Biszkek: tu Rosjanie ukrywają się przed mobilizacją. „Ostatni dobry dzień” [REPORTAŻ]

Jędrzej Morawiecki odwiedził Biszkek w Kirgistanie i spotkał się z Rosjanami, którzy uciekli ze swojego kraju w obawie przed mobilizacją do walki w Ukrainie oraz z tymi, którzy protestowali przeciwko wojnie i z tymi, którzy aktywnie działają przeciwko władzy na Kremlu, bo Putin wzbudza w nich wstręt. Oto kilka historii, które udało się wygrzebać zza nowej, żelaznej kurtyny, jaką władza w Moskwie zarzuciła na współczesną Rosję.

Rosjanin, który przestał szanować Putina i lubić Moskwę

“To będzie jego druga wizyta od kiedy tu jestem. Tyle że za pierwszym razem nie wystawiono jeszcze za nim listu gończego w związku z porywaniem ukraińskich dzieci. A teraz Międzynarodowy Trybunał Karny niby go ściga, ale on i tak będzie tutaj brylować. Pamiętam, że kiedy przyleciał poprzednio, to poczułem głęboki wstręt. Zrozumiałem, że go szczerze nienawidzę, gardzę nim jak ostatnią szumowiną” – mówi Nikita o Władimirze Putinie.

Jestem w Biszkeku. Za mną wykłady i pokaz filmu o Strefie na prywatnej uczelni. Aktywnych ani byłych wissarionowców moi rozmówcy nie kojarzą. W kuluarowych rozmowach pobrzmiewają za to echa wojny w Ukrainie. Czuć też strach Kirgizów w związku z zapowiadanymi represjami w ich kraju. Mówią również o korupcji (gospodarz domu, w którym mieszkam, ma nawet “specjalną legitymację sygnalisty”, którą dostał od ministerstwa spraw wewnętrznych w uznaniu za to, że “nigdy, ale to naprawdę nigdy nie wziął pieniędzy za zaliczenie studentowi semestru”), o obcych wpływach kulturowych (“Związek Radziecki umacniał tradycyjne kirgiskie wartości. A teraz napływają do nas te wszystkie nowinki z Europy: hidżaby, małżeństwa jednopłciowe…”), o emigracji (“nasz syn ma za żonę prawdziwą pół-Chinkę i postanowili wyjechać z kraju. Sami rozumiecie, co to oznacza dla rodziny: na pożegnanie musieliśmy zarżnąć ofiarnego barana. Wy też zażynacie barany?”), o uciekinierach (“wiecie, że obok was mieszka chłopak z Rosji? Jest psychologiem. Trzymamy go niemal za darmo, coś z nim chyba jest nie tak, wpadł w jakiś stupor, kolejny miesiąc nie wychodzi prawie z pokoju, próbuję czasem karmić go zupą, ale się wstydzi”).

Możesz wesprzeć PostPravda.Info, portal walczący z rosyjską dezinformacją, którego wydawcą jest międzynarodowa Fundacja UA Future.

Nie ma więc w Biszkeku śladów wissarionowców, ale – zgodnie z zapowiedzią – jest na miejscu Putin. Dokładniej: ma przylecieć do Kirgistanu jutro. No a przecież Putin jest ważną częścią historii o Strefie, w końcu to za jego sprawą poleciały w tajgę helikoptery, aresztowano wiernych. Właśnie o Putinie mówi również Nikita, młody muzyk, którego poznałem w pubie dla ekspatów i uciekinierów „The Lucky Leprechaun”. Na dłuższą rozmowę ustawiliśmy się jednak w innym lokalu, z dala od centrum, w zalanej żółtym światłem restauracji z tysiącem mięsnych potraw i salkami dla bardzo ważnych, otyłych mężczyzn, toczących za czarnymi przepierzeniami rozmowy o wszechświecie. Nie wiem, czy Nikita się ich obawia, w każdym razie kiedy mówi, że czuje do Putina wstręt, to nie wymienia jego imienia, powtarza tylko “on”, ściszając przy tym mimowolnie głos. A potem wraca do wspomnień o ucieczce, wojnie, o świecie, który za sobą zostawił:

“To dziwne, ale od kiedy tu jestem, zacząłem źle myśleć o Moskwie” – wyznaje. “To znaczy ja niby rozumiem, że Biszkek też nie jest wcale tak przyjazny – to miasto znacznie biedniejsze i gorzej zorganizowane. Ale zaprojektowano je na rozmiar człowieka. Chodząc tu po centrum możesz zobaczyć niebo. A Moskwa to megapolis, w którym czujesz się jak nic nieznaczące ziarnko piasku. Jesteś drobinką, ale ta drobina musi być w dodatku competitive, bo przecież w okrutnym świecie ruskiego kapitalizmu trzeba umieć się sprzedać. Tak, myślę o Moskwie źle, ale jednak za nią tęsknię. Bo mimo wszystko centrum kultury i kontrkultur. Tęsknię za zespołami, w których grałem, za sceną, bo scena kirgiska jest znacznie mniejsza, niestety.

Inna rzecz, że w Moskwie bardzo dużo zależy od dzielnicy, w której się wychowasz. Pierwsze osiem lat przeżyłem na południu miasta, to strefa przemysłowa. Nie było tam nic oprócz dużego parku Kołomienskoje z zabytkami z XV wieku, z czasów Iwana Groźnego, zachowała się też izbuszka Piotra I. To ogromny park, ale wydawało się jakby on zabrał całą zieleń z południa Moskwy, bo wszędzie wokół był już tylko beton: przemysłowe nabrzeże rzeki Moskwa i fabryka ZIŁ-a. Szaro. Ponuro. Pamiętam odgłosy produkcji i grzechot tramwajów, przetaczających się po mojej ulicy. Czysty industrial, ale ja to wtedy lubiłem. To mój environment, że tak powiem. Niemniej jak tam pojechałem ostatnio, żeby odświeżyć pamięć, to mnie to miejsce przeraziło. Jak tam się dało żyć?  A we wspomnieniach zachowałem tylko to, co najjaśniejsze… Bo to było zanim mama i tata się rozwiedli, to były najszczęśliwsze cztery lata naszego wspólnego życia.

A potem przeniosłem się z mamą na północny wschód miasta, gdzie przeżyłem kolejnych 15 lat. To było obok terenów wystawowych WDNCh. Znacie to miejsce? Tam też jest potężny park, który powstał za Stalina, by prezentować osiągnięcia gospodarki ludowej. Do tego wielki ogród botaniczny i Wyspa Łosi. No więc tam jest naprawdę zielono, las wydaje się bezkresny, wylewa się poza granice Moskwy.

To właśnie w tej dzielnicy nawiązałem przyjaźnie, które trwały do końca studiów, tam przeżyłem pierwszą miłość, tam zacząłem się zajmować muzyką, aż w końcu trafiłem do Mother Base, to takie niezależne studio, właściwie garaż, o którym wiedzieli tylko wybrańcy. Ilja, który to miejsce stworzył, zebrał wokół siebie bardzo zwarte community, koncerty były naprawdę niepowtarzalne, niezależne, wolne. Żadnych biletów, otwierasz po prostu drzwi, wchodzisz do garażu i od razu rozumiesz, że obcujesz z czymś autentycznym, tworzonym przez ludzi podobnych do ciebie.

Perspektywa ucieczki wydawała mi się wtedy zupełnie nierealna. Ale Moskwa zaczęła zmieniać się w centrum militaryzmu. A kiedy zaczęły się działania wojenne… Ja miałem za sobą tour po Ukrainie, odwiedzałem tam przyjaciół, znałem miejsca, które były potem bombardowane. Odessa, Kijów, Dniepr, Charków…

Czytaj także: Milicjant-Chrystus i płk bezpieki. Tak rodziła się i umarła wolność w Rosji [Szykuj sanie latem]

Dlaczego Biszkek? Nie zatrzymasz wojny, ale możesz wyjść

Miesiąc-półtora po rozpoczęciu wojny spotkałem się z ojcem, bo ja z nim podtrzymywałem relacje po tym jak się rozwiódł z mamą. Odwiedziłem go w nowym mieszkaniu, poznałem jego nową rodzinę, nowe dziecko, którego nigdy wcześniej nie widziałem. Rozmowa zeszła rzecz jasna na operację specjalną. Okazało się, że zarówno on jak i jego nowa żona popierają specoperację. Jak tylko spróbowałem powiedzieć coś o współczuciu, empatii, usłyszałem: ‘dajcie mi karabin, jestem gotów strzelać’. I pouczył mnie mój ojciec, że Rosja musi być jeszcze twardsza, działania wojenne trzeba zintensyfikować, tylko tak da się to wszystko zakończyć. Nie kłóciłem się z nim, zamiast tego powiedziałem tylko: ‘dziękuję za herbatę’, wymyłem po sobie kubek i wyszedłem.

Moskwa była już wtedy zupełnie inna: kordony milicji, kordony Rosgwardii, nowej struktury, istniejącej dopiero od kilku lat. Zaczynało do nas docierać, że nie jesteśmy w stanie nic zmienić. Nie zatrzymasz wojny, rozmawiając o niej po raz kolejny w kręgu przyjaciół. Moi rówieśnicy popadli w stupor, nikt nie wiedział co robić. A potem moja mama powiedziała: ‘wiesz, że twój kuzyn i jego brat chrzestny, odlatują stąd? Zrób to samo’. Decyzję podjęliśmy w jeden dzien. A potem był tydzień przygotowań, nerwówa, rozlatane ręce, trzęsawka, chaos i trwoga, bo chodziły plotki, że ogłoszą stan wojenny.

Na ucieczkę do żadnego innego kraju niż Kirgistan nie byłoby mnie stać. Z pensji w teatrze nie da się wiele odłożyć. Znalazłem bilet na 27-go, ale chodziły słuchy, że 28-go granice zostaną zamknięte. Pamiętam to dobrze: wprowadzam dane, wciskam 'kup’ i pojawia się komunikat, że bilet już niedostępny. Dalej jest jak w grze. Znajduję kolejny rejs, wylot również 27go, ale późnym wieczorem. Kupuję. Po chwili dzwoni mama, cała jest we łzach, mówi: 'Nikita, oszukali cię, tego lotu w ogóle nie ma’. Dzwonię na lotnisko. Lot jednak jest, ale start został przesunięty o 15 minut. Miało być 23:45, jest: o północy, a więc już 28go…

Na Szeremietiewie ludzi obok mnie zgarniają na przesłuchanie. Pewnie to FSB… Przechodzę bramki.

A potem lot. I lądowanie. Pamiętam świt nad Issyk-Kul. Pamiętam jak ujrzałem lotnisko wielkości stacji paliw: mikroskopijny terminal i jeden pas startowy. Po lewej stronie góra, po prawej tafla wody. Powietrze nasycone ozonem. Bezkresne słońce. Jakbyś wylądował na Jowiszu. A więc stało się. A więc zdołałeś uciec. To uczucie ulgi pozostanie w tobie na zawsze”.

biszkek, bar
Na zdj. restauracja w Biszkeku, fot. Jędrzej Morawiecki.

SimRus. Tam już nie ma do czego wracać

„Nie wracaj tam nigdy, synu. Pamiętaj, musisz to sobie wybić z głowy. Bo tam już nic nie ma, Rosja jest przegrana na dwa pokolenia, tam będzie tylko rozpacz i wstyd, nikt nie zapomni nam tego, cośmy zrobili, Rosja pozostanie wyrzutkiem. Mieliśmy krótki czas, kiedy dano nam szansę, żebyśmy stali się inni, ale ją pogrzebaliśmy. Ja już jestem za stary, ale ty możesz zacząć wszystko od nowa, możesz uciekać stąd dalej, do Stanów na przykład. Byle cię nie dopadli nasi” – tłumaczy ojciec Władimirowi. Pomimo chłodu siedzą razem na dworze, na wewnętrznym dziecińcu biszkeckiego pubu „The Lucky Leprechaun”, obwieszonym kolorowymi flagami większości krajów świata. Władimir kiwa tylko głową, słucha, ojciec odwiedził go tylko na chwilę, jutro musi wracać do SimRusu i najwyraźniej chce syna przed ruskim światem raz na zawsze uchronić.

Czytaj także: SimRus – Symulator Ruskiego Miru

Władimir niby się zgadza, ale ma za czym w Rosji tęsknić, pamięta Daleki Wschód, pamięta beztroskę dzieciństwa, maleńki pasiołek: trzy ulice, same parterowe domy, sławojka na podwórku, umyć można się było tylko w bani. Wodę dowoziła cysterna, z której przelewało się ją do beczki. Jedyną rozrywką był las, który zaczynał się zaraz za płotem, a w lesie zające, żmije, grzyby, jagody. „Nie było huśtawek, nie było gdzie grać w piłkę, chwytaliśmy się więc czubka drzewa, naginaliśmy je i lecieliśmy. Na tym polegały nasze huśtawki. Do szkoły w Słonecznym woził nas GAZ-66, ogromny, z dużym prześwitem” – wspominał wczoraj Władimir, kiedy odwiedziłem go w ogromnym domu na błotnistych przedmieściach Biszkeku, wynajmowanym wspólnie przez uciekinierów z SimRusu. Władimir powiedział mi wtedy, że życie w pasiołku było najszczęśliwszym czasem w jego życiu. 

„A potem rodzice dostali mieszkanie w Komsomolsku nad Amurem i trafiłem do nowej szkoły. Ciężko tam było, nie rozumiałem ich slangu. Pierwszego dnia wziąłem torbę cukierków, chciałem się ze wszystkimi podzielić. Przewrócili mnie, cukierki się rozsypały na wszystkie strony. Tak właściwie to to nie były cukierki tylko lizaki, zapakowane w celofan. Piękne maleńkie lizaki o smaku malinowym. Oni się śmiali a ja leżałem i zastanawiałem się, co zrobiłem nie tak. Ale w końcu się dostosowałem.

To wszystko działo się w roku 1991. Nagle okazało się, że ludzie są absolutnie wolni. I nie wiedzą, co mają robić. Komsomolskiem zawładnęły całkowicie struktury kryminalne. To miało ogromny wpływ na kulturę miasta. Pojawił się nowy porządek. Nowi ludzie zaczęli nam tłumaczyć jak żyć. Dosłownie. Wkroczyli na terytorium szkoły. Chodzili pomiędzy nami i zadawali każdemu to samo pytanie: 'Kim jesteś w życiu?’. Od odpowiedzi zależał scenariusz dalszej rozmowy. Jeśli powiedziałeś, że sportowcem albo bandytą, to pytali, kogo znasz. Jak znałeś kogo trzeba, to od razu cię zostawiali. Ale jeśli nie potrafiłeś udzielić jasnej odpowiedzi, to stawałeś się ich zdobyczą. Kazali ci wynosić rzeczy z domu, kraść je rodzicom, grabić na ulicy. Jedenasto-, dwunastolatkowie odbierali innym żywność, herbatę, papierosy i wysyłali ją bezpośrednio do więziennej Zony. Wszyscy brali w tym udział.

Młodziak jak ja miał wtedy tylko dwie opcje: wejść w struktury kryminalne (nazywane obszczakiem, czyli wspólną kasą) albo zostać sportowcem. My wybraliśmy rzecz jasna najłatwiejszą opcję: dołączyliśmy do obszczaka. Nie rozumieliśmy jeszcze, co będziemy musieli robić.

Bardzo byłem z tego dumny. Jak wróciłem do domu, od razu postanowiłem się pochwalić przed ojcem. Czułem się, jakby mnie właśnie pasowali na pioniera. 'Tatusiu, tatusiu, zobacz kim teraz jestem, mam nawet rangę’. Ojciec: 'Jaką znowu rangę?’. Jak mu wszystko wytłumaczyłem, to złapał się za głowę, wyciągnął gazetę i dał mi artykuł na temat obszczaka. 'Masz, przeczytaj, w co wszedłeś’. Przeczytałem, włosy stanęły mi dęba na głowie. Pobiegłem do przyjaciół, pokazałem im gazetę. Oni na to: no to co mamy teraz zrobić? Uznaliśmy, że musimy stworzyć coś własnego, nie wiem jak to nazwać… Nie organizację przecież. Grupę. Nazwaliśmy się punkami. A inni zaczęli nazywać nas melomanami. Jak wyglądała taka rozmowa z nimi? Podchodzi taki do ciebie i pyta: ‘Kim jesteś w życiu’. Odpowiadasz, że punkiem. ‘A co to?’. Mówisz: ‘Siadaj, posłuchaj’. I zaczynasz mu coś grać na gitarze, wokół zbierają się ludzie… Zostawili nas w spokoju, nikogo z nas nie zabili. Co ciekawe, nawet nas nie gnoili za nasze długie włosy i przywożone z Ameryki podarte dżinsy, za kraciaste koszule i całą resztę. Naprawdę nam się poszczęściło, dopiero teraz to rozumiem.

Wszystko zmieniło się w roku 2001. W Komsomolsku nad Amurem doszło wtedy do ataku terrorystycznego w lokalu gastronomicznym Czarodziejka. Zamaskowani bandyci wrzucili środek łatwopalny i zabarykadowali drzwi od zewnątrz. Część ludzi spłonęła w męczarniach, reszta trafiła z oparzeniami do szpitala. Większość ofiar to uczennice. O zamach oskarżono obszczak, a więc elity kryminalne, które rządziły wtedy miastem.

Obszczak zaczął chodzić po szkołach i przekonywać uczniów, że nie ma nic wspólnego z atakiem. Kryminaliści zorganizowali nawet zbiórkę podpisów w obronie oskarżanych o podpalenie. No i rzeczywiście: wszyscy mieli alibi, rodziny potwierdzały, że byli w domu w momencie dokonania przestępstwa. Nikt z oskarżonych nie przyznał się do winy, twierdzili, że podpalenia dokonała milicja. Jewgienij Wasin, który miał wydać rozkaz do dokonania zamachu, nie doczekał procesu (zmarł w areszcie). Również w areszcie zabito Siergieja Lepioszkina, z którym Wasin miał rzekomo omawiać plan zamachu. Z kolei Anatolija Gawrilenko, który miał przygotowywać substancję łatwopalną (według śledczych dodawał do benzyny mąkę i cukier, aby mieszanina lepiej przylegała do ciał ofiar), znaleziono martwego w dzień ogłoszenia wyroku. Wisiał w celi na własnych sznurówkach.

Przedziwne, że do tej pory nie powstał na ten temat porządny film dokumentalny. Ale w Rosji teraz nieosiągalne.

Możesz wesprzeć PostPravda.Info, portal walczący z rosyjską dezinformacją, którego wydawcą jest międzynarodowa Fundacja UA Future.

Makieta prezentująca tradycyjny sposób życia w Kirgistanie. Fot. Jędrzej Morawiecki, Biszkek, 2025.
Makieta prezentująca tradycyjny sposób życia w Kirgistanie. Fot. Jędrzej Morawiecki, Biszkek, 2025.

Represje

Ale wiecie co? Właściwie można powiedzieć, że po aresztowaniach i strzelaninach, związanych z Czarodziejką, zrobiło się lżej. I w ogóle, kiedy Putin doszedł do władzy, to w Komsomolsku zapanował porządek. W mieście pojawiły się szyldy, a wcześniej ich nie było, bo ludzie bali się reklamować swój biznes. Jak grzyby po deszczu wyrosły maleńkie sklepiki i małe przedsiębiorstwa. Wielkość haraczy delikatnie się zmniejszyła. To bardzo ważne, bo, widzicie, Komsomolsk nad Amurem był miastem strategicznym, w czasach ZSRR budowano tu okręty podwodne. Zresztą do tej pory działa tam ciągle kombinat przemysłu lotniczego KNAPO, w którym produkują samoloty Superjet Sukhoi i myśliwce Su-57. No więc to niesamowite, że tak ważne miasto znalazło się całkowicie pod kontrolą struktur przestępczych.

Sęk w tym, że pożar w Czarodziejce to nie była zwykła tragedia. Ktoś poświęcił te wszystkie uczennice, rzucił je w ogień, żeby móc zacząć represje. Osobiście sądzę, że nie zainicjowali tego komsomolscy bandyci. Oni tak nie działają, nie zabijają niewinnych ludzi na taką skalę i w tak potworny sposób. Ale to wszystko zrozumiałem dopiero po czasie, kiedy dorosłem. Że to były pierwsze jaskółki, zwiastujące, co stanie się z Rosją później i czym jest teraz. Komsomolsk, Biesłan, Wołgodońsk… To wszystko napisano tym samym charakterem pisma. Ale bardzo nieprzyjemnie o tym opowiadać….

Ja się polityką kompletnie nie interesowałem. Nie rozumiałem, co się dzieje. Obchodziła mnie tylko muzyka i subkultury. Polityka zaczęła mnie dotyczyć dopiero od 2008 – wydarzeń w Gruzji. Ale to dlatego, że dopiero wtedy wpłynęła na mnie bezpośrednio. W sierpniu 2008 roku pojechaliśmy na największy festiwal muzyki elektronicznej Khan Altay, który zorganizowano z dala od cywilizacji. Do najbliższej drogi trzeba było iść 40 kilometrów. Do najbliższego pasiołka? Nawet nie mam pojęcia. Po imprezie poszliśmy te 40 kilometrów ścieżką przez góry i dotarliśmy w końcu do bazy, w której przyjął nas nowopoznany festiwalowicz, zaoferował nam w niej nocleg.

Siedzimy więc w bazie, gramy na bębnach i fletach. Ciemno. Elektryczności nie ma. Nagle podjeżdża samochód. Z auta wychodzi dwóch Ałtajczyków. Jeden ma karabin, drugi pistolet. Stoją przed bazą i krzyczą: 'Kto z was jest Gruzinem? Wychodzić, zaraz was rozstrzelamy’. Siedzimy przerażeni w ciszy a ci znowu: 'Dawać nam tu szybko Gruzinów na rozstrzelanie’. Wstaliśmy we dwójkę: ja i Fil, przyjaciel z Barnaułu. 'Chłopy, o co chodzi, czego wam trzeba?’. Ci zaczynają tłumaczyć, że kiedy szliśmy przez góry, zaczęła się wojna, no więc należy migiem znaleźć i rozstrzelać jakichś Gruzinów. My na to: 'Bójcie się Boga, jakich znowu Gruzinów? Odejdźcie, nie ma tu nikogo z Gruzji’. Wtedy oni: 'Jak nie ma to chodźcie, napijemy się’. Fil poszedł z nimi. Popili, odjechali. My pozostaliśmy w szoku. To był chyba pierwszy raz, kiedy zobaczyłem, że wydarzenia polityczne dotyczą nas osobiście, że polityka może zagrozić życiu.

Amerykanie i Rosjanie, czyli Czwarta Rzesza

No cóż… Niby to wtedy zrozumiałem, ale potem żyłem dalej, jak wszyscy. Bo pomimo ogromnego poczucia niesprawiedliwości, mimo że widzieliśmy, jak nie dopuszcza się kandydatów do wyborów, to finansowo było nam w Rosji naprawdę wygodnie. Nie musiałem patrzeć na ceny w sklepie, ładowałem do koszyka, na co tylko miałem ochotę. Moi przyjaciele pracowali w fabryce, wytwarzającej plastikowe komponenty okrętów i zarabiali podobnie jak ja – około 1200 dolarów miesięcznie. Żyło się naprawdę dobrze. Tylko ta gniotąca świadomość, że nie możesz mówić, co myślisz…

A kiedy wprowadzili to koszmarne prawo, że mogą cię posadzić za wpis w sieci społecznościowej, to każdy wziął się za czyszczenie swojego profilu. To jest naprawdę nieznośne: widzisz jakiś filmik, zaczynasz pisać komentarz i nagle cofasz rękę: a może mnie ukarzą? No ale w kuchni mogliśmy nadal całymi godzinami toczyć spory, jaką rolę odegrał ZSRR i Rosja w historii Europy, USA i świata.

Swoją drogą ciekawe, jak bardzo Rosjanie i Amerykanie są do siebie podobni: tacy sami szowiniści, ta sama nietolerancja wobec mniejszości. Podobni we wszystkim, jak dwie krople wody, szczególnie w odniesieniu do południowych stanów USA. Weźcie dowolnego Sowieta 40+, takiego amatora grania w bitwy czołgów przy piwie, postaw go obok rednecka z Kentucky – będą identyczni. Jedyna różnica, to że mówią w innych językach.

Ja myślałem nawet o wyjeździe do Ameryki, ale pojawiła się dziewczyna, samochód, zacząłem trenować sport. No i poczułem, że mam wreszcie swoją strefę komfortu: mogę pojechać po południu w ulubione miejsce nad rzekę, wystarczy pięć minut i łowię karasie a wieczorem idę na trening. Więcej mi nie trzeba. Tyle że nie mogę być uczciwym człowiekiem. Nie mogę robić tego, co czuję, nie mogę wyjść na demonstrację w centrum miasta. To jedyna niewygoda.

No ale właściwie o co ci chodzi? Jest super, wszystko masz: żyj i pracuj, co ci się nie podoba? Tyle że historię budują szczegóły. Wolność traciliśmy po kawałeczku, aż w końcu w 2022 roku Rada Bezpieczeństwa ogłosiła specoperację. To było zwieńczenie. Najpierw zabierają ci jedno, potem drugie, wreszcie trzecie i – bach – budzisz się w Czwartej Rzeszy.

Makieta prezentująca tradycyjny sposób życia w Kirgistanie. Fot. Jędrzej Morawiecki, Biszkek, 2025.
Makieta prezentująca tradycyjny sposób życia w Kirgistanie. Fot. Jędrzej Morawiecki, Biszkek, 2025.

Luty 2022. Rosja napada

W lutym 2022 roku dojechaliśmy do stacji końcowej. Nikt już z nikim nie rozmawiał, byliśmy zbyt zastraszeni. W moim mieście nie miałem do kogo otworzyć ust. Siedziałem w domu i ryczałem z bezsilności, z nienawiści i strachu. No ale czego się właściwie spodziewałem? Mój ojciec próbował mi wytłumaczyć, co nas czeka, już w roku 2011. Wziął mnie wtedy na ryby. Trzy dni żyliśmy na łodzi i dyskutowaliśmy. Tata powiedział mi, że Putin to gnida, że prowadzi kraj w przepaść. Zacząłem się z nim kłócić, mówiłem: skąd taka ocena, przecież w kraju jest porządek, wszystko kwitnie. On na to: nic nie rozumiesz, ten rozkwit to nie dzięki Putinowi a w związku z cenami ropy, teraz płyną ogromne pieniądze, oni nas nimi zalewają ale to się zaraz skończy.

A w lutym to my już z ojcem o tym nie rozmawialiśmy. Przestaliśmy do siebie dzwonić. Za bardzo byliśmy zastraszeni i przybici. Samotni. Bo większość Rosjan ogarnęła wojenna gorączka. Zadziwiające, jak błyskawicznie ludzie zmienili wtedy swoje poglądy. Nawet zaciekli przeciwnicy Putina. Wyobraźcie sobie, siedzimy w kuchni, pijemy gadamy, znajomy doker, prosty chłopak, krzyczy: ‘Wiecie, tych, co popierają Putina, to ja bym udusił własnymi rękami’. Z wściekłości aż pluje śliną. A po 24 lutego ten sam chłopak zaczyna mówić: ‘Putin to prawdziwy zuch, cudowny człowiek, dobrze im…’. Nie byłem w stanie w to uwierzyć. Jak ludzie mogą stać się tak błyskawicznie nazistami? Byli tacy już wcześniej? Ukrywali to? Nie mam pojęcia.

Nagle patrzysz w lustro i widzisz, że jesteś kompletnie sam, nikt z tobą nie został, z nikim nie da się porozmawiać. A potem docierają do ciebie dawni przyjaciele, tworzycie jakieś sekretne kanały na Telegramie, próbujecie trzymać się razem, żeby to wszystko przeżyć. Rozmawiacie, jak teraz postępować, co robić, skoro na przykład w szkole twoich dzieci organizują zbiórkę konserw i skarpet na front. No jakże nie dać dzieciom tych konserw? Co im powiedzieć?

Zacząłem rozważać ucieczkę w tajgę, wziąć z sobą weki, słoiki, naboje, spróbować przetrwać w lesie dwa lata. Popadałem w obłęd.

W tym sensie myślę, że mobilizacja mnie uratowała, ona dała kopa takim jak ja, pokazała: macie ostatnią szansę, albo z nami albo przeciw nam. Mam podejrzenie, że to było zaplanowane w taki właśnie sposób, bo pogranicznicy raczej ludzi nie zatrzymywali, nawet tych z doświadczeniem wojskowym. Wystarczyło wyczyścić telefon, usunąć korespondencję z komunikatorów, skasować spis połączeń (bo telefony rzeczywiście na granicy sprawdzali).

Przed odlotem zadzwoniłem do ojca i mówię: ‘Tato, uciekam. Możesz po mnie przyjechać?’. Zawiózł mnie do samego Chabarowska, na pożegnanie powiedział: ‘Słusznie postępujesz. Nie bój się niczego’.

A moja dziewczyna? Została, mimo że jest lekarką na pogotowiu, grozi jej więc mobilizacja. Ale ona spłaca hipotekę za mieszkanie matki, nie może jej tak po prostu zostawić.

Większość moich przyjaciół z Rosji nazywa mnie teraz zdrajcą. Dosłownie. Mówią do mnie: ‘Jak leci, zdrajco’. Nic im na to nie odpowiadam. No bo co właściwie miałbym odpowiedzieć?

Wiecie, ja jeszcze przed ucieczką miałem taki bardzo dziwny i bardzo wyrazisty sen. Jakieś miasto przyszłości, ludzie biegają w panice, masa porzuconych samochodów, wyją syreny, ludzie walczą o miejsce w aparatach ewakuacyjnych, które wiozą ich szybami w głąb ziemi. Nie daję rady wywalczyć miejsca, pozostaję więc na powierzchni, pochłania mnie żywioł, znajduję się nagle na brzegu potężnej rzeki, wypełnionej trupami. Odszukuję podobnych do mnie rozbitków, brudnych obdartusów, nie mamy jedzenia, idziemy przed siebie. Docieramy do jakiegoś pasiołka, maleńkie parterowe i jednopiętrowe domki, wszędzie pachnie krową, nawozem i chlebem. Czuję, że dotarłem do domu.

No więc, kiedy przyjechałem tutaj, do Kirgistanu, to zrozumiałem, że ten sen się spełnił. Doszło do kataklizmu. Część ludzi skryła się pod ziemią, część zabrał nurt i ich trupy zapełniły koryto a część uciekła w góry. Mam teraz takie uczucie, jakbym dotarł do górskiej osady, w której ludzie nie wiedzą o apokalipsie, jest im ona obojętna, po prostu żyją. I ja próbuję robić to samo. Odcinam się od apokalipsy, patrzę na słońce i żyję. Tyle że w ostatnim czasie w Kirgistanie zaczęli wprowadzać bardzo dziwne, represyjne prawo, na przykład o zakazie demonstracji. Zaczęto prześladować dziennikarzy. Znamy ten kierunek zmian. Zapowiedzieli zakazanie ‘propagandy gejowskiej’. To też znamy. Zaraz będzie ustawa o ‘agentach zagranicy’. Zaczyna się od małych kroczków, a potem zaganiają cię do rogu. Wizyta Putina w Biszkeku to bez wątpienia bardzo niepokojący sygnał. No więc myślę sobie że mój ojciec miał niestety rację: cień Kremla jest tu zbyt wyraźny. Być może zaraz przyjdzie mi uciekać stąd dalej. Bo choćby nawet zmienił się u nas car, to Rosja i tak nie wybaczy nam nigdy tego, co zrobiliśmy”.

Możesz wesprzeć PostPravda.Info, portal walczący z rosyjską dezinformacją, którego wydawcą jest międzynarodowa Fundacja UA Future.

Biszkek (nie) czeka na Putina

Ulice Biszkeku nie ekscytują się nadmiernie wizytą Putina. Nie mówi się o nim na bazarach, w marszrutkach i sklepach. Jeśli już: piszą o nim trochę w mediach społecznościowych (na przykład o tym, że Putin złożył w Kirgistanie kwiaty pod pomnikiem ofiar stalinizmu a w tym samym czasie w Rosji zapowiedziano, że uciekinierzy zostaną po powrocie do kraju zesłani do Magadanu).

Inna rzecz, że ruch w mieście jest znacznie mniejszy niż zwykle. Wszystkie zajęcia przerzucono na zdalne (to ewenement: nie działo się tu tak nigdy z powodu żadnej międzynarodowej wizyty). Do internetu przeniosły się nie tylko uczelnie i szkoły, ale także przedszkola i żłobki. Po czym internet padł na dwie godziny w całym kraju. Dziś sieć działa a największa kirgiska sieć komórkowa Mega wysyła abonentom darmowy bonus dla poprawy nastrojów.

Również dziś pojawiają się w mieście blackouty, prąd wraca, potem znów znika i znów wraca. Nikt nie wie za bardzo dlaczego.

Podobnie jak nie wiadomo, dlaczego centrum miasta było wczoraj w połowie zaciemnione. Niektórzy mówią, że to przez Putina. Ale to tylko takie żarty. Ochłodzenie też przez niego, mówią. Ale to również żarty. Faktem jest, że zrobiło się zimniej. Mniejsza z tym jednak.

Ważne, że działają budy z mantami, kurzą nogą z kością w cieście i końską kiełbasą, że nie zamknęła się cukiernia „Nasza marka” oraz delikatesy „Spekulant”, że przytulne spelunki z karagandzkim piwem i biszkeckim koniakiem dają schronienie miejscowym, a dla bogatszych otwarte są nadal ukochane przez zagraniczniaków i rosyjskich relokantów knajpy, w których poi się ich pożywnym negroni (klasycznym i z tequillą), w których nadal snuje się półgłosem opowieści o wizach, czekaniu na dokumenty, próbie ucieczki do Turcji i Europy oraz osiadaniu na miejscu, o omijaniu podatków i przerzucaniu towaru.

Ekspaci i zbiegowie zapewniają się również nawzajem (pomimo obaw Wołodii, którymi podzielił się ze mną wczoraj), że w Kirgistanie jest ciągle dobrze, to jedna z lepszych opcji. Co prawda jak napiszesz za dużo o Chinach, to zaczną odwiedzać twoich przyjaciół i wypytywać o ciebie znajomych, co prawda miejscowym dziennikarzom pogrożą czasem palcem, zadzwonią do rodziców: „ogarnijcie córkę, niech się nie wygłupia”, do siostry: „zrób porządek z bratem, tak pisać nie wolno, pamiętacie, że mamy teraz ustawę o fake-newsach, no przecież nikt nie chce, żeby jej użyć”… Ale to nic, to na razie głupstwo, na uczelniach ciągle można mówić, co chcesz, to nie Rosja i nie Uzbekistan, gdzie wszyscy chodzą w mundurkach i odpowiadają chórem. 

Biszkek, delikatesy Spekulant, fot. Jędrzej Morawiecki, 2025.
Biszkek, delikatesy Spekulant, fot. Jędrzej Morawiecki, 2025.

Trwa drugi dzień Oktober Fest w biszkeckim Novotelu. Będą wursty, piwo i bawarskie piosenki na żywo.

Trwa drugi dzień wizyty Putina. Przywódca SimRusu zje dziś sałatkę z tuńczykiem, awokado, bakłażany, szurpę z baraniną, malutką samsę i mus z orzechów laskowych z chałwą.   

Tymczasem w blaszanej rozłożystej fabrycznej knajpie za Technoparkiem podadzą dziś mojito. Z kolei w Leprechaunie będzie prawdziwy Guinness.

Ucieczka albo mobilizacja na front w Ukrainie

Obudziłem się w kraju, który powiedział mi: ‘Maks, to miejsce jest popierdolone. Musisz wyjeżdżać. Zawsze to wiedziałeś, ale teraz jakbyś dostał tym w twarz” – opowiada mi Maksim w Leprechaunie. W przeciwieństwie do Nikity, z którym ostatnio dawali razem koncert, nie boi się wymawiać imienia „Putina” i nie ścisza głosu. A jednak nazwiska podać nie chce, SimRus jest zbyt blisko, zresztą Kirgistan należy do Wspólnoty Niepodległych Państw a za rozmowę z przedstawicielem zgniłego Zachodu naprawdę może grozić obóz pracy.

„Rosja nie jest teraz innym krajem. Po prostu widać, czym ona była zawsze” – zapewnia mnie. „Ja wybrałem swoją drogę i ekstra, ale to wszystko nie jest czarno-białe. Rosja ma swoje racje. Źle, że zaczęli wojnę, ale mieli jakieś powody. Ukraina też ma swoje racje. Ale to nie czas, żeby rozstrzygać, gdzie jest prawda. Historia pisze się na naszych oczach. A ja chcę po prostu tę historię przeżyć. Jestem egoistą. Dbam o siebie i bliskich. Każdy rząd to gówno. Głupotą byłoby brać jakąś stronę, bo zawsze skończymy walcząc o czyjąś forsę. Wojna to pieniądze.

Inna rzecz, że ja nie jestem tylko Rosjaninem. Jestem też Komi. Kojarzysz republikę Komi? W dzieciństwie czułem się patriotą. Pamiętam te wszystkie rysunki które malowaliśmy w szkole. Czułem, że jestem Rosjaninem, że kocham swój kraj. I fajnie. Dziecko niewiele rozumie. Powiedzieli ci, że jesteś ruski, że masz kochać ojczyznę, że prezydent jest dobry i to przyjmujesz. A potem dorastasz i dociera do ciebie, że to wszystko gówno.

No ale nic tam. Zacząłem grać w zespole rockowym. Nasz pierwszy teledysk ukazał się dzień przed moim wyjściem z więzienia za udział w demonstracjach w sprawie Nawalnego. No bo ja jednak protestowałem. Ale okazało się, że protesty nie są w Rosji żadną opcją. Rosgwardia, która je pacyfikowała, liczy już pół miliona ludzi.   

Jest jak jest. Nie możesz się obrażać na rzeczywistość i biadolić: ‘To nie tak miało być’. A właśnie że miało tak być. Pogódź się z tym. Siedź w domu. Albo emigruj”.

Nic się nie zmieniło, zawsze tak było – powtarza mi Maksim. No ale skoro tak to dlaczego właściwie uciekł?

„Widzisz, sęk w tym, że ja musiałem w Moskwie bardzo uważać. Bo mnie już raz zamknęli za protesty, wiedziałem, że za drugim razem będzie gorzej. No więc niby byłem ostrożny, poszedłem po prostu z przyjaciółmi, żeby kupić Grindersy, angielskie buty, a potem mieliśmy razem zajść do nich do domu. To jest koło Placu Trzech Dworców, samo centrum Moskwy. Problem w tym, że właśnie tam odbywały wszystkie demonstracje. Postanowiliśmy nie jechać metrem z Komsomolskiej a ze stacji Baumanskaja. No więc ruszam w stronę metra, robię trzy kroki, łapie mnie OMON (czarne berety), ładują mnie błyskawicznie do awtozaka, czyli więźniarki. Potem jest sąd, rozprawa trwa dwie minuty, ‘Przyznajecie się do winy?’, ‘Nie, nie przyznaję się’. ‘No to posiedzicie piętnaście dni’. No i ok.

Do więzienia przewozili mnie kolejnym awtozakiem, to taki busik bez okien, właściwie to trumna na kółkach. Przed twarzą masz 10 centymetrów przestrzeni, 20 centymetrów nad głową. Spędziłem tak 18 godzin. Był luty. Temperatura powietrza: -32 stopnie. Wyłączyli silnik, zamarzaliśmy. Bez jedzenia. Bez wody. To było najstraszniejsze. Bo 18 godzin na mrozie w trumnie na kółkach to raczej słabe doświadczenie.

Możesz wesprzeć PostPravda.Info, portal walczący z rosyjską dezinformacją, którego wydawcą jest międzynarodowa Fundacja UA Future.

A dzień 24 lutego był jeszcze słabszy. Chociaż właściwie… Strasznie głupio o tym opowiadać, ale pamiętam, że robiliśmy domówkę i znajomy zaczął kręcić z jakąś dziewczyną z Ukrainy. Skończyli oczywiście w łóżku i było potem mnóstwo żartów, że to on rozpętał wojnę bo przeleciał Ukrainkę. 

No więc zaczęło się. Niewiele z tego rozumieliśmy. Co mamy do cholery robić? Spakowaliśmy tyle, ile da się unieść i zaczęliśmy szukać lotów. Ceny oszalały: Stambuł kosztował milion rubli. Klikamy jednocześnie i wyskakuje błąd, odświeżamy stronę: został tylko jeden bilet. Szukamy dalej. Tam nie, tam też nie, tam też nic nie ma i nagle: jakieś miasto Osz.

Co to jest kurwa Osz?

Dla niektórych rzeczywistość się zmieniła. Jestem jednym z nich. Niby to tylko iluzja zmiany, pewnie świat zawsze taki był. No ale wybucha wojna, jesteś przerażony, że zaraz cię wyślą zabijać ludzi. Nie chcieliśmy zabijać, więc wybraliśmy emigrację. I próbujemy teraz poskładać ze strzępów życie na nowo. Mieliśmy tyle planów… Wszystkie się zawaliły. Albo zostały odłożone na nie wiadomo kiedy”.

Biszkek
Na zdj. supermarket i meczet, fot. Jędrzej Morawiecki, Biszkek, 2025.

Rosjanie przeciwko wojnie w Ukrainie

„To był szok. Teraz rozumiem, że zmierzaliśmy w tym kierunku dużo wcześniej. A jednak początek inwazji nami wstrząsnął. Właściwie to ja ich podziwiam, że tak profesjonalnie wprowadzili w Rosji dyktaturę. Wielu Rosjan nie chce tego przyjąć do wiadomości. Ludzie są zmęczeni słuchaniem o wojnie, wolą się zamknąć i żyć swoim życiem”.

Do Michaiła dotarłem przez zamknięte grupy internetowe. Inni użytkownicy milczeli, on pierwszy odważyć się odpowiedzieć na mój wpis, zgodził się na spotkanie. Najpierw w parku, po którym chodziliśmy po nim jakiś czas, a ja tradycyjnie już zapewniałem wielokrotnie, że nie pracuję dla rosyjskiego wywiadu, dla żadnego innego również. No wiem, że to tylko słowa, mógłbym być w rzeczywistości kimkolwiek, mógłbym przyjść, by go zastraszyć, zaszantażować, skrzywdzić w imieniu SimRusu, ale co więcej mogę zrobić, by go przekonać? Michaił rozumiał to doskonale, a ja zapewniałem go dalej, że piszę książkę, że może mnie zgooglować, że sam nie mogę wjechać do Rosji…

Kiwnął w końcu głową i weszliśmy do mieszkania, którego opisać nie mogę. Siedzimy teraz przy pustym stole, a on mówi: „Pamiętam ten dzień bardzo dobrze. Przeglądałem ciągle newsy i komunikatory w internecie. W końcu zasnąłem na dwie godziny. Obudziłem się o szóstej i napisałem w sieciach społecznościowych, że dokonano właśnie przestępstwa oraz że Ukraina wytrzyma. Tego samego dnia poszedłem na protesty. Ludzi było sporo, trzymali plakaty, flagi. Tydzień później znowu poszedłem na protest. Kolejnego tygodnia znowu. No ale co robić dalej? Skontaktowałem się od razu z wszystkimi znajomymi w Ukrainie. Ale co im właściwie powiedzieć? ‘Przepraszam, że was bombardujemy?’. Koniec końców to oni mnie próbowali uspokoić.

Zacząłem opracować różne warianty działania: co zrobić, jeśli po mnie przyjdą i jak postępować, jeśli się jednak nie pojawią. A przychodzili już wcześniej: i do pracy i do domu, wiedziałem już, co to znaczy być zatrzymanym, mieli mnie namierzonego – i policja i prokuratura. Starałem się więc wstawać codziennie o szóstej, bo wiedziałem, że oni przychodzą rano. Wyrobiłem mnóstwo pełnomocnictw krewnym i znajomym. Nakupiłem waluty. Poleciałem do innego kraju Wspólnoty Niepodległych Państw i założyłem konto z kartą. A potem zacząłem się zastanawiać: co dalej. Skompletowałem torbę ucieczkową. Do torby pakujemy rzeczy pierwszej potrzeby: portfel z walutą, nienamierzony przez służby telefon, zagraniczną kartę SIM. Do tego trochę rubli. Musisz po prostu przewidzieć, co będzie ci potrzebne, żeby przetrwać w ukryciu.

Właściwie to ja powinienem być na to wszystko przygotowany już wcześniej. Bo przecież już kiedy służyłem w wojsku to było widać, jak to rzekomo ‘nie uczestniczymy w wojnie na Donbasie’. Oglądaliśmy telewizję, a tam Putin mówi podczas konferencji bez mrugnięcia okiem: ‘Naszych wojsk na Donbasie nie ma’. Siedzimy wszyscy w koszarach i wiemy, że to nieprawda. No jak nie ma, skoro są? Ale ludzie i tak wierzą telewizji. A własnemu wnukowi nie wierzą. ‘Ruscy żołnierze nie mogliby tego zrobić’. ‘Babciu, byłem w wojsku i wiem, że mogą’. ‘Nie, to niemożliwe’. No i co na to odpowiedzieć? Moja babcia nie wierzy własnemu wnukowi. Wierzy w telewizję, w całą tę sieczkę, plątaninę wersji, które się nawzajem wykluczają. Ale to nie szkodzi, babcia i tak wierzy wiadomościom a wnukowi, mimo że nie jest najgłupszy w rodzinie, mimo że był w armii i był w Ukrainie – wnukowi babcia nie uwierzy.

W ostatnim czasie nie byłem już z nią w stanie rozmawiać. Robiło mi się od tych rozmów niedobrze. ‘Wybacz babciu, pójdę już’.

Rozumiem, skąd się bierze ta wiara. Jak masz osiemdziesiąt lat, to ciężko jest przyznać, że żyjesz w faszystowskim kraju, który napadł na inny. I że ten kraj jest niszczony. Nawet w jak się ma pięćdziesiąt lat nie jest to łatwe.

Koniec końców każdy sam wybiera, w co wierzy. Jaką informację przyjąć a jaką odrzucić. I sam za wszystko odpowiesz. Świadomość kształtuje byt.

Ludzie nie potrafią wyrwać się z zamkniętego kręgu strachu. ‘Będą problemy w pracy’. No będą, będą. Tak, zatrzymają cię. Ale czasem tak trzeba. Tam ludzie umierają z twojej winy, a ty mi gadasz o jakiejś pracy? Albo o problemach na uniwersytecie? A niechby spłonęły i ten twój uniwersytet i twoja praca. Gdyby więcej ludzi tak myślało, to może byłoby nam wszystkim trochę lżej”.

Siedzimy nadal w dziwnie pustym mieszkaniu. Zaczyna już zmierzchać. Michaił milknie, za plastikowym oknem leci bezgłośnie śnieg z deszczem. „Wiesz, ja nie umiem już smakować życia” – mówi w końcu. „Nawet jak oderwę myśli na sekundę to i tak zaraz wszystko wraca: świadomość że mam bliskich w Rosji i bliskich w Ukrainie. Nie jestem w stanie żyć jak gdyby nigdy nic. Nie chodzę ani do teatru ani na imprezy ani nigdzie. Rozumiem, że jest wiele wojen na świecie. Tyle że akurat za tę odpowiedzialny jest mój kraj. Nie jestem w stanie tego zignorować, nie potrafię uwolnić się od tej myśli. Nie umiem chodzić do kawiarni i wrzucać na instagram zdjęć jak piję lawendowy raf. A znajomi w Moskwie tak właśnie robią: ‘Patrzcie, moja kawiarnia wciąż działa, jest super’. O czym ty piszesz? ‘Ja po prostu żyję swoim życiem’. No a ja tak żyć, swoim życiem, już nie potrafię”.

Zobaczcie, co zrobiliście w Buczy

Nie pijemy co prawda razem lawendowego rafu, nie wrzucamy fotek na instagram. Z ostatnim z biszkeckich uciekinierów spotykam się jednak w samym centrum miasta, w kawiarni „Tucano”, otwartej na powrót po krótkim lockdownie, ogłoszonym na czas wizyty Putina. W notatkach nazywam mojego rozmówcę R3. Jest znanym dziennikarzem. Nie mogę jednak podać ani jego nazwiska ani nawet imienia, szczerość kosztuje, znajdzie się na to w Rosji niejeden paragraf. R3 ma nawet dowcip na tę okazję, mówi, że „Rosja jest krajem demokratycznym, bo tacy jak on mają wybór – z którego artykułu karnego chcą być skazani”. Bardzo jest z tego żartu zadowolony. Śmieje się szczerze, po czym tłumaczy: „Teraz w Rosji nie ma już znaczenia kim jesteś: nawet dozorca nie może niczego napisać w sieciach społecznościowych. W Petersburgu za wpis w internecie skazali pracownika kotłowni. No więc im już wszystko jedno czy jesteś Niemcowem, Jaszynem czy palaczem. A wcześniej ryzyko ponosili głównie ci najbardziej znani, nie tacy jak ja: jakiś tam dziennikarz z Syberii.

Bo ja jestem Sybirakiem. Urodziłem się na Syberii, tam się wychowałem, tam pracowałem. Krasnojarsk jest dla mnie uosobieniem Syberii.

Pamiętam zapach rzeki… Tego zapachu nie da się opisać. To tak jakby próbować wyjaśnić, jak smakuje wódka. Wódka ma smak wódczany a rzeka ma zapach rzeczny.

Rozkwit rosyjskiego dziennikarstwa przypada na lata 90 i pierwszą połowę dwutysięcznych. To był czas wolności. Ani razu nikt do mnie nie wydzwaniał ani nie zakazywał o czymkolwiek pisać z powodów politycznych”.

„A rok 2014 był dla pana zaskoczeniem?” – przerywam.

„No jednak był”- przyznaje R3. „Pamiętam, że ja wtedy jeszcze rozmawiałem z mamą o polityce. Do tej pory mam w głowie te dialogi, one zawsze miały ten sam przebieg. ‘Bardzo dobrze, że Krym jest nasz’. ‘Mamo, ale po co ci Krym?’. ‘Mogę tam pojechać na wakacje’. ‘Ale przecież wcześniej też mogłaś’. ‘Ale i tak dobrze, że Krym jest nasz’. ‘Ale dlaczego?’. ‘Bo mogę tam pojechać na wakacje’. I tak w kółko.

Nie wiem, czy macie w Polsce taki termin jak ‘Mongolia wewnętrzna’. No więc Rosjanie tworzą wokół siebie taką ‘wewnętrzną Mongolię’, w której po prostu siedzą. I ja też siedziałem w takiej bańce, rozmawialiśmy w niej, że dzieje się źle, strasznie. Tyle że w odróżnieniu od tego, co dzieje się teraz, wcześniej większość nie wywierała na nas takiej presji. Nikt nie przychodził i nie mówił mi: ‘Ciesz się, że Krym jest nasz, ciesz się, no szybciej!’. Nie, wtedy raczej mówiono: ‘Nie cieszysz się to jesteś dureń’.

Dlatego przed lutym nie czułem żadnego dyskomfortu.

W lutym wszystko się zawaliło. Dobrze pamiętam ten poranek. Napisałem na Facebooku i Telegramie: ‘Wczoraj był ostatni dobry dzień’. Pisałem, że zaczęliśmy wojnę, a wtedy już za samo słowo wojna można było beknąć. ‘No co wy? Jaka wojna? Zaczęliśmy operację specjalną. Nie ma żadnej wojny’. Potem zrobiłem się bardziej ostrożny. Nie pisałem na przykład: ‘Zobaczcie, co zrobili rosyjscy żołnierze w Buczy’ tylko ‘Zobaczcie co w Buczy’.

Co jeszcze zrobiłem w lutym? Śmiesznie to zabrzmi. Ukraińcy za to nas wyklinają. Europa nas za tę postawę wyklina. Zacząłem momentalnie – podobnie jak inni – załatwiać sprawy bytowe. Bo pojmowaliśmy co nam grozi. Wiecie, moja znajoma, która uciekła z kolei do Bułgarii, śmiała się potem, kiedy wspominała: ‘A wiesz jak to u mnie było? Budzę się rano, czytam wiadomości, widzę newsa o wojnie i od razu otwieram rachunek, przelewam pieniądze, jadę kupić telewizor’. No więc my wszyscy sprawdzaliśmy wtedy, jakie mamy środki i staraliśmy się je zabezpieczyć, to znaczy kupić za część z nich co się da, bo było wiadomo, że niedługo towary zaczną znikać. Ja kupiłem starszej córce tego dnia laptopa. Potem komputer stacjonarny. Potem pojechałem do warsztatu i powiedziałem: ‘Wymieńcie wszystko, co się da’. Poszedłem na uczelnię i odebrałem w końcu swój dyplom magisterski, obroniony w 1997 roku. Do tego apostille, do tego tłumaczenia notarialne dokumentów… Zakaz na wypłacanie waluty wprowadzili niemal od razu. Zacząłem się więc interesować kryptowalutą. Słuchałem jakichś wykładów, ale do tej pory nic z tego nie rozumiem. Córce opłaciliśmy wszystkie możliwe korepetycje na cały rok… Działałem w pełni pragmatycznie. Jednocześnie powtarzałem wszystkim, że dopóki nie będzie bezpośredniego zagrożenia fizycznego to zostanę w Rosji.

Czytaj także: „Foczki” i Bułgaria, czyli rosyjska dezinformacja. Jak powstał mit o „ukraińskich turystach” [ŚLEDZTWO]

I rzeczywiście nie wyjechałem z niej aż do momentu, kiedy powiedzieli mi otwarcie: ‘Masz tydzień’. Ostrzegli mnie znajomi z organów ścigania. Siedziałem wtedy na daczy, a nie muszę wam chyba tłumaczyć, jak ważna jest dacza dla Rosjan. To były pierwsze dni października, kopaliśmy akurat marchewkę. Zrobiło się bardzo zimno, weszliśmy do domu, żeby się zagrzać przy piecu. Siedzę w starej kufajce, ręce brudne od ziemi, biorę tymi rękami telefon, ten sam, który mam teraz przy sobie, i odczytuję wiadomość na Whatsappie: ‘Dyskutowali znowu o tobie w sam-wiesz-jakiej-strukturze i uznali, że jesteś liderem opinii społecznej. Jest decyzja, żeby cię zamknąć. Myślę, że masz tydzień. Wyjeżdżaj’.

Ciągle jeszcze mam tę wiadomość gdzieś w telefonie.

Pokazałem tekst żonie, ona na to: ‘No to stało się. Uciekaj’. Ale najpierw dokończyliśmy kopać marchewkę. Bo wojna wojną a marchewka sama się nie wykopie.

A jak wróciliśmy z daczy do miasta, kupiłem od razu bilety. Oczywiście w tę i z powrotem, myślałem: jak mnie zapytają dokąd lecę, to powiem, że mam konto w Kirgistanie (miałem je naprawdę), że muszę załatwić sprawy w banku, ‘zobaczcie, tu jest adres oddziału i wyciąg z rachunku, tutaj rezerwacja w hotelu, załatwię sprawy i zaraz wracam’. Ale o nic mnie na lotnisku nie pytali.

No a ten ostatni tydzień przed ucieczką był naprawdę zabawny. Bo zdążyłem jeszcze w tym czasie polecieć z synem do Moskwy na mecz piłki nożnej. Żona do mnie: ‘Jaki mecz, o czym ty gadasz? Powinieneś natychmiast uciekać’. Ja na to: ‘Przecież pisali, że mam tydzień’. Żona: ‘Zdurniałeś całkiem?’. Ja na to, że przecież obiecałem naszemu synowi. To był mecz CSKA, jesteśmy z synem jego kibicami. Dziwne, nawet nie pamiętam, z kim grali. Chyba z Dynamo…”.

„Co spakować do torby, jak dają ci tydzień, żeby wyjechać?” – dopytuję.

Możesz wesprzeć PostPravda.Info, portal walczący z rosyjską dezinformacją, którego wydawcą jest międzynarodowa Fundacja UA Future.

Makieta prezentująca tradycyjny sposób życia w Kirgistanie. Fot. Jędrzej Morawiecki, Biszkek, 2025.
Makieta prezentująca tradycyjny sposób życia w Kirgistanie. Fot. Jędrzej Morawiecki, Biszkek, 2025.

„Ja już nie potrzebuję niczego pakować, bo wszystko mam spakowane. Mój dobytek mieści się w dwóch walizkach. A jeśli pytasz, co sam musisz spakować, to rady moje będą dość oczywiste: sprawdź, czy masz ważny paszport, a najlepiej wyrób sobie nowy. Załatw wszystkie sprawy z bankiem. Ja na przykład o jednej sprawie zapomniałem i teraz jest z tym masa kłopotów a nie wyrobiłem sobie elektronicznego podpisu. Jeśli masz jakąkolwiek działalność gospodarczą, załatw wszystkie autoryzacje, po ucieczce już tego zrobić nie zdołasz. Poza tym wyrób maksymalnie szerokie pełnomocnictwa dla bliskich, pomyśl, gdzie będą musieli cię reprezentować, nie zapomnij o żadnej instytucji. Jeżeli zaliczasz się do grupy ryzyka, jeżeli jesteś aktywistą politycznym albo społecznym, należysz do jakiegokolwiek NGO, jeżeli wreszcie jesteś dziennikarką-dziennikarzem: pozbądź się koniecznie majątku. Ja podarowałem córce samochód, sprzedałem garaż, sprzedaliśmy też naszą ukochaną daczę. Tutaj nie ma wyboru, nie ma sentymentów, tym z grupy ryzyka mogą nałożyć areszt na majątek, wszystkiego trzeba się pozbyć. Ja nie mam teraz w Rosji dosłownie nic. Pamiętaj, że za granicę można wywieźć do 10 tysięcy EUR. A więc jeżeli nie zdążyłeś do tej pory wyrobić sobie rachunku poza krajem, jeżeli nie zdążyłeś tam przelać środków, to będzie ci naprawdę ciężko”.

„A co z korespondencją ze znajomymi? Pisać przez Whatsapp, przez maile?”

„To nie jest bezpieczne. Ja zacząłem używać Signal. Chociaż z drugiej strony… Wyjechałem z Rosji, ale w Kirgistanie przedstawiciele naszych organów siłowych czują się jak w domu. No więc ja niestety i tak jestem namierzony. Mam po prostu nadzieję, że jak stoisz pod samym radarem to radar cię nie dostrzega. Mam nadzieję, że nawet jeżeli czytają teraz moją korespondencję, bo mam nadal rosyjską kartę sim, to ta korespondencja jest dla nich niezbyt ciekawa. Bo żeby mnie dopaść, ktoś musiałby tutaj lecieć, musiałby się napracować. Liczę, że skupiają się na tych, przy których można się mniej narobić. Ale w Kirgistanie nie czuję się bezpiecznie”.

Za oknem przetacza się kolumna rządowych limuzyn, Putin wraca zapewne do Simrusu, wyją syreny a potem wszystko znów jest jak wcześniej, rzężą żarna, bulgoce kawa, piszczą huśtawki placu zabaw przed knajpą, a po drugiej stronie ulicy rozkłada się stoisko z kwasem i musującym kumyzem. R3 mówi na koniec: „Ja, tak samo jak większość Rosjan, wyobrażałem sobie, że Biszkek w Kirgistanie to jurty i że po mieście chodzą konie a ludzie pieką tu mięso na ogniskach. Okazało się, że to duże, piękne miasto. Jest teraz takie bardzo modne słowo: antykolonializm. No więc ja dopiero tutaj zrozumiałem, że siedział we mnie malutki imperialista, który mi szeptał, że Biszkek to wieś. I ten ruski imperialista się tutaj załamał. Nie masz pojęcia, jak to wiele znaczy”.

***

Przed powrotem do Europy sprawdzam statystyki. Po pełnoskalowej inwazji na Ukrainę w lutym 2022 roku z Rosji wyemigrowało 666 tysięcy osób – podają dziennikarze The Bell. Z kolei według wyliczeń portalu OVD.info za sprzeciw wobec wojny wytoczono sprawy karne ponad 1100 Rosjanom. W nadchodzącym tygodniu zaplanowano 229 rozpraw w procesach politycznych.

PostPravda, PostPrawda, Post Prawda, Post Pravda, slajd, reklama

W tym tygodniu

SimRus – Symulator Ruskiego Miru

SimRus - Symulator Ruskiego Miru, czyli jak wygląda życie w Rosji. Tekst stworzony na podstawie prawdziwych historii.

Musk kupił Twittera z pomocą funduszu 8VC, który zatrudnia synów rosyjskich oligarchów

Sąd w Kalifornii nakazał firmie X ujawnić dane swoich inwestorów. Wśród nich znalazł się fundusz 8VC, który obecnie zatrudnia synów rosyjskich oligarchów.

Partia Umarłych przeciwko putinowskiej Rosji

Partia Umarłych rozpoczęła swą działalność jako projekt artystyczny i polityczny w 2017 roku w Petersburgu i stała się znana ze swoich akcji, występów i innych wydarzeń w Rosji. Władze Kremla uznały ją za zagrożenie i zaczęły prześladować jej członków. Wielu działaczy partii zostało zmuszonych do emigracji i obecnie organizują podobne akcje na całym świecie.

Ukraińscy żołnierze szukają zemsty na siłach Putina w Kursku

Ukraińcy szukają zemsty na swój sposób i chcą napierać na terytorium wroga - relacjonuje z Ukrainy Askold Krushelnycky.

O papieżu i Bogu w czasie wojny: Paweł Gonczaruk, biskup, który został w Charkowie [WIDEO]

Biskup diecezji charkowsko-zaporoskiej Paweł Gonczaruk nie opuścił miasta, leżącego bardzo blisko linii frontu przez całą inwazję Rosji na Ukrainę.

Kopuła antydronowa nad Ukrainą, armia robotów i mobilizacja na nowo. Takie plany ma Mychaiło Fedorow, młody szef MON Ukrainy

Nowe technologie, reforma mobilizacyjna, problem dezercji, szkolenia wojskowych, ochrona nieba, nowe jednostki i nowa taktyka walki. Jakie zmiany przygotowuje nowy minister obrony Mychaiło Fedorow i co o tym myśli wojsko?

Mark Carney: „Nie polegamy już wyłącznie na sile naszych wartości, lecz także na wartości naszej siły”

Historyczne przemówienie premiera Kanady Davos. Mark Carney stwierdził, że starego świata już nie ma. „Międzynarodowy porządek oparty na zasadach” po prostu nie działa.

Czy Iran pójdzie śladami Rosji? Liczba ofiar jest ogromna. Oto dane

Iran – skala przemocy jest nieznana. Styczniowe protesty zostały stłumione z nieludzkim okrucieństwem w imieniu reżimu, który ogłasza prymat moralności religijnej. Jednak taka brutalność stoi w sprzeczności z jakąkolwiek moralnością i jakąkolwiek religią. W którym momencie religijno-moralna motywacja władz irańskich przeradza się w nekrofilię? Czy nieuchronne jest przeobrażenie ideologicznego totalitaryzmu w Iranie w nekroimperializm – na wzór tego, co wydarzyło się w Rosji?

Kijów w częściowym blackoucie. „Mieszkanie cały rok oświetlamy świątecznymi lampkami na baterie”

Kijów w tak dramatycznej sytuacji jeszcze nie był. Prądu i ogrzewania w niektórych mieszkaniach nie ma od tygodnia. Światło pojawia się czasem na kilka godzin, a później znów przez 18 go nie ma. 50 wieżowców pozbawionych jest obecnie energii elektrycznej.

Egzystencjalne doświadczenie wojny. Z cyklu „Wojna w życiu człowieka”

Egzystencjalne doświadczenie wojny obejmuje nie tylko to, co człowiek obserwuje – bombardowania, kryzys infrastruktury podtrzymującej życie, zniszczenia i śmierć ludzi – lecz także to, czego doświadcza wewnętrznie.

Z dziennika bojowego medyka ZSU: Dezercja w armii. Darek uciekł i schował się w domu [ODCINEK 4]

Dezercja w ukraińskiej armii istnieje. Mówił o tym niedawno nawet nowy szef Kancelarii Prezydenta Kyryło Budanow, który stwierdził, że właśnie ona oraz korupcja, to obecnie największe bolączki Sił Zbrojnych. Dlaczego żołnierze uciekają z frontu?

Chersoń i rosyjska okupacja: straszniejsza może być tylko śmierć [RELACJA ŚWIADKA]

„Bez dokumentów jesteś kawałkiem mięsa” – mówi Witalij. – „Gangsterskie lata dziewięćdziesiąte w porównaniu z tym to dziecięca bajka”. Chersoń – 256 dni okupacji. Relacja świadka o terrorze, represjach, protestach i dążeniu do przetrwania wbrew rosyjskiej władzy okupacyjnej.

Rosyjska opozycja przy Zgromadzeniu Parlamentarnym Rady Europy? Trwa spór między kandydatami do ZPRE

Czy obywatel państwa-agresora może być politycznie podmiotowy, jeśli całe jego państwo pracuje na rzecz wojny? Na razie można mówić jedynie o możliwości przejawienia podmiotowości politycznej – i to wyłącznie wówczas, gdy dana osoba działa na rzecz militarnego zwycięstwa nad agresorem. Czy są na to gotowi kandydaci, którzy obecnie zgłaszani są do rosyjskiej platformy przy ZPRE?

Powiązate tematy