Estoński publicysta Andriej Kuzyczkin dostrzega zagrożenie w umacnianiu się pozycji „pacyfistów” w estońskim establishmencie i rozważa, jakie kroki powinna podjąć Estonia, by przeciwstawić się ewentualnej inwazji wojskowej Rosji. Rady Andrieja Kuzyczkina mogą być przydatne nie tylko Estonii, lecz także Polsce i Ukrainie, by wzmocnić ich zdolności obronne.
Fałszywy pacyfizm obniża gotowość Estonii do obrony
Z komunikatu ERR: „Kancelaria Państwowa Estonii zatrudniła na podstawie czteromiesięcznej umowy o dzieło dziennikarza Henrika Roonemaa, aby zmniejszyć w społeczeństwie strach przed wojną. Według Kancelarii Państwowej, rezultaty tej pracy będzie można przedstawić już za kilka miesięcy.”
Dowódca Estońskich Sił Obronnych, generał-porucznik Andrus Merilo: „…cieszę się, że ci ludzie, którzy chcieliby zestrzeliwać każdy samolot przekraczający granicę, nie podejmują decyzji.”
Wygląda na to, że pacyfiści z prorosyjskiej partii Koos i projektu Plaan B otrzymali potężne ideologiczne wsparcie ze strony państwa. Narracje rosyjskiej propagandy, które aktywnie rozpowszechniają w estońskich mediach społecznościowych i środkach masowego przekazu liczni agenci wpływu Kremla, całkowicie pokrywają się z przekazem nawołującym do rezygnacji z oporu wobec rosyjskiej agresji środkami militarnymi.
Uważam, że nawoływanie do unikania otwartego konfliktu z reżimem Putina za wszelką cenę oraz próby umniejszania zagrożenia wojną – demobilizują społeczeństwo estońskie i obniżają gotowość Estonii do obrony.
Cztery najpopularniejsze w Estonii prorosyjskie narracje
Amerykański pisarz Joseph Heller już w 1961 roku w swojej powieści „Paragraf 22” opisał logiczny paradoks, w którym próba spełnienia jednego przepisu prowadzi do złamania innego. Podobnie próba przekonania Estończyków, że wobec rosyjskiego zagrożenia można uniknąć wojny, tworzy dla agresora pokusę, by zaatakować nasz kraj.
Wszyscy wiedzą, że Putin uznaje jedynie siłę – wszystkie propozycje pokoju interpretuje jako słabość. Nic dziwnego, że rozpętana przez Rosję wojna hybrydowa przeciwko Estonii w ostatnim czasie przybrała wyraźny kierunek: kształtowanie w estońskim społeczeństwie fałszywego pacyfizmu.
Na podstawie analizy treści estońskiego segmentu Facebooka oraz komentarzy w rosyjskojęzycznych mediach wyróżniam cztery najpopularniejsze narracje w prorosyjskich społecznościach.
- Putin napadł na Ukrainę, bo był prowokowany. Nie należy prowokować Putina, i będą szczęśliwi.
- Trzeba przyjaźnić się z Rosją, bo to nasz najbliższy sąsiad z wielkimi możliwościami. I wtedy będą szczęśliwi.
- Nie należy wydawać pieniędzy na pomoc Ukrainie, lepiej pomagać biednym estońskim emerytom i chorym dzieciom. I wtedy oni będą szczęśliwi.
- Nie należy wydawać pieniędzy na obronę Estonii, lepiej przeznaczyć je na rozwój sfery społecznej. I wtedy wszyscy będą szczęśliwi.
Oczywiście wszystkie te przekazy mają jeden cel: rozbroić Estonię przed wrogiem. Każdy z tych narratywów wpisuje się w logikę „Paragrafu 22”.
- Putin nie atakuje tych, którzy go prowokują, lecz tych, którzy wydają mu się słabi i bezbronni. A dopiero potem pojawiają się oskarżenia o prowokację. Ten, kto próbuje usprawiedliwiać Putina, przypomina adwokata gwałciciela, który twierdzi, że ofiara sama jest sobie winna, bo miała zbyt krótką spódnicę.
- Przyjaźnić się dziś z Rosją – to tak, jak przyjaźnić się z sąsiadem–maniakiem i mordercą. W takiej sytuacji nie można trzymać drzwi do swojego mieszkania otwartych – trzeba założyć drzwi pancerne i wymienić zamki.
- Pomoc Ukrainie dzisiaj to inwestycja w jutrzejszy dzień bez wojny.
- Jeśli Estonia nie będzie w stanie obronić się przed rosyjską agresją, to pomoc społeczna zamieni się w miskę zupy w baraku obozowym.
Czytaj także w PostPravda.Info: Leszek Miller i Grzegorz Braun. Czy partia rosyjska w Polsce to political fiction?
Co nas czeka pojutrze?
Niestety, w Estonii temat nieuchronności wojny z Rosją jest niepopularny. A teraz, gdy do walki ze „strachami wojennymi” włączyła się Kancelaria Państwowa, temat ten może w ogóle stać się tabu. Dlatego podzielę się swoimi przemyśleniami, póki jeszcze nie jest to zakazane.
Jestem absolutnie przekonany, że jeśli jutro Europa i USA nie złamią kręgosłupa reżimowi Putina, to pojutrze dojdzie do konfliktu zbrojnego między NATO a Rosją.
Starcie stanie się jedynym skutecznym sposobem rozwiązania narastających sprzeczności między dążeniem Putina do światowej dominacji a utrzymaniem zachodnich demokracji.
Na dzień dzisiejszy Estonia nie jest absolutnie przygotowana na taki scenariusz – ani na żadnym szczeblu władzy, ani w żadnej komórce społeczeństwa.
Kroki, które należy podjąć już dziś
Estonia powinna mieć plan wprowadzenia stanu wyjątkowego w gospodarce. Na marginesie – na Węgrzech już go wprowadzono. Estońska gospodarka wciąż balansuje na granicy załamania, powoli odsuwając się od krawędzi przepaści. Jednak każdy czynnik nadzwyczajny, taki jak wybuch działań wojennych, mógłby ją całkowicie pogrążyć.
Estonia, choć ma reputację prawoliberalnego i cyfrowego państwa, w rzeczywistości skostniała w swoim rozwoju. Model klanowego zarządzania, w którym wejście do elity zapewnia jedynie dyplom Uniwersytetu w Tartu, jest beznadziejnie przestarzały. Syndrom „niezastąpionego człowieka”, gdy te same osoby z grona długowiecznych polityków kierują różnymi ministerstwami przez dziesięciolecia, stał się anachronizmem.
Co więcej, ekonomiści starego, sowieckiego formatu wciąż występują w roli głównych ekspertów przy omawianiu kierunków rozwoju kraju. Estonia potrzebuje rządu młodych technokratów, wolnych od układów i powiązań klanowych. Jednak przedterminowe wybory nie rozwiążą problemu. Społeczeństwo ma zastrzeżenia wobec wszystkich obecnych partii: do centrystów – za podatek od emerytur; do Isamaa (Ojczyzny) – za likwidację drugiego filaru emerytalnego, która stała się iskrą inflacji; do socjaldemokratów – za akcyzy na alkohol, które sprowokowały alkoturystykę z Estonii do Łotwy; do reformistów – za podatek samochodowy, odejście od zasad liberalizmu i nieumiejętność wytłumaczenia społeczeństwu swojej polityki; do Estońskiej Konserwatywnej Partii Ludowej (EKRE) – za podwójną moralność, eurosceptycyzm i skłonność do teorii spiskowych; do Eesti 200 – za nieprzemyślaną i źle przygotowaną reformę edukacji.
Dlatego wszystkie partie, w gruncie rzeczy, potrzebują odnowy. Głównymi punktami zaktualizowanych programów partyjnych powinny stać się zdolność obronna Estonii oraz plan działań na wypadek rosyjskiej agresji i ochrony ludności.
Nie obchodzi mnie, kto zostanie merem Tallinna. Nie interesują mnie też perspektywy budowy nowej linii tramwajowej czy kolejnego basenu. Zdumiewa mnie jednak, dlaczego żadna z partii, które wygrały wybory do rady miejskiej Tallinna, nie przedstawiła planów budowy schronów i ukryć dla mieszkańców, nie mówiła o działaniach na wypadek blackoutu energetycznego ani o organizacji dróg ewakuacji z miasta. To właśnie te kwestie powinny być głównym tematem rozmów koalicyjnych – póki nie jest za późno.
Dobrze, że Ministerstwo Obrony buduje nowe poligony, inwestuje w przemysł obronny, zainicjowało utworzenie szkoły Kuri Kotkas (Zły Orzeł) do nauki obsługi dronów oraz wprowadza w liceach kurs przygotowania operatorów dronów. Ale to nadal za mało. Przydałoby się otworzyć szkołę wojskową jako średnią placówkę zawodową do kształcenia młodszych kadr wojskowych, a także wojskowe liceum na wzór korpusu kadetów dla nastolatków, którzy chcą związać swoją przyszłość z Siłami Obronnymi. System ciągłego kształcenia kadr wojskowych – od poziomu podstawowego po wyższe – pozwoliłby znacząco podnieść profesjonalizm żołnierzy.
Czytaj także w PostPravda.Info: Imperialny projekt Putina – asymilacja Ukraińców i zniesienie ukraińskiego dziedzictwa
Prezydent Francji Emmanuel Macron niedawno skomentował zagrożenie, jakie rosyjska dezinformacja stanowi dla zachodniej demokracji. Sądząc po aktywności i liczbie ataków rosyjskich trolli przeciwko Estonii, w naszym kraju zagrożenie to osiągnęło już rozmiary katastrofy. Blokowanie rosyjskiej propagandy w Estonii powinno mieć charakter systemowy i bezkompromisowy. W tym celu należy tworzyć struktury „informacyjnych elfów” jako alternatywę dla „informacyjnych trolli”.
Dobrze byłoby, gdyby estońskie media opracowały regulaminy dotyczące walki z kremlowskimi botami. Nadszedł też czas, by w naszym kraju powstał serwis podobny do ukraińskiego „Myrotworec” – baza danych osób, które publicznie w Estonii deklarują poparcie dla rosyjskiej agresji, reżimu Putina lub kwestionują perspektywy niepodległej Estonii. Mam nawet propozycję nazwy – Valvekoer / Pies Stróżujący. Byłby to dobry informator dla pracodawców, dziennikarzy, klientów, zleceniodawców oraz Służby Bezpieczeństwa Wewnętrznego Estonii.
W domu powinna być gaśnica
Pomysłów jest wiele. Najważniejsze, by istniała wola polityczna oraz ludzkie i finansowe zasoby, by je zrealizować. Oczywiście, może się zdarzyć, że do konfliktu zbrojnego między Rosją a Zachodem nie dojdzie. Ale to trochę jak z pożarem: dom może stać 200 lat bez ognia, a mimo to środki gaśnicze zawsze powinny być pod ręką.
Nie należy siać paniki, lecz trzeba uczyć się odważnie patrzeć niebezpieczeństwu w oczy. Nie przygotowujemy narodu do wojny, ale cały naród musi być na nią gotowy.
Mój przyjaciel, ukraiński publicysta Nikołaj Karpicki, mieszkający w przyfrontowym Słowiańsku, napisał niedawno, że głównym paliwem wojny Putina jest zmilitaryzowana świadomość Rosjan, gotowych walczyć do „zwycięskiego końca”. Nie powinniśmy militaryzować świadomości obywateli własnego kraju, lecz na tradycjach Wojny Wyzwolenia wychowywać w nich odwagę i gotowość do obrony Estonii.
Czytaj także w PostPravda.Info: Andriej Kuziczkin: Rosyjska propaganda kontra NATO. Kto na Zachodzie jest za Putinem? [ANALIZA]
Niniejszy artykuł został po raz pierwszy opublikowany w języku rosyjskim na portalu Postimees.ee.


