opłaca się rozejm energetyczny w Ukrainie? [ANALIZA] 2 putin, rozjem energetyczny, rosja, kreml, moskwa](https://postpravda.info/wp-content/uploads/2026/09/na-zdj.-spotkanie-usa-i-rosji-w-moskwie-wrzesien-2026-mat.-pras.-bialego-domu.webp)
Ukraina i Rosja a rozjem energetyczny
Ukraina jest oczywiście zmęczona długą wojną i pozbawiona części wsparcia, a rosyjskie ataki na przedsiębiorstwa z pewnością odbiją się na budżecie kraju. Część firm posiadających zagraniczny kapitał być może zdecyduje się na opuszczenie Ukrainy. Inne, które odnotowały miliardy dolarów strat w towarach czy nieruchomościach, będą potrzebowały czasu, by podźwignąć się z ruin, a w tym okresie mogą decydować się na masowe zwolnienia pracowników. To wszystko nie może nie mieć konsekwencji finansowych dla kraju, który dotychczas stosunkowo dobrze radził sobie gospodarczo. Może się okazać, że wpływy z podatków będą o wiele niższe, niż przewidywano, co może dodatkowo pogłębić problemy i tak już nadszarpniętego budżetu, w którym obecnie brakuje około 27 mld dolarów. Informował o tym niedawno premier Serhij Korycki.
Rząd ukraiński od wielu miesięcy przygotowuje się już i alarmuje, że nadchodząca zima będzie bardzo ciężka. Dlatego jeszcze poprzedni gabinet ministrów, pod przewodnictwem odwołanej niedawno ze stanowiska Julii Swyrydenko, otrzymał konkretne zadanie: opracować plan działania na wypadek poważnego kryzysu. Na razie rząd uspokaja, że nie powinno zabraknąć żywności, ale jednocześnie prosi obywateli o przygotowanie zapasów na co najmniej dwa tygodnie. Podobnie jest w przypadku wody. Kijów obawia się bowiem intensywnych ataków na elektrownie i wodociągi, które już w ubiegłym roku doprowadziły kraj, a w szczególności stolicę, na krawędź katastrofy humanitarnej.
Czytaj także: Kijów w częściowym blackoucie. „Mieszkanie cały rok oświetlamy świątecznymi lampkami na baterie”
Powtórka może być dotkliwa, zwłaszcza że Ukraina fortyfikuje się również na północy, przewidując, że Putin może chcieć przełamać pozycje przy granicy z Białorusią, np. od strony Czernihowa, tak aby zbliżyć się do stolicy kraju na odległość pozwalającą mu używać przeciwko Kijowowi bomb kierowanych czy dronów FPV. Oznaczałoby to de facto, że stolica Ukrainy stałaby się miastem frontowym. Przed tym Kijów wciąż się broni, choć codzienne naloty dronów i częste ataki balistyczne już zamieniły część miasta i jego okolic w obszar trudny do normalnego życia.
Również na froncie sytuacja jest daleka od dobrej. Walki w obwodach donieckim, sumskim, charkowskim, zaporoskim i chersońskim trwają. Rosjanie poszerzają tzw. strefy buforowe, o których stworzeniu mówił w tym roku Putin. Zbliżyli się również do wielu tras komunikacyjnych i logistycznych Ukrainy, co utrudnia transport i dostarczanie pomocy. Drogi są systematycznie ostrzeliwane, a poruszające się nimi samochody i pojazdy wojskowe padają łupem m.in. dronów FPV.
Ukrainie wciąż udaje się utrzymywać linię frontu, a jej pozycje nie zostały przełamane, choć Kreml dotarł już bardzo blisko Kramatorska i Słowiańska, a wjazd do Konstantynówki jest niemożliwy. Ukraińcy utrzymują tam jedynie kilka ulic na wyjeździe z miasta. Generał Andrij Biłecki poinformował jednak o sukcesie 3. Korpusu Armijnego w pobliżu miasta Łyman, pomiędzy obwodem donieckim i charkowskim. Wydaje się jednak, że jest to raczej kontrofensywa ogłoszona w celu podniesienia morale walczących i odpowiedzi na pojawiające się pytania społeczeństwa o aktywne działania bojowe na tym odcinku, niż szeroko zakrojona operacja.
![Komu opłaca się rozejm energetyczny w Ukrainie? [ANALIZA] 3 rozjem energetyczny, ukraina, lyman, łymań, donbas](https://postpravda.info/wp-content/uploads/2026/09/zrzut-ekranu-2026-09-15-o-14.54.11-1024x482.png)
Od kilku dni bowiem w przestrzeni publicznej, a także w rozmowach na ulicy słychać było, że „Trzecia Szturmowa odbiła jakiś teren pod Łymanem”. I faktycznie — chodzi o 10 km² spalonej ziemi oraz wieś Seredne. Dla porównania: Zakopane ma około 84 km² powierzchni, a więc odbity teren stanowi około 12 proc. terytorium tego górskiego miasta. Biłecki mówi też o około 75 km² oczyszczonego terenu, choć nie precyzuje, co dokładnie oznacza to określenie. Widać jednak, że również ta powierzchnia jest mniejsza niż obszar Zakopanego. Czy ma to więc wielkie znaczenie dla całego frontu? I czy możemy mówić o czterech porach roku kontrofensywnej operacji Vivaldi, jak nazwał tę inicjatywę Biłecki?
Ukraina potrzebuje oddechu. Nie może pozwolić sobie na utratę choćby pozornej przychylności Trumpa, nie może też przyznać, że sytuacja nie jest kolorowa, bo doświadczenie lat ubiegłych pokazuje, że z przegranym nikt trzymać nie chce. Jeśli więc pojawia się jakiekolwiek okno do dialogu i choćby krótkotrwałego lub punktowego zawieszenia broni, Kijów musi z niego korzystać. Wołodymyr Zełenski zapobiegawczo stwierdził jednak, że jeśli Federacja Rosyjska zagwarantuje, że nie zaatakuje ukraińskiej infrastruktury energetycznej, dopiero wtedy będzie on skłonny zawiesić ukraińskie naloty na Rosję. W przeciwnym razie byłoby to dla Kijowa kompletnie bezsensowne, bo traciłby argument siły w zamian… za nic.
Czy można bowiem ufać Rosji? – Nigdy – mówi większość Ukraińców, z którymi rozmawia PostPravda.Info. Obywatele tego walczącego kraju są przekonani, że Kreml, nawet jeśli zgodzi się na chwilowy pokój czy rozejm energetyczny, zrobi to tylko po to, aby przeładować broń.
Czytaj także: Negocjacje z Rosją. Pokój jako narzędzie wojny – rosyjska strategia od 100 lat [ANALIZA]
![Komu opłaca się rozejm energetyczny w Ukrainie? [ANALIZA] 4 putin, rozjem energetyczny, rosja, kreml, moskwa](https://postpravda.info/wp-content/uploads/2026/09/na-zdj.-wladimir-putin-mat.-pras.-bialego-domu.webp)
Rosji potrzebne są ruble na rakiety
Rozejm energetyczny wydaje się najmniej potrzebny Putinowi. Co prawda za kilka dni w Rosji odbędą się wybory do Dumy Państwowej. Putin mógłby pochwalić się na krajowym rynku, że wreszcie udało mu się przywrócić dostawy paliwa na stacje benzynowe, a także zatrzymać ukraińskie ataki na centra logistyczne, co z pewnością nie wygląda dobrze. Ale…
Rosyjskie społeczeństwo różni się od społeczeństw europejskich. Wojna, mundur, żołnierz, czołgi – to symbole, które w Rosji mają kojarzyć się z męskością, zwycięstwem i jasno określonym celem. Takie wzorce są zresztą wpajane już dzieciom w szkołach. Oczywiście docierają do nas informacje o obywatelach Rosji, którzy skarżą się na obecną sytuację i obawiają się ukraińskich ataków, ale należy przypuszczać, że w ocenie Kremla najlepszą odpowiedzią będzie kontynuowanie wojny i dalsze niszczenie wroga, jakim dla Moskwy jest Kijów. Potwierdzają to również słowa rosyjskich dygnitarzy, którzy przyjmują coraz ostrzejszą retorykę, raczej świadczącą o tym, że do końca wojny może być jeszcze daleko.
Czytaj także: Azjaci Rosji, czyli Buriat, Tuwinka, trolle Putina, dekolonizacja, wojna w Ukrainie i ucieczka do Warszawy
Tym bardziej że opinia społeczna w Rosji nie jest aż tak wiążąca jak np. w Europie czy USA. Mało kto wierzy, że wybory w tym kraju są uczciwe, a jakikolwiek sondaż byłby w stanie realnie zakłócić władzom sprawowanie rządów.
Jeśli więc rozejm energetyczny byłby korzystny dla Putina, to tylko i wyłącznie w wymiarze finansowym. Ataki na rafinerie czy porty przeładunkowe, sankcje wymierzone we flotę cieni, ograniczenie możliwości handlu surowcami – to dla Kremla problemy, bo oznaczają mniej pieniędzy na prowadzenie wojny, produkcję rakiet czy wypłacanie żołdu najemnikom. Bo dla wielu Rosjan walczących na froncie liczą się przede wszystkim pieniądze, o czym często opowiadają jeńcy wojenni po trafieniu do ukraińskich obozów.
O tym, że Rosji rozejm energetyczny jest potrzebny właśnie z tego powodu, mogą świadczyć choćby słowa rzecznika Kremla Dmitrija Pieskowa. Jeszcze przed oświadczeniem Trumpa o porozumieniu stwierdził on, że z zadowoleniem przyjmuje wezwanie prezydenta USA (z 13 września – red.) do Ukrainy, aby powstrzymała się od atakowania rosyjskiej infrastruktury paliwowej. Pieskow odmówił jednak odpowiedzi na pytanie dziennikarzy o gotowość Rosji do zaprzestania ataków na ukraińską infrastrukturę w zamian – o czym pisze ISW w swoim raporcie.
Jaką więc korzyść rozejm energetyczny przyniósłby Kremlowi? Więcej rubli, możliwość odbudowy przemysłu, przeorganizowanie armii.
Kto więcej straci, a kto zyska?
W maju 2026 roku straty rosyjskiego sektora naftowego szacowano na 7 mld dolarów. Mamy połowę września, a za nami bardzo intensywne ataki – i to nie tylko na infrastrukturę paliwową. W tym roku trafionych zostało 28 z około 48 rosyjskich rafinerii, a ich potencjał produkcyjny zmniejszył się o około 30 proc. Kreml traci więc bardzo dużo, a eksperci szacują, że Rosja może niebawem wejść w najpoważniejszy kryzys gospodarczy od czasów upadku ZSRR.
Komu więc najbardziej przydałby się rozejm energetyczny? Każda ze stron mogłaby odnieść z niego korzyści, ale zarówno Ukraina, jak i Rosja straciłyby impet swoich armii, które dziś są rozpędzone. Odpuszczenie Kremlowi nie byłoby więc zbyt korzystne dla Kijowa. Moskwie również nie bardzo się to opłaca, bo dałoby Ukrainie czas na wzmocnienie się i łagodniejsze przejście przez zimę.
Jeśli więc za kryterium opłacalności takiej umowy przyjmiemy jej realnego beneficjenta, wiele wskazuje na to, że jest nim Donald Trump. Grając na swoje, raz próbuje przekonywać Putina, a innym razem zapewniać o wsparciu dla Zełenskiego. Bo jeśli do zawieszenia broni w Ukrainie nie dojdzie przed listopadem, niebawem może się okazać, że to ktoś inny w USA będzie pociągał za sznurki.


![Komu opłaca się rozejm energetyczny w Ukrainie? [ANALIZA] 5 PostPravda, PostPrawda, Post Prawda, Post Pravda, slajd, reklama](https://postpravda.info/wp-content/uploads/2025/09/slajd-nr-1-pl-1024x576.jpg)