Czy po weekendzie polityka unijna wobec Rosji i Ukrainy będzie bardziej spójna? Na taki obrót spraw na pewno liczy Kijów. Moskwa z kolei robi, co może by to partia Fidesz i Victor Orban wygrali po raz kolejny władzę w Budapeszcie. Jak nadchodzący weekend komentuje się w Ukrainie?
Orban może doprowadzić do bankructwa Ukrainy
Węgry od dłuższego czasu blokują Ukrainę na międzynarodowych platformach. Sprzeciwiają się (podobnie jak Niemcy, USA, czy Słowacja) jej członkostwu w NATO, a także stoją na drodze do Unii Europejskiej. Takiego właśnie scenariusza obawiał się prezydent Zełenski, gdy z Kremla padały zapewnienia, że Moskwa tego procesu utrudniać nie będzie. Ukraiński przywódca stwierdził, że sama Rosja oficjalnych narzędzi nie posiada, ale są kraje, które chętnie zadziałają w jej imieniu. Nie wymienił Węgier, ale po wycieku rozmów między szefami MSZ w Budapeszcie i w Moskwie, wiemy, że węgierscy dyplomaci donosili Kremlowi o ruchach Brukseli, a nawet uzgadniali z nimi wspólną strategię działań, aby paraliżować Europę. To Węgry zablokowały 90 miliardów euro pożyczki dla Ukrainy, które mają uratować budżet kraju w tym i w przyszłym roku. Bez tych pieniędzy Ukraina może sięgnąć gospodarczego dna i zbankrutować jeszcze przed latem.
Jeśli węgierskiej opozycji udałoby się zdobyć konstytucyjną większość, jak wynika z przedwyborczych sondaży, to byliby w stanie wprowadzić w kraju zmiany odblokowujące unijną pożyczkę dla Ukrainy.
Zełenski i Orban na billboardach
Ukraina i jej prezydent stali się prawdziwymi bohaterami węgierskiej kampanii wyborczej. Plakaty i billboardy z Zełenskim można zobaczyć w centrum Budapesztu i na poboczach dróg wojewódzkich, Ukraina jest na pierwszych stronach gazet i w wiadomościach telewizji państwowej, a na spotkaniach z wyborcami jest najczęściej wymieniana przez obecnego premiera Viktora Orbana, który desperacko walczy o utrzymanie władzy po 16 latach.
BBC badało, w jaki sposób Viktorowi Orbanowi udało się przekonać ogromną liczbę Węgrów, że Kijów jest ich najważniejszym problemem, czy jego ambicje mogą okazać się skuteczne i jaki wpływ na stosunki ukraińsko-węgierskie, które obecnie przeżywają głęboki kryzys, będą miały wybory, niezależnie od tego, kto je wygra.
Jeśli wierzyć mediom prorządowym (a to one dominują na lokalnym rynku medialnym), Budapeszt jest pełen tzw. „agentów ukraińskich”, którzy starają się wpłynąć na wynik wyborów na Węgrzech i osobiście utworzyć przyszły rząd. Ukraina rzekomo celowo sabotuje rurociąg naftowy „Przyjaźń”, który przebiega przez jej terytorium, aby Węgry nie otrzymywały taniego paliwa z Rosji. Jest całkiem prawdopodobne, jak twierdzą, że Kijów planuje sabotaż obiektów infrastruktury krytycznej kraju – dlatego są one obecnie chronione przez regularne siły zbrojne.

W ich świecie Ukraina jeździ po węgierskich drogach autobusami pełnymi złota i waluty, przeznaczonych albo na finansowanie węgierskiej opozycji, albo na uzupełnianie bezdennych portfeli ukraińskiej „mafii wojennej”. W marcu w centrum Budapesztu odbył się wielotysięczny marsz, którego uczestnicy zebrali się bardzo poważnie pod hasłem: „Nie pozwolimy, by Węgry stały się kolonią Ukrainy”. Ukraina marzy o wciągnięciu Węgier w wojnę z Rosją.
W tej logice tylko Viktor Orbán i jego Fidesz mogą uchronić Węgry przed wszystkimi problemami, jakie sprowadza na nie Ukraina. Głównym zadaniem plakatów z wizerunkiem złowrogiego Zełenskiego, rozwieszonych na Węgrzech, jest przypomnienie wyborcom o tych zagrożeniach i wskazanie, na kogo powinni głosować, jeśli chcą być przed nimi chronieni.
W komentarzu dla BBC rzecznik ukraińskiego MSZ Heorhij Tychyj po raz kolejny oświadczył, że Ukraina nie ingeruje w wewnętrzne sprawy Węgier ani w kampanię wyborczą, nigdy nie dała podstaw do takich oskarżeń i żałuje decyzji podjętej przez centralę Orbána, która celowo zaszkodziła stosunkom ukraińsko-węgierskim. Budapeszt jednak od dawna ignoruje te zapewnienia.
Orban zawsze potrzebował wroga. Tym razem padło na Ukrainę
W 2010 roku Viktor Orbán objął władzę na Węgrzech w wyniku całkowicie uczciwych i demokratycznych wyborów, całkowicie niszcząc zdyskredytowaną lewicową koalicję. Jednak w każdych kolejnych wyborach Fidesz budował swoją kampanię na przeciwstawieniu się wrogowi stworzonemu po to, by zaspokoić potrzeby konkretnego momentu politycznego.
Przez lata rolę takiego wroga pełnili: amerykański miliarder węgierskiego pochodzenia George Soros (plakaty z hasłem „nie pozwólmy mu się śmiać ostatni” rozwieszono w całym Budapeszcie w przededniu wyborów w 2018 roku), migranci z Bliskiego Wschodu oraz „ideologia gender”. Teraz tę rolę pełni Ukraina i Wołodymyr Zełenski.
Sam prezydent Ukrainy w kilku wcześniejszych wypowiedziach mocno skrytykował Victora Orbana, czego o mały włos nie przepłacił wsparciem ze strony europejskich partnerów, a nawet węgierskiej opozycji. W lutym tego roku Wołodymyr Zełenski, przemawiając na Forum w Davos, stwierdził, że „każdy Wiktor, który próbuje sprzedać europejskie interesy, zasługuje na policzek”.
Kilka dni później, w przemówieniu na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa, ukraiński przywódca zauważył, że „tylko Wiktor może myśleć o tym, jak powiększyć brzuch, a nie o tym, jak powiększyć armię, by powstrzymać rosyjskie czołgi, które mogą wrócić na ulice Budapesztu”.
Wreszcie, na początku marca tego roku, Zełenski zagroził, że jeśli „jedna osoba” nadal będzie blokować przyznanie kredytów UE Ukrainie, „przekażemy adres tej osoby naszym Siłom Zbrojnym, naszym ludziom, niech zadzwonią i porozumieją się z nimi w ich własnym języku”. Wskazówka była aż nadto oczywista, dzięki czemu Viktor Orban miał okazję uznać wypowiedź ukraińskiego prezydenta za osobistą groźbę i wykorzystać ją w swojej kampanii.
„Prezydent Zełenski mi nie grozi. Grozi Węgrom. Niestety dla niego, nie będzie w stanie powstrzymać mnie przed ochroną węgierskich rodzin” – powiedział wówczas Orbán. Warto zaznaczyć, że nawet jego przeciwnik w wyborach, Peter Magyar, stanął w obronie Orbana. Stwierdził: „Żaden przywódca obcego państwa nie może zagrozić żadnemu Węgrowi. Ani ustępujący rząd Orbána, ani przyszły rząd Tysyego” i wezwał przywódców UE do zerwania stosunków z Zełenskim, dopóki nie wyjaśni swoich słów lub nie przeprosi Węgier.
Jednak od tego czasu Wołodymyr Zełenski wyraźnie obniżył poziom swojej retoryki na tematy związane z Budapesztem.
Na przykład 14 marca oświadczył: „Nikt nie może powiedzieć, co się stanie, jeśli i kiedy zmienią się władze Węgier. Nie mamy wpływu na ten wybór i nie chcemy go mieć… Będziemy współpracować z każdym przywódcą Węgier, z każdym Węgrem, który chce współpracować, żyć w pokoju z Ukrainą… Jesteśmy gotowi do współpracy, jeśli ta osoba nie będzie sojusznikiem Putina”.


