Czym w rzeczywistości są operacje psychologiczne i czym różnią się od klasycznej propagandy lub dezinformacji? Dlaczego tak łatwo ulegamy manipulacji w mediach społecznościowych i w jaki sposób techniki wywierania wpływu wykorzystują nasze własne psychologiczne słabości oraz emocje? Czy my – jako media i dziennikarze – powinniśmy prostować i dementować fake newsy? Czy może powielając je i komentując, niechcący pomagamy propagandzie, dla której liczy się sam rozgłos? Jakie są mechanizmy propagandy? O kulisach współczesnej wojny informacyjnej, zagrożeniach związanych ze sztuczną inteligencją oraz o tym, dlaczego pracownicy Białego Domu otrzymali zakaz korzystania z TikToka, redaktor naczelny PostPravda.Info Piotr Kaszuwara rozmawia z socjologiem, prof. Michałem Wenzlem z Uniwersytetu SWPS.
Piotr Kaszuwara, PostPravda.Info: Zacznijmy od samego początku, aby usystematyzować naszą wiedzę. Czym w ogóle są tak zwane PSYOP, czyli operacje psychologiczne, i czym różnią się od propagandy? A może propaganda jest elementem operacji psychologicznych? Jaki mają cel?
Dr hab., Prof. SWPS Michał Wenzel, Uniwersytet SWPS: Terminy takie jak operacje psychologiczne, propaganda czy dezinformacja często na siebie mocno zachodzą. Każda próba wywarcia wpływu na duże grupy społeczne niesie ze sobą element oddziaływania na psychologię zbiorową: emocje, zachowania oraz postrzeganie rzeczywistości. Zauważmy przy okazji, że słowo „propaganda” na długi czas wyszło z użycia – po upadku systemu komunistycznego niemal zniknęło z literatury. Teraz wraca w wielkim stylu z uwagi na narastające napięcia międzynarodowe.
Odpowiadając na pana pytanie: każde oddziaływanie na zbiorowości musi odwoływać się do znanych mechanizmów zbiorowej konstrukcji rzeczywistości. Do tego, jak wyobrażamy sobie świat, w które fakty jesteśmy w stanie uwierzyć, a które odrzucimy. Na tym właśnie polega cel propagandy – aby niesprawdzone fakty czy fałszywe zjawiska stały się częścią zbiorowego wyobrażenia o świecie. I te operacje psychologiczne to nie jest żadne political fiction. To dzieje się naprawdę. Stoją za tym realne grupy ludzi, często ulokowane w siłach zbrojnych – na przykład w Stanach Zjednoczonych czy w Polsce, gdzie funkcjonuje Centralna Grupa Działań Psychologicznych im. króla Stefana Batorego. Również Ukraina posiada oddziały przeznaczone do takich misji.
Granica między dezinformacją a działaniami oficjalnymi wydaje się być płynna. Od czego zależy to, jak je nazywamy?
Zależy to od percepcji. Jeśli działania prowadzi struktura związana z Federacją Rosyjską, nazywamy to dezinformacją lub propagandą. Jeśli coś takiego prowadzimy my, mówimy o dyplomacji publicznej – próbie wpływania na opinię publiczną innych krajów. Starcie tych dwóch potęg mogliśmy niedawno obserwować podczas ważnych wyborów w Mołdawii. Była to arena operacji z obu stron: z jednej strony rosły naciski ideologiczne, z drugiej – ze strony Unii Europejskiej – obietnice pomocy materialnej. W polskich mediach działania rosyjskie określano jako dezinformację, a unijne – jako dyplomację publiczną.
Mechanizmy propagandy a FIMI
Jakie inne operacje psychologiczne przychodzą panu do głowy, które mogliśmy obserwować w ostatnich latach na świecie?
Określenie „operacje psychologiczne” wydaje mi się nieco zawężające. Komisja Europejska stosuje pojęcie FIMI, czyli zewnętrzne manipulowanie informacją i ingerencje w niej (ang. Foreign Information Manipulation and Interference). Mówi ono o tym, że podmioty zewnętrzne wpływają na opinię publiczną w danej infosferze. To bardzo szeroki katalog. Mogą to być aktorzy rządowi – tutaj najlepiej zbadana jest działalność Federacji Rosyjskiej w kontekście wojny w Ukrainie, co wynika też z ogromnych środków przeznaczonych na te badania przez Unię Europejską. Z drugiej strony są to podmioty półoficjalne, gdzie trudno wykazać bezpośredni łańcuch przyczynowo-skutkowy i udowodnić, że za operacją stoi konkretny rząd, mimo że widzimy, kto odnosi korzyści.
Najbardziej charakterystycznym przykładem są działania dyskredytujące ukraińskie kierownictwo, w tym prezydenta Zełenskiego. Stosuje się tu zasadę określaną po angielsku jako plausible deniability – wiarygodne zaprzeczenie. Chodzi o to, by móc odrzucić oskarżenia o autorstwo. Materiały te przybierają więc formę oddolnych inicjatyw, na przykład spontanicznych relacji niezależnych blogerów czy fact-checkerów. Ale FIMI to także działalność wielkich korporacji oraz konglomeratu biznesowo-politycznego, jakim jest TikTok. Z jednej strony rządzą nim interesy giełdowe, z drugiej – wiemy, że jest zobowiązany do realizowania chińskiej polityki informacyjnej.
Warto w tym miejscu dodać, że chociażby pracownicy Białego Domu w Stanach Zjednoczonych jakiś czas temu otrzymali zakaz korzystania z TikToka, m.in. ze względu na to, jak działają jego algorytmy i jakie treści podsuwają. Z kolei gdy w 2022 roku Rosja rozpoczęła pełnoskalową agresję na Ukrainę, od razu ogłosiła, że każdy, kto pomoże Kijowowi, spotka się z surową odpowiedzią. Można przypuszczać, że była to operacja psychologiczna wobec Zachodu, by spowolnić tę pomoc.
Musimy tutaj rozróżnić działalność rządów i prywatnych instytucji czy organizacji społeczeństwa obywatelskiego, które mają własne agendy i bywają powiązane ze zagranicznymi sponsorami. Jeśli chodzi o reakcję na wojnę w 2022 roku, Ukraina przeprowadziła niezwykle udaną operację komunikacyjną, która skłoniła Zachód do udzielenia pomocy. Jednak kiedy mówi pan „cały świat”, musimy pamiętać, że to raczej wąska jego część – Europa, Ameryka Północna i nasi sojusznicy na Dalekim Wschodzie. Dwa najludniejsze kraje świata, Indie i Chiny, zajmują stanowisko neutralne i nie przyłączyły się do sankcji. Nie utożsamiajmy więc Zachodu z całym globem.
Mechanizmy propagandy: co nas najlepiej oszukuje?
Przejdźmy do konkretnych mechanizmów: co nas najlepiej oszukuje? Obraz, dźwięk czy tekst? Józef Goebbels twierdził, że najważniejszy jest film, a Lenin mówił, że kino to najważniejsza ze sztuk.
Dzisiaj, parafrazując, powiedzielibyśmy, że media społecznościowe to najważniejsze z mediów. Kluczowe są tu jednak mechanizmy psychologiczne badane od blisko stu lat – propaganda pojawiła się przecież wraz z mediami masowymi. Na pierwszym miejscu trzeba wymienić tzw. błąd potwierdzenia (confirmation bias). Polega on na tym, że chętniej wierzymy w fakty pasujące do naszego światopoglądu. Jeśli informacja zgadza się z naszą wizją świata, akceptujemy ją. Jeśli jest niezgodna – odrzucamy ją jako wyjątek lub posądzamy autorów o manipulację.
Kiedyś ta selekcja odbywała się głównie w naszej głowie. Dziś media społecznościowe sprawiają, że mechanizm ten przekłada się na fizyczny brak kontaktu z odmiennymi treściami. Algorytmy budują bańki, w których ludzie w ogóle nie spotykają się z opiniami, z którymi mogliby się nie zgodzić. W takiej sytuacji niezwykle łatwo jest zmanipulować odbiorcę. Przykładem były fałszywe informacje o majątku Wołodymyra Zełenskiego i jego żony – o rzekomym zakupie kasyn czy willi na Lazurowym Wybrzeżu. Te fake newsy zyskały dużą popularność, bo trafiały na podatny grunt: opinia publiczna wiedziała o realnych problemach z korupcją w Ukrainie, z którymi walczył sam prezydent, zwalniając urzędników czy dowódców. Jak mówi trafne porzekadło: w każdym kłamstwie muszą być trzy czwarte prawdy, aby było ono wiarygodne.
Powiedziałby pan profesor, że łatwiej jest nam uwierzyć w kłamstwo niż w prawdę? Często fałszywa informacja rozchodzi się błyskawicznie, a potem to prawdy trzeba mozolnie dowozić i jej dowodzić.
Każdy uwierzy w kłamstwo, pod warunkiem że pasuje ono do jego wizji świata. Osoba o negatywnym nastawieniu do Ukraińców łatwiej uwierzy w niepotwierdzone przekazy o działaniach wojsk ukraińskich, bo skojarzy je na przykład z trudną historią i Wołyniem. Z kolei ktoś nastawiony antyrosyjsko bez wahania uwierzy w relacje o zbrodniach rosyjskich, kojarząc je chociażby z Katyniem. W Polsce rośnie obecnie w siłę narracja pacyfistyczna – że „to nie nasza wojna”. Pobudzanie takich ruchów leżało historycznie w interesie chociażby Związku Sowieckiego, bo zniechęcenie do obrony i walki osłabia przeciwnika.
A jak ważne w tego typu operacjach są emocje? Czy zasada „kto pierwszy, ten lepszy” odgrywa tu kluczową rolę?
Najsilniejszą i najszybciej działającą emocją jest strach. Pamiętamy emocjonalne tsunami z pierwszych dni po agresji w 2022 roku – ludzie pakowali walizki, szykowali kryjówki. Strach ma ogromną siłę, ale nie można bać się cały czas; z czasem emocje opadają i oswajamy zagrożenie.
Sztuczna inteligencja i mechanizmy propagandy. Jak się bronić?
Czy boi się pan profesor sztucznej inteligencji we współczesnej walce informacyjnej?
Jestem optymistą. W wyścigu między mieczem a tarczą wierzę, że powstaną narzędzia pozwalające rozpoznać wytwory AI. Na razie sztuczna inteligencja służy głównie jako zaawansowany Photoshop – przetwarza lub generuje obraz, ale przy użyciu własnego krytycznego myślenia i środków technicznych wciąż jesteśmy w stanie to zweryfikować.
Niedawno w sieci pojawił się deepfake z rzekomym 20-letnim ukraińskim żołnierzem, który mówił, że boi się jechać na front. Ofiarą AI padła też ukraińska aktywistka Natalia Panchenko czy polski profesor prowadzący ekshumacje w Puźnikach – wykreowano jego profil i włożono w jego usta słowa, których nigdy nie wypowiedział. To zaczyna wyglądać naprawdę groźnie.
W przypadku wojny wciąż więcej przekłamań ma charakter analogowy – to prawdziwe nagrania osadzone w fałszywym kontekście. Choć trzeba przyznać, że w kwestii AI sytuacja zmienia się z tygodnia na tydzień.
Jak się przed tym wszystkim bronić? Czy to zadanie dla rządu?
Każdy rząd przeprowadza na obywatelach własne operacje psychologiczne, chociażby przejmując media publiczne i sterując narracją na swoją korzyść. Na rząd bym więc nie liczył. Gdy studenci pytają mnie, jak się bronić, odpowiadam krótko: wyjdźcie ze swojej bańki i wchodźcie do innych baniek. Nie po to, by tam trollować czy wyśmiewać innych, ale by spróbować spojrzeć na świat ich oczami. Spojrzenie na rzeczywistość dwoma oczami, a nie jednym, wyłącza podstawowy mechanizm, który każe nam bezkrytycznie akceptować kłamstwa.
Ale to wymaga ogromnej pracy, czasu i umiejętności. Weryfikacja treści bywa trudna – zwłaszcza gdy, jak ostatnio na Łotwie, rozbija się grupy tworzące dziesiątki milionów fałszywych kont.
Z perspektywy pojedynczego człowieka nie jest ważna cała infosfera, lecz te informacje, które wpływają na jego osobiste decyzje i bezpieczeństwo. Przykładowo: fałszywe doniesienia o tym, że ukraińscy żołnierze mają pierwszeństwo w polskich szpitalach kosztem Polaków. Ta dezinformacja stała się viralem, ponieważ trafiła na realny problem – Polacy widzą w placówkach zdrowia wielu pacjentów z Ukrainy i czują, że ich dostęp do usług jest ograniczony. Kłamstwo padło na podatny grunt, zawierając w sobie ów ułamek prawdy.


![Mechanizmy propagandy a emocje w sieci: Dlaczego wierzymy w kłamstwa w social mediach? [PODCAST] 1 PostPravda, PostPrawda, Post Prawda, Post Pravda, slajd, reklama](https://postpravda.info/wp-content/uploads/2025/09/slajd-nr-1-pl-1024x576.jpg)