Żyjemy w czasach, w których złożoność społecznych, czy ludzkich relacji i w ogóle charakterów nie jest w modzie. W momencie historii, w jakim przyzwyczajono nas, że nie musimy myśleć, analizować, ani rozumieć, bo ktoś już wyjaśnił i zrozumiał wszystko za nas. Dlatego często dość nieskrępowanie albo uznajemy kogoś za diabła, albo chcemy widzieć w nim anioła. Świat bez światłocieni. Dla artystów musi to być tragedia. I tragicznym wydaje się również los oraz historia Semyona Skrepetskiego, kontrowersyjnego rosyjskiego artysty, performera i blogera, który został zastrzelony w brutalny sposób w Białej Podlaskiej.
Semyon Skrepetski zastrzelony na ulicy w Polsce
Sprawą śmierci Rosjanina zajęła się już Prokuratura Krajowa oraz Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Trwa śledztwo. Zatrzymano trzy osoby, które mogłby być powiązane ze sprawą, ale jedną już wypuszczono na wolność. Policja nie potwierdza, by doszło do jakiegokolwiek zatrzymania pod konulatem Białorusi, o czym donosiły przez chwilę media. Zabójstwo Skrepetskiego wygląda na egzekucję. Trzy strzały, a później dwa, kiedy leżał na ziemi. Aby upewnić się, że nie żyje. Chaos. Sprzeczności. Zagadki. Niejasności. Rosyjskie służby to lubią.
Czy Semyon Skrepetsky nie lubił Putina? Wygląda na to, że rzeczywiście daleko było mu do sympatyzowania z obecną rosyjską władzą. Czy Aleksiej Nawalny był przeciwnikiem kremlowskich buldogów walczących pod dywanem? Zapewne tak. Czy wciąż żywy Ilya Ponomarew jest rosyjskim opozycjonistą? Nie ulega wątpliwości. Czy dziennikarze portalu Meduza są niezależnymi twórcami, sprzeciwiającymi się wpływom reżimowych mediów sterowanych z Moskwy? Tak.
Czy więc powinniśmy przyjąć ich wszystkich z otwartymi ramionami i nazwać tymi „charoszymi ruskimi”, na których czekamy, jak na Godota? Nie sądzę. Dlaczego? Spójrzmy na najbliższy nam przykład przeciwnika Władimira Putina i Ramzana Kadyrowa, czyli na świętej pamięci Semyona Skrepetskiego.
Skrepetski był na dnie i wiedział, gdzie ono jest
Współpracująca z nim artystka wizualna, urodzona w Moskwie, a mieszkająca w Wenecji Katia Margolis opisała ich profesjonalną znajomość, przy okazji organizacji niedawnego Biennale w Wenecji, gdzie Skrepetski również pojawił się z jednoosobowym performancem.
Margolis wyznaje, że opublikowała post, w którym przytacza rozmowy z zamordowanym artystą, bo uważa, że już rozpoczęły się spekulacje i tańce na grobie człowieka zamordowanego dosłownie wczoraj. Z jej wycinka Skrepetski jawi się jako niejednoznaczny i ekscentryczny artysta, a jak to bywa z artystami, ich światopogląd nie zawsze przystaje do jakiekolwiek wizji komfortowej rzeczywistości wybranej z lewa, albo z prawa. Rosjanka sama zresztą przyznaje, że często się z nim nie zgadzała i spierali się w wielu kwestiach, ani też, że nie byli żadnymi bliskimi przyjaciółmi. Po prostu los na chwilę ich sobie przedstawił.
„…Jestem przeciwko Chujłu (Putinowi), przeciwko imperium i za rozpadem Rosji. Wy jesteście przeciw imperium od trzech lat, a ja od trzydziestu. Nie znoszę też zwolenników Nawalnego i całej moskiewskiej opozycji właśnie ze względu na ich imperialne poglądy. Odpowiada im obecny model Rosji. Nawet gdyby zamiast Putina posadzono na tronie Julię Nawalną, dla narodów zamieszkujących Rosję nic by się nie zmieniło. Mój kuzyn pojechał zarabiać pieniądze, zabijać Ukraińców, i sam został zabity. Nikt go do tego nie zmuszał. Był leniem i alkoholikiem. Po prostu pojechał zarobić. W bardzo wielu kwestiach podzielam wasze poglądy, ale różnię się od was tym, że całe życie żyłem w tym rosyjskim świecie, na samym społecznym dnie. Nie chodzi o to, że ja byłem na dnie – dnem jest właśnie rosyjska prowincja, gdzie żyje zwykły Rosjanin, Ałtajczyk czy Baszkir. Pracowałem z nimi, łowiłem ryby, rozmawiałem itd. Znam więc ten rosyjski świat od środka. Przez wiele lat nawet ubikację miałem na podwórku, a wodę czerpałem ze studni oddalonej o 200 metrów od domu. Problem inteligencji polega na tym, że nie widziała tego zasranego rosyjskiego świata na własne oczy i wiele sobie dopowiada. Ja przeszedłem przez społeczne dno. Żyłem wśród kryminalistów, narkomanów i ludzi stale trafiających do więzienia. Dlatego znam ten świat, jego sposób myślenia i pragnienia” – pisał w rozmowach, które przytacza Margolis.
Skrepetski przyznawał również, że z Rosji wyjechał nie dlatego, że nie mógł tam zostać, ale chciał dać lepszą przyszłość swoim dzieciom. „Swoje życie zaczynałem na samym dnie społecznym, wśród punków. Siedziałem nawet prawie rok w więzieniu. Potem dorosłem, poznałem dziewczynę, którą pokochałem, urodziło nam się dziecko i musiałem wziąć na siebie odpowiedzialność, bo zrozumiałem, że temu dziecku w tym wrogim świecie poza mną nikt nie pomoże”.

Istnieje takie pojęcie jak „osobowość pełna sprzeczności” – pisze dalej Katia Margolis o Skrepetskim parafrazując Hryhorija Skoworodę, ukraińskiego wędrownego filozofa i hipisa: „Rosyjski świat próbował go schwytać, ale go nie schwytał. Resztę możecie ocenić i przedyskutować sami. Człowiek został już zabity. Oni zabijają artystów. Bombardują cerkwie. Celują w muzea. To wszystko ogniwa jednego łańcucha. Łańcucha zniewolenia, które nie jest w stanie znieść obok siebie niczego żywego i wolnego. Czy istnieje coś bardziej wolnego niż sztuka? Jakakolwiek sztuka. Front kulturowy jest jednym z najważniejszych. Kultura masowa również. Oni sami to przyznają w swoich instrukcjach, na swoich forach ekonomicznych, a przede wszystkim – swoimi działaniami. Boją się, dlatego zabijają”.
Skrepetski nie był rycerzem na białym koniu, opozycjonistą bez skazy, autorytetem godnym naśladowania. Był przede wszystkim artystą i to tragicznym w swoich wyborach. Jeszcze kilka lat temu chodził na pikiety w obronie Nawalnego, później uznał go za imperialistę i odrzucił. Niedługo potem wspierał Ukrainę w jej walce z rosyjską machiną wojenną, ale też po pewnym czasie uznał, że to nie jego droga. Za wiele swoich słów, jakie publikował w mediach społecznościowych został nawet wpisany na czarną listę bazy Myrotworec, która od 2014 roku zbiera informacje o wrogach ukraińskiego narodu.
Myrotworec stawia Skrepetskiemu poważne zarzuty. Udział w aktach agresji humanitarnej przeciwko Ukrainie, rozpowszechnianie narracji rosyjsko-faszystowskiej propagandy, zamach na suwerenność i integralność terytorialną Ukrainy, celowe działania mające na celu dyskredytację Sił Zbrojnych Ukrainy, a nawet publiczne poparcie dla rosyjskiej agresji i mordowania obywateli Ukrainy oraz podżeganie do waśni międzyetnicznych i międzywyznaniowych.
Czy były ku temu powody? Niektóre opinie wygłaszane przez Skrepetskiego na temat Ukrainy są zbyt wulgarne, by je w ogóle przytaczać. Oto kilka z nich, w wersji nieocenzurowanej.
„I tak, nigdy nie wybaczę niewdzięcznej ukraińskiej świni tego, że grożą Polakom urządzeniem drugiego Katynia. Niewdzięczne, śmierdzące świnie, które od dwóch lat żyją z polskich zasiłków, nie płacą za mieszkania i grożą Polakom, którzy ich przyjęli, że urządzają im ludobójstwo. Czym Ukraińcy różnią się od Rosjan? Absolutnie niczym.”
W innym wpisie w mediach społecznościowych z kolei nazywał Ukraińców pogardliwym, rosyjskim określeniem „chachły”, a nawet innym, często używanym przez środowiska neofaszystowskie w Rosji „Mykołki”. Pisał wprost, że gardzi wszystkimi ludźmi noszącymi w Europie ukraińską flagę, nawoływał do otwartej agresji przeciwko nim. „Po prostu nienawiść i pogarda wobec chochłopedałów. To najbardziej pozbawione zasad i haniebne kreatury, które są gotowe sprzedawać swoje dzieci na organy” – przytacza niektóre fragmenty wpisów Skrepetskiego portal Myrotworec, który ujawnił również dane personalne i adres Rosjanina.
Czy więc Skrepetski był przeciwnikiem Putina? Tak. Czy żywo nienawidził Ukrainy i negował, podobnie jak Putin słyszność jej istnienia, jako niezależnego kraju? Tutaj również odpowiedź jest twierdząca.
I tu dochodzimy do trudnej i naruszającej współczesny komfort łatwej oceny rosyjskiej opozycji. Aleksiej Nawalny, który na sztandary wynoszony jest przez europejskich polityków, chcących widzieć upadek Putina, także był rosyjskim imperialistą. Tęsknił za Związkiem Radzieckim i uważał, że nielegalnie anektowany Krym jest własnością Rosji.
Ilya Ponomarew, który mieszkał nawet jakiś czas w Kijowie, uciekł z Rosji, a w jego dom uderzył rosyjski Shahed już po 2022 roku, stara się tworzyć podwaliny zjednoczonej rosyjskiej opozycji. Współtworzy nawet Dom Wolnych Rosjan ulokowany kilka przecznic od Kongresu Stanów Zjednoczonych w Waszyngtonie. Na razie jednak z jego pomysłów nic nie wychodzi, bo Ponomarew nie ma z kim się jednoczyć. Groźnie też brzmi – ale iście rosyjsko – jego pomysł na to, co zrobić z byłą władzą i jej zwolennikami. Unicestwić ich bez litości, bo innego wyjścia nie ma – przyznawał kilka lat temu w rozmowie z PostPravda.Info, mówiąc, że Putina powstrzyma tylko kulka w głowie albo sznur na szyi.
I tak właśnie kończą się często rosyjskie rewolucje. Bolszewicy okrutnie rozprawili się z caratem i całym systemem. Z bolszewizmu Włodzimierz Lenim utworzył jednopartyjną dyktaturę i krwawo uporał się z każdym przeciwnikiem, zalewając karty historii tzw. czerwonym terrorem. Po Leninie przyszedł Stalin, który stworzył system jeszcze bardziej represyjny niż jego poprzednik. Po śmierci Generalissimusa Związku Radzieckiego nastąpiła z jednej strony odwilż, a z drugiej czystki w administracji urządzone przez Nikitę Chruszczowa, włącznie z rozstrzelaniem byłego szefa NKWD Ławrientija Berii. Chruszczow jednak faktycznie choć pozbywał się ludzi mogących zagrozić jego imperium, to robił to z większym wyrafinowaniem niż Stalin.
Upadek ZSRR i rewolucja z 1989 roku nie pożarła w całości swoich dzieci z prostego powodu – u władzy zostali aparatczycy starego systemu i cały mechanizm represji oraz służb specjalnych, odziedziczony po Zimnej Wojnie. Krótko mówiąc: niewiele się w praktyce zmieniło, co już po kilku latach mogliśmy zobaczyć na własne oczy. Mit Rosji, która jest w stanie się zmienić, przeprowadzić reformy, zdemokratyzować rozwiewał się w pył powoli, ale skutecznie. Zwłaszcza, kiedy nastał czas Putina.
Od kilku lat rosyjski dyktator zwiększa presję na każdego, kto mu się sprzeciwia. Paranoicznie w Rosji szuka się agentów obcego wpływu, za którego może zostać uznany każdy. Putin tłamsi indywidualność, zamyka do więzień, grozi, zmusza do ucieczki, czy wreszcie zabija niegodzących się na taką rzeczywistość ludzi nauki, artystów, dziennikarzy, obywateli.
Przypadek Semyona Skrepetskiego jest o tyle wyjątkowy na złowrogiej liście zbrodni Putina, że dotychczas krwawe ramię Kremla nie sięgało często poza granice kraju, w przypadkach, które nie były rangi państwowej i nie zagrażały bezpośrednio władzy. Czy to się zmieniło i czy faktycznie za zabójstwem w Białej Podlaskiej stoją rosyjskie lub białoruskie służby specjalne? PostPravda nie zawsze daje proste odpowiedzi.
Czytaj także: Uparty nieboszczyk, czyli dlaczego Moskwa nie zdoła zniszczyć Erzjan? [ESEJ]


