Minęło już ponad ćwierć wieku od momentu, gdy w Rosji ustanowiono dyktaturę, a w tym czasie świat zdążył zmienić się nie do poznania – nastąpiła globalna rewolucja informacyjna. Czy w nowym globalnym społeczeństwie informacyjnym jest jeszcze miejsce dla dyktatur? O tym, w jaki sposób Władimir Putin próbuje kontrolować środowisko cyfrowe i komunikację internetową, przekształcając Rosję w informacyjne getto, opowiada publicysta z Estonii Andriej Kuziczkin.
Wojna zmieniła zasady polityki informacyjnej Kremla
Władimirowi Putinowi udało się stworzyć gigantyczne imperium medialne obejmujące ekosystem telewizji, radia, sieci społecznościowych oraz licznych platform streamingowych. Mimo to do 2018 roku zagraniczne media nadal działały w rosyjskiej przestrzeni informacyjnej stosunkowo swobodnie, a najpopularniejszymi komunikatorami wśród Rosjan były zagraniczne Telegram i WhatsApp oraz krajowa platforma „VKontakte” – każdy z tych serwisów miał ponad 90 milionów użytkowników.
Jednak przygotowania do pełnoskalowej inwazji na Ukrainę zmieniły zasady polityki informacyjnej Kremla. Rozpoczęła się kampania zakazów wobec zagranicznych zasobów medialnych i sieci społecznościowych, które nie podlegały kontroli Putina, w celu osiągnięcia informacyjnej izolacji Rosji. W tym roku kampania informacyjnej blokady wchodzi na nowy poziom i między światem zewnętrznym a Rosją może opaść gęsta cyfrowa kurtyna.
Spadek poziomu zaufania do Putina w Rosji
Awantura w Ukrainie stała się poważnym testem dla reżimu Putina, który okazał się nieprzygotowany do prowadzenia tak długotrwałej kampanii wojennej, pochłaniającej ogromne zasoby materialne, finansowe i ludzkie. Putin zupełnie nie spodziewał się, że blok NATO aktywnie wesprze Ukrainę i że Rosja zostanie wciągnięta w konflikt nie z jednym państwem, lecz z kilkudziesięcioma krajami. Konfrontacja militarna doprowadziła do międzynarodowej izolacji Rosji oraz do zerwania symbiozy z Europą.
Przez kilka dziesięcioleci syberyjska ropa i gaz w coraz większych ilościach były wymieniane na zachodnie technologie i sprzęt przemysłowy. I nagle przyjaźń się skończyła. Co więcej, oprócz prób uregulowania konfliktu zewnętrznego reżim Putina musiał otworzyć drugi front wewnątrz samej Rosji, gdzie pojawił się konflikt wewnętrzny. Brak sukcesów na froncie w Donbasie oraz pogłębiające się problemy gospodarcze stały się impulsem do narastającego niezadowolenia rosyjskiego społeczeństwa.
Ostatnie sondaże Centrum Lewady pokazały, że nadal 72% Rosjan popiera działania rosyjskich sił zbrojnych w Ukrainie. Jednocześnie już 67% Rosjan opowiada się za pilnym rozpoczęciem negocjacji pokojowych – to rekordowy wynik w całej historii badań. Kontynuację wojny popiera 24% respondentów – najniższy poziom w historii pomiarów. Ponadto zainteresowanie wydarzeniami w Ukrainie spadło do 44%, zmniejszając się w ciągu czterech lat o 25%.
Jeszcze bardziej sensacyjne dane opublikował w marcu kontrolowany przez Kreml Ogólnorosyjskie Centrum Badania Opinii Publicznej: w ciągu roku poziom zaufania do Putina spadł z 48% do 32%, a poparcie dla partii „Jedna Rosja” zmniejszyło się z 43% do 32%. Są to niepokojące dla władzy wskaźniki w przededniu 20 września 2026 r., kiedy w kraju odbędą się wybory deputowanych do Dumy Państwowej Rosji oraz 39 parlamentów regionalnych. Opinia publiczna jest jedynym źródłem legitymizacji władzy Putina, dlatego Kreml nie może dopuścić do rozpadu konsolidacji rosyjskiego społeczeństwa wokół Putina.
Informacyjne getto – marzenie dyktatora
Dlatego właśnie w Rosji nasila się hybrydowa wojna domowa, gdy rządzące elity poprzez kontrolowane zasoby informacyjne i administracyjne siłą narzucają społeczeństwu ideologię militaryzmu, infernalną nienawiść wobec Ukrainy oraz wiarę w egzystencjalną konfrontację świętej Rusi ze zdemoralizowanym Zachodem. Z tego powodu narracja o zamiarze Zachodu zniszczenia Rosji, zawłaszczenia wszystkich zasobów kraju i zamienienia Rosjan w niewolników uzyskała status idei narodowej. Taka groźba rzeczywiście może zjednoczyć naród i podnieść go do walki z wrogiem.
Aby jednak społeczeństwo uwierzyło w realność tego zagrożenia, konieczne jest całkowite odizolowanie kraju od kontaktów ze światem zewnętrznym oraz wyeliminowanie z obiegu informacyjnego wszystkich opinii poza jedyną słuszną opinią wodza – Putina. Prostacka ideologia, preferująca mózg z jedną tylko bruzdą, nie toleruje alternatyw. Na tym właśnie polega istota putinizmu jako teorii i praktyki budowania dyktatury w Rosji. Kremlowska junta postanowiła ostatecznie zepchnąć wszystkich Rosjan do informacyjnego getta. W tym celu próbuje pozbawić wolności nie tylko blogerów i opozycję, lecz także cały internet.
Los Telegrama w Rosji
Wszyscy już wiedzą, że Rosja to kraj ożywionego absurdu, w którym Kafka i Orwell byliby jedynie czeladnikami u mistrza Putina. Dlatego Roskomnadzor (rosyjski urząd nadzorujący sferę mediów) najpierw żąda od zagranicznych platform cyfrowych udostępnienia danych osobowych ich użytkowników w Rosji, a w przypadku odmowy spełnienia tego żądania ogranicza działalność komunikatorów, powołując się na naruszenie ustawy o ochronie danych osobowych Rosjan.
Tak więc w 2022 r. Roskomnadzor na podstawie decyzji sądu zablokował Instagram i Facebook (oba należą do amerykańskiej firmy Meta – organizacja uznana w Rosji za ekstremistyczną i zakazaną). W 2024 r. w Rosji rozpoczęto spowalnianie działania YouTube’a, gdy gwałtownie wydłużył się czas ładowania materiałów wideo. W sierpniu 2025 r. Roskomnadzor ogłosił ograniczenie połączeń w Telegramie i WhatsAppie. W listopadzie 2025 r. urząd poinformował, że rozpoczął stopniowe wprowadzanie środków ograniczających wobec WhatsAppa.
Pierwsze próby atakowania i ograniczania Telegrama jako jednego z najpopularniejszych wśród Rosjan komunikatorów podjęto w Rosji już w 2018 r. Właściciel i twórca platformy, Paweł Durow, kategorycznie odmówił współpracy z rosyjskimi służbami specjalnymi i już w 2014 r. został zmuszony do emigracji z Rosji. Dlatego Telegram znalazł się w niełasce rosyjskich władz.
Nie przeszkodziło to jednak, aby stał się środkiem komunikacji, który połączył opozycyjny rosyjskojęzyczny segment z rosyjskimi nacjonalistami, organizacje społeczne ze strukturami rządowymi, a ruch antywojenny ze zwolennikami wojny w Ukrainie. W 2020 r. ograniczenia zostały zniesione. W 2022 r. właśnie Telegram okazał się najbardziej poszukiwanym narzędziem przez rosyjskich wojskowych blogerów „Z”, którzy stworzyli setki kanałów z milionami subskrybentów.
Telegram był wykorzystywany do publikowania treści o przebiegu walk, do zbierania darowizn oraz do komunikacji między jednostkami wojskowymi na froncie. Zresztą ukraińscy żołnierze używają Telegrama do tych samych celów. Ponadto Telegram jest skutecznym narzędziem do gromadzenia i wymiany informacji wywiadowczych oraz do werbowania agentury na tyłach przeciwnika.
Jednak w 2025 r. w Rosji rozpoczęła się przeciwko Telegramowi kampania informacyjna. Służby specjalne oskarżyły komunikator o to, że Siły Zbrojne Ukrainy oraz wywiad NATO wykorzystują platformę do ustalania współrzędnych bojowych jednostek armii rosyjskiej, śledzenia przemieszczania się oficerów oraz przeprowadzania uderzeń na obiekty wojskowe. W sferze medialnej rozpoczęła się aktywna dyskusja o możliwości całkowitej blokady Telegrama od 1 kwietnia 2026 r.
Wywołało to prawdziwą histerię wśród „Z”-blogerów, którzy mogą stracić ogromną publiczność subskrybentów nie tylko w Rosji. Grozi to również zmniejszeniem skali darowizn i innej pomocy dla żołnierzy rosyjskiej armii. Po wyłączeniu przez Elona Muska systemu Starlink w Donbasie jakość łączności operacyjnej na froncie dla Rosjan znacznie się pogorszyła. Wyłączenie Telegrama jeszcze bardziej pogłębiłoby tę sytuację.
Przeciwko całkowitej blokadzie komunikatora wystąpili deputowani Dumy Państwowej Rosji, liderzy niektórych frakcji parlamentarnych, eksperci oraz urzędnicy rządowi. W wielu miastach Rosji składano wnioski o organizację akcji protestacyjnych przeciwko blokowaniu Telegrama. Wszystkie jednak zostały zakazane przez władze lokalne pod różnymi, czasem bardzo absurdalnymi pretekstami.
Na przykład w Chabarowsku władze początkowo zgodziły się na przeprowadzenie protestu 6 marca 2026 r. w parku w centrum miasta. Jednak dzień przed planowanym wiecem park zamknięto z powodu awarii sieci ciepłowniczej i rzekomego prowadzenia prac naprawczych, chociaż ludzie tego dnia nadal swobodnie spacerowali po parku i nikt nie widział tam żadnego sprzętu budowlanego.
W sytuację osobiście ingerował Władimir Putin. Zaprosił na spotkanie kobiety-żołnierzy, wśród których znalazła się dowódczyni batalionu łączności z Donbasu, Irina Godunowa. Prezydent Rosji urządził tej kobiecie swoisty przesłuchanie, domagając się odpowiedzi: czy wrogowie mogą wykorzystywać zagraniczne komunikatory do walki z Rosją i czy ich wyłączenie zaszkodziłoby łączności między żołnierzami na froncie? Kobieta energicznie odpowiedziała, że wróg nie przejdzie, a wszystkie te wrogie komunikatory, takie jak Telegram, już dawno należało wyłączyć i zastąpić rosyjskimi – wtedy łączność stanie się po prostu doskonała.
Nawiasem mówiąc, sama Irina Godunowa do lipca 2025 r. aktywnie korzystała z Telegrama i publikowała tam swoje wpisy. Federalna Służba Antymonopolowa Rosji właściwie zrozumiała sens tego dialogu i natychmiast zakazała umieszczania reklam rosyjskich rezydentów w Telegramie. Dotknie to wszystkich blogerów i stanie się ciosem dla rosyjskiego małego i średniego biznesu, który i tak przeżywa trudne czasy.
Na tle wszystkich tych wydarzeń blokada Telegrama w Rosji wydaje się nieunikniona. Jednak natura nie znosi próżni. Jako słodką pigułkę i nowy cyfrowy idol do czczenia Putin przygotował dla Rosjan narodowy komunikator MAX.
Komunikacja internetowa pod nadzorem
W zasadzie reżim Putina nie proponuje nic nowego: blokowanie zagranicznych platform cyfrowych i zastępowanie ich narodowymi komunikatorami już wcześniej miało miejsce w Chinach i Iranie. W Chinach stworzono komunikator WeChat, a w Iranie – Soroush.
W Chinach projekt okazał się całkiem udany, ponieważ rynek liczący miliard użytkowników pozwala nasycić komunikator różnorodnymi treściami i czyni go w pełni konkurencyjnym. Natomiast w Iranie projekt poniósł porażkę, nie wytrzymując konkurencji z zablokowanym jeszcze w 2018 r. Telegramem.
Jak wykazał niezależny monitoring, oficjalne statystyki kilkakrotnie zawyżają liczbę użytkowników irańskiego Soroush – w rzeczywistości jest ich nie więcej niż 12 mln, podczas gdy Telegram ma około 45 mln użytkowników. Korzystanie z aplikacji VPN pozwala mieszkańcom Iranu skutecznie omijać blokadę.
Historia podobna do irańskiego scenariusza rozwija się także w przypadku rosyjskiego MAX. Państwo siłą narzuca ten komunikator użytkownikom. Wszystkie instytucje budżetowe w Rosji – organy władzy, wojsko, szkoły, szpitale, instytucje kultury, uniwersytety i ośrodki naukowe – zmuszane są do korzystania wyłącznie z tej aplikacji. Obowiązkowo na MAX mają przechodzić również firmy transportowe, służby serwisowe oraz organizacje zarządzające zasobami mieszkaniowymi.
Oficjalne statystyki twierdzą, że do marca 2026 r. liczba użytkowników MAX w Rosji przekroczyła 73 mln. Jednocześnie liczba użytkowników Telegrama, według różnych danych, waha się od 80 do 90 mln, a liczba użytkowników WhatsAppa wynosi około 60 mln. Jednak z nowym rosyjskim komunikatorem już zdarzają się różne kompromitujące sytuacje.
Został on stworzony pod pretekstem ochrony Rosjan przed machinacjami zachodnich służb specjalnych i różnego rodzaju oszustami. MAX ogłoszono najbezpieczniejszym środkiem komunikacji. Aż nagle… W moim rodzinnym obwodzie tomskim znajduje się północny rejon kargasocki. Kilka dni temu na oficjalnym koncie administracji rejonowej na platformie „VKontakte” pojawił się komunikat policji o „masowym włamaniu na cyfrowej platformie MAX”, kiedy to oszuści zdołali uruchomić wirusa zapewniającego zdalny dostęp do kont mieszkańców rejonu.
Informacja ta natychmiast rozeszła się po różnych portalach i sieciach społecznościowych, a wielu komentatorów opowiadało własne historie o tym, jak ich konta zostały zhakowane w MAX. Jednak komunikat ze strony administracji nagle zniknął: nie ma komunikatu – nie ma problemu.
Eksperci piszą również, że MAX zawiera moduł pozwalający automatycznie włączać kamery w telefonie, rejestrować informacje o korzystaniu z Telegrama, WhatsAppa oraz o używaniu VPN, co w Rosji jest już kwalifikowane jako naruszenie prawa. Niewielu ludzi w Rosji wątpi, że rosyjskie służby specjalne wykorzystują MAX do kontrolowania użytkowników. Jako alternatywę wielu kupuje dwa telefony: na jednym instalują MAX, a na drugim – wszystkie pozostałe komunikatory. Mam w Rosji wiele kontaktów i na razie do komunikacji używamy Telegrama i WhatsAppa.
Ostatnio w WhatsAppie obrazy zaczęły ładować się wolniej, ale wiadomości tekstowe, a nawet połączenia przechodzą dobrze; u niektórych nawet bez VPN komunikator działa świetnie. Z Telegramem na razie nie ma żadnych problemów. Nawet na Facebooku, który w Rosji jest zakazany jako zasób uznany za terrorystyczny, nadal utrzymuję kontakt z rosyjskimi znajomymi. Można z tego wyciągnąć wniosek, że jak na razie władze Rosji przegrywają z technologiami cyfrowymi: nie da się na siłę uczynić człowieka szczęśliwym, odbierając mu szczęście komunikowania się ze światem.
Tłumaczenie artykułu z rosyjskiego oryginału opublikowanego w Postimees.
Czytaj także w PostPravda.Info: Imperialny projekt Putina – asymilacja Ukraińców i zniesienie ukraińskiego dziedzictwa


