Kiedy Aleksandr Gabyszew wyruszył w 2019 roku piechotą z Jakucka do Moskwy, zaczęły o nim pisać światowe media. Nic dziwnego: zapowiedział, że idzie wypędzić demona z Kremla. Nie powiedział co prawda nigdy otwarcie, że chodzi o Putina, cel marszu wydawał się jednak jasny. Jakucki szaman Aleksandr Gabyszew zgromadził grupę zwolenników i zdążył przejść niemal cztery tysiące kilometrów zanim został zatrzymany przez rosyjskie służby specjalne. We wrześniu 2019 roku skierowano go po raz pierwszy na przymusowe badania psychiatryczne a sprawa ucichła. Jakucki szaman przestał być tematem.
Aleksandr Gabyszew – słynny szaman, o którym świat szybko zapomniał
Media pisały jeszcze co prawda o Gabyszewie, gdy w kolejnych latach wychodził na wolność i próbował wznowić marsz. W 2021 roku został oskarżony o „publiczne nawoływanie do ekstremizmu” oraz „przemoc wobec funkcjonariusza”. W tym samym roku sąd orzekł wobec niego kolejną przymusową hospitalizację psychiatryczną, tym razem bezterminowo. Aleksiej Prianisznikow, obrońca jakuckiego szamana, uznał tę decyzję za polityczny wyrok dożywocia. I rzeczywiście – od uwięzienia minęło już pięć lat a los Gabyszewa jest przestrogą dla każdego, kto myśli o najmniejszym sprzeciwie wobec Kremla: „nie wychylaj się bo znikniesz na zawsze. Nie musimy cię nawet skazywać na podstawie kodeksu karnego. Wystarczy że naszprycujemy cię haloperidolem. Nie wyjdziesz już nigdy, nikt za tobą nie zatęskni, będziesz zwykłym szaleńcem”.
Światowe media przypominają sobie jeszcze od czasu do czasu o Gabyszewie, kiedy pomimo odwołań kolejne sądy podtrzymują decyzję o przymusowym leczeniu w zamkniętym ośrodku i nie zgadzają się na przeniesienie do mniej represyjnych placówek. Jego adwokat Aleksiej Prianisznikow nie kryje pesymizmu: Aleksandr Gabyszew nie ma już właściwie szansy na wydostanie się na wolność inaczej niż w wyniku wymiany więźniów. Formalnie jednak więźniem nie jest. Sytuacja wydaje się bez wyjścia.
Stało się tak bo Gabyszew okazał się pierwszą ofiarą powrotu do Rosji psychiatrii karnej, znanej ze Związku Radzieckiego. Tyle że w odróżnieniu od ZSRR jakucki szaman został uznany za niepoczytalnego i uwięziony na podstawie opinii śledczych a nie psychiatrów. – Trzeba przyznać, że to brawurowa innowacja w porównaniu z represjami sowieckimi – ironizuje adwokat Prianisznikow i dodaje, że Kreml przestraszył się szamana Gabyszewa bardziej niż klasycznych oponentów politycznych. Tu nie chodzi o zwykły sprzeciw, Gabyszew zrobił coś więcej.
Rosja już od 2012 roku, tj. od represji po demonstracji na placu Bołotnym, radzi sobie doskonale z niesankcjonowanym protestami. Aleksandr Gabyszew jest niebezpieczny z innego powodu: on powiedział, że będzie odprawiać na Kremlu obrzędy. Niestety, chciałbym, żeby było inaczej, ale tu poszło właśnie o to. To bardzo zła wiadomość, bo ci ludzie mają przecież tak potężną władzę, dysponują bronią atomową, a kierują się irracjonalnymi lękami – mówi w rozmowie z PostPravda.Info Aleksiej Prianisznikow, adwokat szamana. Zdradza również szczegóły operacji specjalnej moskiewskich służb, która miała na celu zrobienie z Gabyszewa szaleńca. – Takie środki stosują służby podczas najpoważniejszych akcji. W pojmanie mojego klienta zaangażowano 55 osób – mówi Jędrzejowi Morawieckiemu Prianisznikow i przyznaje, że 24 lutego 2022 roku, kiedy Aleksandr Gabyszew dowiedział się o inwazji Rosji na Ukrainę, to się rozpłakał.
– A wiecie co jest najgorsze? Zauważcie, że oni nawet nie próbowali mnie powstrzymać, kiedy mówiłem, że Aleksandr Gabyszew jest szprycowany haloperidolem. Wiecie, dlaczego nie? Bo dla nich to jest wygodne, kiedy ja o tych wszystkich represjach opowiadam. Dzięki temu ludzie w Rosji boją się jeszcze bardziej. Dociera do nich, że za wyjście na jakikolwiek protest mogą trafić do psychiatryka. I na co komu takie kłopoty? – mówi Aleksiej Prianisznikow.
Już po naszej rozmowie, w maju 2026 roku, rosyjskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych wystawiło za Aleksiejem Prianisznikowem list gończy.
Aleksiej Prianisznikow: adwokat
„No to zacznijmy od ostatniej dekady września 2019 roku. Zatrzymał go jakiś oddział specjalny, nie wiadomo do tej pory jaki, nie mieli oznak rozpoznawczych. Czekali na trasie jego marszu na Moskwę. Aleksandr Gabyszew zdążył już przejść pieszo cztery tysiące kilometrów. Mieli ze sobą ciężarówkę, przygotowaną specjalnie po to, by skonfiskować wózek, który za sobą ciągnął. Bardzo im na tym rekwizycie zależało, tak się zafiksowali na tym wózku, że zapomnieli nawet zabrać z jego namiotu dowód osobisty i to partactwo się potem na nich zemściło, bo bez dokumentów trudno wykonywać czynności służbowe, więc musieli po ten dowód wracać.
Ja wtedy działałem w ramach istniejącego jeszcze projektu Chodorkowskiego ‘Ochrona praw człowieka otwartej Rosji’. Przyjaciele szamana Gabyszewa skontaktowali się z nami po tym, jak próbowali dotrzeć do innych organizacji, ale nikt oprócz nas nie odważył się mu pomóc. Sytuacja wydawała się poważna: Gabyszew po prostu znikł, oddział specjalny wywiózł go w nieznanym kierunku. Udało się nam go odnaleźć po kilku godzinach w Jakucku. Śledczy FSB zdążył już go nastraszyć karcerem i namówić na podpisanie zgody na leczenie psychiatryczne. Nasi adwokaci, którzy dotarli do Jakucka jako pierwsi, w ostatniej chwili złapali Gabyszewa za rękę i poinstruowali go, żeby jednak tego leczenia odmówił. To naprawdę ostatni moment, bo on był już przebrany, zmieniono mu obuwie, wystarczyło dosłownie pięć minut i by przepadł. No ale udało się: wypuścili go wtedy i pozostał na wolności aż do maja 2020.
Ja dotarłem do Jakucka 23 września 2019 roku. Podjąłem się od razu jego obrony i tak bronię go już od pięciu lat. Najpierw nie działo się prawie nic. Bo podstawowym zadaniem specsłużb było zatrzymanie marszu na Moskwę. Chodziło o to, żeby go uziemić. I trzeba przyznać, że im się udało. A skoro tak, to działania śledczych zamarły. Zdążyli jednak podczas tego krótkiego zatrzymania zrobić mu ekspertyzę psychiatryczną, której treść była później wielokrotnie powtarzana. W ekspertyzie zapisano: ‘wytwarzał i rozpowszechniał urojeniowe idee reformatorskie’. Rozumiecie? Podstawą do orzeczenia o chorobie psychicznej była aktywność społeczna. W ekspertyzie wyjaśniono, o jakie ‘urojeniowe’ idee chodzi: ‘mówił o konieczności powołania rad ludowych’. Chodziło mu po prostu o demokratyzację instytucji od szczebla samorządowego do centralnego. ‘Urojeniowe’ miały być również jego wypowiedzi o konieczności zmiany władzy i o uczciwych wyborach. Wszystko to uznano za przejawy reformatorskiego obłędu.
Ta diagnoza to było dla niego ostrzeżenie: nigdzie się nie ruszaj, nigdzie już nie maszeruj, bądź sobie szamanem, ale siedź cicho.
Aleksandr Gabyszew rusza na Moskwę po raz drugi
Tyle że w grudniu 2019 roku Aleksandr Gabyszew wyruszył ponownie w drogę. Jak tego dokonał? Nie wiem do tej pory, bo przecież widziałem, że obserwują go całodobowo, a żył na przedmieściach, tam są drewniane domy z szerokimi podwórzami, ulice puste, wszystko widać jak na dłoni, ja sam te ich samochody obserwacyjne widziałem, a to znaczy, że i oni nas widzieli. Do tego ponawieszali jakichś kamer w lesie na sosnach… A jednak szaman Gabyszew zdołał się wyśliznąć i zaczął znów maszerować.
Jak tylko się o tym dowiedzieli, to zaraz się okazało, że Aleksandr Gabyszew ma się natychmiast stawić w prokuratorze, by przeprowadzić pilnie czynności w sprawie o ekstremizm, chociaż w rzeczywistości prokuratura żadnych działań nie prowadziła a on formalnie nie miał zakazu opuszczania miejsca zamieszkania. Dogonili go znowu na trasie i zawinęli. Ale – co bardzo ciekawe – prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa w sprawie stosowania przemocy wobec funkcjonariuszy policji. Uzasadniono to tym, że policjanci nie mieli mundurów i nie pokazali legitymacji. Dziwne, bo takie drobiazgi zwykle rosyjskim śledczym nie przeszkadzają. No ale pamiętajmy, że to był 2019 rok. Wtedy wspominaliśmy z rozrzewnieniem, że w roku 2015 nie było w Rosji tak źle, a teraz z łezką w oku wspominamy 2019. No nieważne, mniejsza z tym… Tak czy inaczej, Gabyszew był już wtedy bardzo znany, ustawiały się do niego kolejki, dobijali się do niego ciągle dziennikarze krajowi i międzynarodowi, ustalałem z nim, na które spotkanie się zgodzić, kogo odrzucić… Dopuściliśmy New York Times, Guardiana, dziennikarzy z Japonii… Ale na przykład kiedy przyjechał do Jakucka Aleksiej Piwowarow z tytułu Riedakcija, to Aleksandr Gabyszew tylko na niego spojrzał, rzucił ‘To nie jest uczciwy człowiek’ i zakończył spotkanie, zanim zdążyło się w ogóle rozpocząć. Więc różnie z tymi wywiadami bywało.
Tak czy inaczej jak go już zatrzymali i zaraz znów wypuścili, to nadal do niego przyjeżdżali zarówno dziennikarze jak i pielgrzymi. A w maju 2020 służby przestraszyły się, że skoro ustawia się do niego taka kolejka wyznawców to on zaraz znów może wyruszyć w marsz, więc weszli do jego domu pod pretekstem konieczności przeprowadzenia testu na COVID. Przybył do niego cały orszak: mundurowi, zastępy lekarzy, wianuszek personelu. Kazali mu natychmiast wstawać, nie zdążył się nawet ubrać, zabrali go w jednym bucie. No i powieźli go rzeczywiście do szpitala, tyle że psychiatrycznego. Policja odstawiła go na izbę przyjęć i dalej nie chciała mieć z całą awanturą nic wspólnego. Lekarze porozmawiali z nim, zapytali: ‘Chcesz się leczyć?’. On na to: ‘Nie, nie chcę’. Wypuścili go więc i zapisali: ‘Brak podstaw do leczenia’. Mam ten dokument do tej pory.
Czytaj także: SimRus – Symulator Ruskiego Miru
Zrobimy z ciebie wariata: tak działają służby
Aleksandr Gabyszew wyszedł ze szpitala w tym jednym bucie (że but był jeden – lekarze również odnotowali) i ruszył na piechotę w stronę domu. No a jak tylko zaczął iść drogą to jacyś mundurowi znów go złapali i przetransportowali do szpitala. Tym razem nie poszli do izby przyjęć, nie pytali lekarzy o zdanie, odstawili go bezpośrednio na oddział i tam zamknęli. Nastraszyli go znów karcerem i warunkami w areszcie, podsunęli zgodę na leczenie. Tym razem ją podpisał.
Jak tylko się o tym dowiedzieliśmy, to nawiązaliśmy kontakt z Niezależnym Stowarzyszeniem Psychiatrii Rosji. Stojący na czele organizacji Jurij Sawienko i Liubow Winogradowa przylecieli do Jakucka i badali Gabyszewa przez tydzień. Potwierdzili, że nie ma żadnych podstaw do jego hospitalizacji. Oficjalnie ich opinia została oczywiście zignorowana, ale dzięki tym działaniom i dzięki presji dziennikarzy po miesiącu Gabyszew wyszedł z kliniki. Kazali mu się zgłaszać na badania psychiatryczne co miesiąc. I tak rzeczywiście robił, lekarz co miesiąc stwierdzał, że nie ma podstaw do leczenia i życie toczyło się dalej. Niestety w grudniu 2020 w szamanie Gabyszewie coś pękło i powiedział: ‘Jaki sens tych wszystkich badan? Po co te identyczne pytania co 30 dni? Nie będę tam więcej chodził’.
Nie dość, że się zbuntował przeciwko wizytom w klinice, to na dodatek zaczął znów przebąkiwać o marszu na Kreml. Jak tylko wieść o tym dotarła do służb, to puściły im nerwy i 27 stycznia 2021 roku przystąpili do działania.
To był jasno rozpisany plan, mam ten dokument przy sobie. Scenariusz zakładał, że odwiedzi go lekarz a Aleksandr Gabyszew nie wpuści go do domu. Wtedy lekarz wezwie policję, a Gabyszew nie wpuści do domu również policjantów. Policja wezwie oddział specjalny Rosgwardii a rosgwardziści przypuszczą szturm na chatę Gabyszewa. Pretekstem miała być przy tym decyzja sądu o przymusowej hospitalizacji, tyle że ta decyzja została wymyślona, sąd jej nigdy nie wydał. Wszystko to było zrobione tak partacko, że stało się później w środowisku obiektem niedowierzania i drwin. Gdyby ktokolwiek z sędziów zachował choćby resztki niezależności, to właściwie należałoby dojść do wniosku, że to nie szamana a policjantów i specsłużbistów, zaangażowanych w sprawę Gabyszewa należy umieścić w klinice psychiatrycznej, bo sposób ich działania był naprawdę szalony.
Podam przykład: 27 stycznia jako pierwszy na podwórko Aleksandra przedostał się oddział specjalny Rosgwardii. Co prawda w scenariuszu rozpisano wszystko inaczej, no ale wyszło jak wyszło. Rosgwardziści nie weszli przez furtkę, chociaż ta nie była zamknięta. Widać mieli inne nawyki, bo zamiast tego zniszczyli płot, wtoczyli się z tym płotem na posesję, po czym podeszli do furtki i otworzyli ją od środka, żeby wpuścić lekarkę. Byli przy tym na tyle głupi, że wszystkie te działania nagrali i załączyli do akt sprawy. Szturm kontrolowali ludzie w maskach, ale na zdjęciach nie wiadomo kto jest kim. Wiadomo natomiast, że dowodził wszystkim generał broni Oleg Lebiedź, prawdziwy trep a zarazem Zastępca Policji Bezpieczeństwa Publicznego w Ministerstwie Spraw Jakucji, który przed kamerą wygadywał takie bzdury, że funkcjonariusze FSB próbowali go wielokrotnie odciągnąć za rękawy od tej kamery, byle go nie było już słychać.
Co ciekawe, kiedy omonowcy i rosgwardziści zeznawali później w sądzie, to powtarzali wersję, którą znali z rozpisanego scenariusza: to jest że najpierw przyjechała lekarka, potem wezwała policję, dopiero potem przybyli oni… Sęk w tym, że nagranie pokazuje wyraźnie, że ta kolejność jest niezgodna z rzeczywistością. Na nagraniu widać również, jak generał Lebiedź wystrojony w czapkę z karakułów instruuje przywiezioną lekarkę, że każe jej stukać do drzwi, a teren jest już otoczony, co więcej, całe osiedle było już odizolowane i odłączone od sieci telefonii komórkowej.
Czytaj także: „Foczki” i Bułgaria, czyli rosyjska dezinformacja. Jak powstał mit o „ukraińskich turystach” [ŚLEDZTWO]
Opowiadałem o tym znajomemu dziennikarzowi, który jest wybitnym specjalistą od operacji antyterrorystycznych na Kaukazie Północnym, powiedział mi, że takie środki stosują służby podczas najpoważniejszych akcji w Inguszetii. W Jakucji to było do tej pory trudne do wyobrażenia. W pojmanie szamana Gabyszewa zaangażowano 55 osób. Wyobraźcie sobie, jak tłum omonowców próbuje się pomieścić w chacie szamana, w której niemal dotykałem głową sufitu. Wyobraźcie sobie, jak wyważają w tym maleńkim domu drzwi, wpadają do pokoju, w którym Aleksandr czeka na nich ze swoim rytualnym mieczem Batas, mieczem, którego sami potem nie uznali za białą broń, bo to tylko pamiątkowy rekwizyt. Dowodzący szturmem trzymał z kolei w ręce pistolet APS, nie żadnego tam Makarowa, APS to jest już broń automatyczna i on z tego APS-u zaczął strzelać w sufit, chociaż nikt nie sprawdził wcześniej konstrukcji maleńkiego szamańskiego domku, nikt nie wiedział, czy zaraz się na nich to wszystko nie zawali albo czy nie ma gdzieś szyny konstrukcyjnej, od której kula odbije się rykoszetem. Po co właściwie strzelano? Nie wiadomo.
Aleksandr Gabyszew: wróg publiczny
Później Gabyszewa oskarżono o stosowanie przemocy wobec funkcjonariuszy. Zranił jakoby jednego z omonowców, który podczas rozprawy wpadł w niekłamaną histerię, kiedy tylko zobaczył, że trzymam telefon. Krzyczał, że go fotografuję, rozpaczał tak długo, że w końcu pokazałem galerię zdjęć, żeby udowodnić, że na żadnym go nie ma. Omonowiec ów został ponoć ugodzony w nogę za pomocą pamiątkowego miecza. Dowodem na to zranienie miały być rozcięte spodnie oraz krew. Sęk w tym, że wszystko działo się zimą, było -50 stopni, w Jakucji nosi się w takich warunkach bardzo grubą odzież. No więc wierzchnia warstwa spodni była rzeczywiście rozcięta. Ale ocieplenie pozostało całe. A co z krwią? Pierwsza ekspertyza wykazała, że zaiste jest to krew ludzka. Tyle że z badan DNA, zleconych zresztą przez prokuraturę, wynikło, że krew nie należy do ‘poszkodowanego’ omonowca, a do Aleksandra Gabyszewa, któremu podczas szturmu rozbito głowę. Sędziego jednak te niuanse nie zbiły z tropu.
Kronikę szaleństwa można byłoby rozwijać długo, bo tam jeden idiotyzm poganiał kolejne. Zrobiłby się pewnie z tego osobny rozdział w książce. Dla Aleksandra jednak istotniejsze niż te szczegóły okazało się to, że w lipcu 2021 roku sąd uznał go za niepoczytalnego i zamknął w specjalistycznym szpitalu psychiatrycznym z intensywną obserwacją. To najstraszniejszy wariant – tam wysyła się seryjnych zabójców i gwałcicieli. W październiku 2021 roku Aleksandr trafił więc do Nowosybirska, tam panuje więzienny reżim, którego przestrzegania pilnuje adekwatny do charakteru placówki personel. A mimo to – wyobraźcie sobie – już w styczniu 2022 roku psychiatrzy z Nowosybirska uznali, że Aleksandr Gabyszew jest w stabilnym stanie psychicznym, nie wykazuje agresji wobec siebie i innych, nie potrzebuje ciągłej opieki, przestrzega wszelkich wewnętrznych zasad. I że w związku z tym wszystkim powinien zostać przeniesiony do zwykłego szpitala specjalistycznego, a więc o poziom niżej. To naprawdę zadziwiająca opinia, bo w takich placówkach nie pisze się nigdy podobnych wniosków po dwóch miesiącach, minimalny okres, na jaki tam trafiasz to 2,5-3 lata. A tu taka niespodzianka!
No ale, żeby do przeniesienia Aleksandra rzeczywiście doszło, konieczna była decyzja ze stronu sądu. Pamiętam, jak jechałem autem do Nowosybirska na rozprawę. To było 24 lutego 2022 roku, usłyszałem przez radio, jak Putin mówi o pełnoskalowej inwazji na Ukrainę.
Kilka godzin później dotarłem na widzenie z Aleksandrem. Kiedy mu powiedziałem, co się dzieje z Ukrainą, prawie się rozpłakał. Nie był jednak zaskoczony, bo on od kiedy tylko się poznaliśmy powtarzał mi, że jeśli nic się nie zmieni, to się to będzie pełnoskalowa wojna. Nie chcę tu nic więcej mówić, ale sami rozumiecie… Ja jestem zresztą ateistą, nie chodzi mi więc o żadne tam nadprzyrodzone zdolności. Niemniej to, co wiem na pewno, to że Aleksandr potrafi myśleć. I wiem, że mimo że wydarzeń 24 lutego nie przewidział niemal nikt, to Aleksandr Gabyszew mówił mi o tym wielokrotnie. Mam na to materialne dowody, on nagrał na ten temat niejeden film.
Następnego dnia sąd w Nowosybirsku podjął decyzję o przeniesieniu Aleksandra do łagodniejszego szpitala w Ussyryjsku w kraju primorskim. Pojechałem tam dwa tygodnie później, żeby poznać się z lekarzami i całym personelem. Powiedzieli mi od razu: ‘Wnioski będziemy pisać w czerwcu. Mówimy ci na samym wstępie, że poprosimy o przeniesienie go do kolejnego typu szpitala, jeszcze lżejszego, do tego w Jakucku, w którym był na początku’. Zauważcie, że oni wiedzieli, że to jest sprawa polityczna. Niemniej nikt nie trzymał ich na krótkiej smyczy. Widzicie, jak by wam to wytłumaczyć… Musielibyście zrozumieć, czym jest Daleki Wschód. Jak byście trafili do Władywostoku, to zobaczylibyście, że tam nie czuje się niemal Rosji. Wszystkie te koreańskie lokale, te japońskie i chińskie szyldy… Nie mówiąc o tym, że do Moskwy leci się stamtąd dziewięć godzin a z kolei Moskwa niespecjalnie ma po co tam latać. No więc mieszkańcy Dalekiego Wschodu są związani z państwem właściwie wyłącznie poprzez represje. No dobrze, zbudują nam jeszcze czasem jakiś most, postawią jakąś niepotrzebną nikomu uczelnię, poklaszczą w dłonie i zaraz uciekną. Ostatnio wykorzystują również Władywostok jako plac do organizowania spotkań politycznych: jako że zarówno Putin jaki Kim Dzon Un boją się latać, to mogą sobie wsiąść do swoich pociągów i spotkać się w pół drogi. Pogadają, popozują do zdjęć i odjadą, a potem wszystko znów wraca do normy.
Właśnie z powodu poczucia oddalenia od Moskwy lekarze, którzy rozumieli, że Aleksandr Gabyszew jest więźniem politycznym, nie bali się wnioskować o lżejsze warunki dla niego. No zresztą: dlaczego mieliby się bać? Pomyśleli zapewne: ‘co na właściwie zrobicie? Dalej nas już przecież nie ześlecie’. Nie mówię tu oczywiście o ordynatorach, którzy z automatu mają teczkę w FSB (a w teczce dowody na kradzież leków, malwersacje, przewały na remontach…), ale o szeregowych lekarzach.
Inna rzecz, że korzystny dla Gabyszewa wniosek ostatecznie wcale mu nie pomógł. Przychylna komisja lekarska została natychmiast rozwiązana i powołano nową, która wydała taką opinię jak trzeba: ‘Gabyszewa musimy jednak jeszcze troszkę u nas podleczyć’.
A potem była znowu seria opinii, w których lekarze wnioskowali wielokrotnie o przeniesienie Aleksandra do szpitala ogólnego, ale wszystkie te wnioski sąd odrzucał. Lekarze powtarzali na każdej rozprawie, że same warunki w szpitalu pogarszają stan jego zdrowia psychicznego, ale zaraz wstawał prokurator i mówił: ‘A ja myślę, że on wyraźnie za mało się u was leczył. Leczcie go po prostu dalej i wszystko będzie jak trzeba’. Następnie sędzia powtarzała za prokuratorem, że ‘Aleksandr Gabyszew za mało się leczył’ a zdanie samych lekarzy przestawało mieć znaczenie. Ciekawa sprawa, bo z tego co wiem, to jednak dyplomy medyczne mają lekarze, a nie pani sędzia czy pan prokurator.
To jest naprawdę przedziwna sytuacja, bo teraz w Rosji mówi się o problemie psychiatrii karnej, która powróciła do nas z mroków ZSRR, ale w przypadku Gabyszewa to nawet nie psychiatrzy zdiagnozowali chorobę dla więźnia politycznego, a śledczy. Trzeba przyznać, że to brawurowa innowacja w porównaniu z represjami sowieckimi.
Jeżdżę do Aleksandra i widzę, jak zmienia się Daleki Wschód po 24 lutego 2022. Widzę jak podupadł Ussuryjsk. Znikają w oczach zwykłe komercyjne reklamy, zastępują je agitki militarne, wzywające, by zaciągnąć się do wojska. Zamykane są kolejne sklepy, otwierają się za to masowo nowe lokale, właściwie to niemal pałace z granitu i marmuru. Chodzi mi oczywiście o zakłady pogrzebowe, które prosperują wręcz fantastycznie. Nieźle mają się też taksówkarze, którzy świadczą specjalne usługi dla wracających z wojny, czekają na nich na lotniskach i dworcach. Żołnierze wychodzą z samolotu pijani i oszołomieni, nie mieli nigdy w rękach tylu pieniędzy, ile dostają za udział w Specoperacji. Jeden z taksówkarzy, Uzbek, chwalił mi się, że tyle co na tych, co wracają z Ukrainy – nie zarabiał nigdy wcześniej. Ot, wysiada na przykład taki na lotnisku we Władywostoku i każe, by go zawieźć do Chabarowska. A to jest 600 kilometrów. Niby mógłby wziąć pięciogwiazdkowy hotel i poczekać na jutrzejszy lot, byłoby i wygodniej i taniej, ale nie, on chce TERAZ, wyciąga plik rubli, równowatrtość dwóch tysięcy EUR i bełkocze: ‘wieź mnie natychmiast’. No to go Uzbek zawiózł.
Wracając do Aleksandra: walczymy ciągle o przeniesienie go do szpitala ogólnego. Bez tego się nie da, dopiero powrót do ogólnego daje szansę, by wyjść kiedykolwiek na wolność. Tyle że ten teoretycznie najlżejszy szpital jest jednocześnie najgorszym. Bo chodzi o placówkę w Jakucku, od której wszystko się zaczęło. To tam szprycowali go haloperidolem, przestarzałym środkiem, od którego zaczął omdlewać. Zmienili lek dopiero po tym, jak stracił przytomność na oczach sędzi.
Kiedy Aleksandr Gabyszew trafił do więzienia, to był znak, że wraca ZSRR
Teraz z Aleksandrem rozmawia się znów normalnie: nie jest spowolniony, ma poczucie humoru. Tymczasem wcześniejsze spotkania z nim w Jakucku były koszmarne: niby wiedziałem, że siedzi przede mną Aleksandr, niby widziałem znajome ciało, ale w środku jakby nikogo nie było, jakbym z nim w ogóle nie rozmawiał. Teraz jest już dobrze, a w każdym razie jest w miarę. Mamy znowu kontakt.
I pomyśleć, że tak się go w Moskwie przestraszą… Zauważcie, że Aleksandr Gabyszew nie powiedział nawet, że idzie przeciwko Putinowi. On ogłosił tylko, że ‘idzie wygnać demona z Kremla’. To trochę podobna historia do aresztowania mężczyzny, który pięć lat temu napisał, że warto byłoby wstrzyknąć szczepionkę Sputnik V ‘naszemu Kościejowi’. Nie mówił, że chodzi o Putina, ale eksperci uznali, że właśnie to miał na myśli i teraz sądzą go za nawoływanie do terroryzmu. No więc z Gabyszewem też tak było, tylko że jego zlękli się jeszcze bardziej. I nie chodzi nawet o jego wyznawców i zwolenników, bo Rosja od 2012 roku, od represji po demonstracji na placu Bołotnym, radzi sobie doskonale z niesankcjonowanym protestami. Aleksandr Gabyszew jest niebezpieczny z innego powodu: on powiedział, że będzie odprawiać na Kremlu obrzędy. Niestety, chciałbym, żeby było inaczej, ale tu poszło właśnie o to. To bardzo zła wiadomość, bo ci ludzie mają przecież tak potężną władzę, dysponują bronią atomową, a kierują się irracjonalnymi lękami.
Jestem przekonany, że powrót Związku Radzieckiego zaczął się właśnie od uwięzienia Aleksandra Gabyszewa. Mam oczywiście na myśli typowo radzieckie represje, psychiatrię karną. On jest pierwszy. Wcześniej zamykało się w Rosji jakiegoś niewygodnego krewnego, albo kogoś, kto posiadał atrakcyjne aktywa i opłacało się go ubezwłasnowolnić, by przejąć jego majątek. Ale to były działania kryminalne, a od sprawy Gabyszewa psychiatria stała się bardzo efektywną częścią systemu represji politycznych.
Drugi po Gabyszewie był Igor Gorłanow, chłopak z Nowokuzniecka, którego również broniliśmy. Gorłanow jest sierotą i starał się bezskutecznie o przydzielenie mieszkania w Nowokuzniecku. Rozbił namiot pod siedzibą mera, wszyscy mieli go dość, wszyscy go przeklinali: i regionalne władze i policja i miejscowa FSB też go nienawidziła. Koniec końców pojechał walczyć o swoje prawa do Moskwy. W centrum stolicy zatrzymali go policjanci, zaczęli przesłuchiwać, napisali, że jest opozycjonistą, co więcej, że u siebie w Nowokuzniecku też brał udział w jakichś akcjach o charakterze opozycyjnym i że od tych akcji robiło mu się coraz gorzej a jak dotarł do Moskwy to zrobiło mu się już całkiem źle, no jest z nim okropnie, on po prostu zupełnie zwariował. Innymi słowy: opozycyjność uznano za odchylenie od normy i teraz Gorłanow siedzi za to na oddziale psychiatrycznym. Na chwilę udało mi się go nawet wyciągnąć na wolność, miał szansę uciec z kraju, ale żył ciągle iluzją, że przetrwa w Rosji, że będzie walczyć o jakąś sprawiedliwość… No więc zaraz go znowu zamknęli na oddziale.
To były dwa pierwsze przypadki. Po Gabyszewie i Gorłanowie posypały się kolejne, machina się rozkręca, nie ma miesiąca, żeby nie usłyszeć o jakiejś aktywistce czy aktywiście, oskarżonych za wpis w internecie, uznany za ‘fake newsy o armii’ lub za ‘usprawiedliwianie terroryzmu’. Tych ludzi decyzją sądu wsadza się nie tylko do obozu pracy czy więzienia, ale kieruje właśnie na przymusowe leczenie. Tak jest znacznie wygodniej. Nauczyli się tego na Aleksandrze i teraz z tej nauki korzystają. Czemu wygodniej? Bo w Rosji, tak samo jak za czasów ZSRR, choroba psychiczna stygmatyzuje, podważa wiarygodność, twoje słowa, twoje idee, twoje prognozy przestają mieć znaczenie, dajcie spokój, nie słuchajcie go, przecież to świr, zwykły psychol. Są już dziesiątki takich wyroków. A jeśli gdzieś wyżej zapadnie decyzja, że trzeba zrobić z kogoś szaleńca, to żaden sędzia się temu nie sprzeciwi, bo przecież na sędziów FSB też ma teczki, to żadna tajemnica. Wystarczy spojrzeć na statystyki Sądu Najwyższego, sprawdźcie, jaki jest odsetek uniewinnień. Spadł poniżej jednego procenta. No więc o czym tu jeszcze rozprawiać?
A wiecie co jest najgorsze? Zauważcie, że oni nawet nie próbowali mnie powstrzymać, kiedy mówiłem, że Aleksandr Gabyszew jest szprycowany haloperidolem. Wiecie, dlaczego nie? Bo dla nich to jest wygodne, kiedy ja o tych wszystkich represjach opowiadam. Dzięki temu ludzie w Rosji boją się jeszcze bardziej. Dociera do nich, że za wyjście na jakikolwiek protest mogą trafić do psychiatryka. I na co komu takie kłopoty?”.
Perspektyw brak. Reżim Putina jest górą
Aleksiej Prianisznikow milknie. Ja też milczę, bo co tu właściwie powiedzieć? Siedzimy w kawiarni z adwokatem szamana i z jego psem Bakstem, rozmawiamy tak już kolejną godzinę, wkoło gwar, lokalny język miesza się z angielskim i rosyjskim, rzęzi automat, szemrze lekkostrawny jazz, idealnie pasujący do zdrowych ciasteczek z cappuccino, pies się wyraźnie nudzi i zaczyna cichutko podgryzać ładowarkę do iphone’a, należącą do wąsacza przy sąsiednim stoliku. Ja odzywam się w końcu do Prianisznikowa: “Powiedz… Wierzysz, że jest szansa, że Aleksandr Gabyszew wyjdzie kiedykolwiek na wolność?”.
“Nie odpowiem na to pytanie” – mówi od razu adwokat, odciągając psa od białego kabla sieciowej ładowarki. “Oni zawsze mogą powiedzieć, że stan Aleksieja się pogorszył i trzeba go znowu ‘podleczyć’. W więzieniu masz wyznaczony czas odsiadki, możesz skreślać dni, tygodnie, lata. A w szpitalu psychiatrycznym jest tylko bezczas. Czas odmierzają tylko kolejne półroczne diagnozy. Poza tym żyjesz w magmie. Próbowałem ostatnio dogadać się z Instytutem Naukowo-Badawczym im. Serbskiego, prosiłem, żeby zrobili niezależną ekspertyzę, mówiłem, że wszystko opłacę. Najpierw się zgodzili, ‘przyjdź do nas, wypiszemy fakturę, zapłacisz i bierzemy się do roboty’. Przychodzę więc a oni: ‘No nie, nie tak się umawialiśmy, to jednak troszkę bardziej skomplikowane, zadzwoń jutro’. No to dzwonię kolejnego dnia na numer komórkowy lekarki, z którą rozmawiałem. Odbiera jednak nie ona, a ktoś inny, rozmowa jakaś dziwna, nic z niej nie wynika. Jadę więc znów do instytutu, kieruję się do sekcji finansowej, pytam: ‘o co właściwie chodzi?’ Nic mi nie odpowiedzieli, poszli gdzieś, wrócili i mówią w końcu: ‘Wiecie co… Nic z tego nie będzie. My po prostu nie możemy się zajmować tym przypadkiem’. I tak jest ciągle. Dlatego ja nie widzę już horyzontu, nie widzę realnej perspektywy.
Aleksiej ma tylko dwie szanse. Pierwsza: Putin z jakiegoś powodu straci władzę. Druga: Aleksandr Gabyszew zostanie wymieniony na rosyjskich agentów. Dlatego staram się mówić o jego losie wszędzie, gdzie tylko się da, żeby świat o nim wiedział. Spotykam się z dyplomatami, chodzę po ministerstwach spraw zagranicznych krajów UE i spoza UE, rozmawiam także z Kijowem, dzięki temu on jest już na listach więźniów do wymiany, sporządzanych przez Ukraińców… I wiecie, kiedy doszło do tej słynnej wymiany w sierpniu 2024 roku, na którą Putin się zgodził, bo tak bardzo mu zależało, żeby wydostać z niemieckiego więzienia skazanego za morderstwo pułkownika FSB Wadima Krasikowa, to 10 dni przed tym wydarzeniem zadzwoniono do mnie i zapytano, czy Gabyszew byłby gotów mieszkać poza Rosją. Ja od razu próbowałem od Aleksandra uzyskać potwierdzenie, ale do niego nie można codziennie dzwonić i kiedy udało mi się z nim w końcu skontaktować a on odpowiedział błyskawicznie, że tak, że jest gotów wyjechać, ja oddzwoniłem gdzie trzeba, ale powiedzieli mi, że negocjacje już się zakończyły, zresztą tak czy inaczej nic by z tego nie wyszło, bo lista więźniów na wymianę została solidnie skrócona. Ja podejrzewam, że tę listę to nie tyle skrócono, co podmieniono nazwisko Gabyszewa na inne, bo Aleksandr po prostu nie pasował, nie jest przecież typowym opozycjonistą, dziennikarzem czy politycznym aktywistą.
To wszystko jest tym bardziej bolesne, że Aleksandr Gabyszew głęboko wierzy, że wyjdzie na wolność. On już tylko na to czeka. Mówi o tym podczas każdego naszego spotkania. ‘To mój krzyż, muszę go nieść, muszę wytrzymać, bo wiem, że będę wolny’. Jedynie dzięki tej wierze nie pogrążył się jeszcze w szaleństwie. Prawda jest jednak taka, że Aleksiej dostał właściwie dożywocie…”.
“Mówisz, że jedyna szansa dla niego to międzynarodowa wymiana więźniów albo odejście Putina. Wierzysz, że to drugie jest możliwe?”.
“Nie no, zawsze pozostaje cień nadziei…” – odpowiada Prianisznikow, odciągając pod stołem psa od kolejnej ładowarki. “Chyba, że Putin jest nieśmiertelny” – dodaje zaraz.
“Chyba że jest Kościejem” – mówię, blokując Bakstowi ręką dostęp do gniazdka.
“Nie zapominaj, że koniec końców nawet Kościeja udało się zniszczyć. Tyle że w bajkach czas płynie szybciej. Wyobraź sobie, co może się stać z Aleksiejem, jeśli przyjdzie mu jeszcze czekać na happy end 10 czy 20 lat”.
“Jeździsz nadal do Rosji, żeby go odwiedzać?”.
“Nie, tylko dzwonię. Przestałem tam jeździć rok temu”.
“Boisz się?”.
“Skoro przestałem jeździć to najwyraźniej się boję. Tam już zresztą nie ma po co wjeżdżać”.
Już po naszej rozmowie, w maju 2026 roku, rosyjskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych wystawiło za Aleksiejem Prianisznikowem list gończy.


