Donald Trump słynie z niechęci do czytania dokumentów i analiz politycznych. Wielokrotnie dywagowano, czy wręcz jego umiejętności czytania i przyswajania skomplikowanych tekstów nie są aby ograniczone. Urzędnicy jego własnej administracji stosują różne strategie, by przyciągnąć uwagę prezydenta. Od umieszczania jego nazwiska w jak największej liczbie akapitów, po przygotowywanie briefingów w formacie przypominającym programy stacji Fox News.
Trump myśli o sobie, a jego ludzie o Projekcie 2025
Brak szczegółowej wiedzy Trumpa na temat polityki sprawia, że stosunkowo łatwo wywierać na niego wpływ – wnioskują często opozycyjni, amerykańscy komentatorzy. Sugerują nawet, że najważniejsze decyzje są zwykle podejmowane przez wysoko postawionych członków gabinetu, a sam Trump pełni rolę osoby uzasadniającej je opinii publicznej. Ostateczne słowo nadal jednak należy do niego, ale problem w tym, że jego decyzje niejednokrotnie wynikają bardziej z kwestii ego niż ze zręczności politycznej.
Sekretarz obrony Pete Hegseth i sekretarz stanu Marco Rubio należą do najważniejszych członków gabinetu Trumpa. Ich konflikt, o którym często mówi się w Stanach Zjednoczonych jest kluczowy dla zrozumienia sposobu, w jaki obecna amerykańska administracja podchodzi do NATO.
Spór wśród amerykańskich konserwatystów dotyczący NATO został już opisany w Projekcie 2025, dokumencie wyznaczającym kierunek polityki administracji Trumpa. Wskazuje on na wyraźny podział. Jedna szkoła myślenia „zaprzecza, że wsparcie USA dla Ukrainy leży w interesie bezpieczeństwa narodowego Ameryki” i uważa, że „Stany Zjednoczone nie powinny kontynuować swojego zaangażowania”. Druga opowiada się za „dalszym zaangażowaniem USA” we wsparcie Ukrainy oraz za „obecnością NATO i wojsk amerykańskich, jeśli będzie to konieczne”.
Czytaj także: Wybory w USA: Aborcja, faszyści, Tren de Aragua, a w tle Putin
Podział kluczem do posiadania pełni opinii publicznej
Hegseth reprezentuje podejście „America First” i generalnie sprzeciwia się amerykańskiemu zaangażowaniu na Ukrainie oraz pomocy zagranicznej. To właśnie on miał pierwotnie anulować rozmieszczenie dodatkowych wojsk w Polsce.
Rubio natomiast jest przedstawicielem tradycyjnego, neokonserwatywnego internacjonalizmu. Konsekwentnie popierał amerykańską pomoc wojskową dla Ukrainy oraz obecność wojsk USA w Polsce. Stwierdził, że ostatnie przegrupowanie wojsk pokazuje, iż Stany Zjednoczone „nadal mają globalne zobowiązania, które muszą realizować w zakresie rozmieszczenia swoich sił”.
Pozycja Rubio w administracji rośnie. Decyzja o ponownym rozmieszczeniu wojsk była przykładem sytuacji, w której jego cele polityczne zwyciężyły nad stanowiskiem Hegsetha.
USA a sprawa polska
Polskie media wskazują bliskie relacje Trumpa z Karolem Nawrockim jako przyczynę ostatniego przegrupowania wojsk. Faktem jest, że Trump i Nawrocki utrzymują dobre relacje. Trump zaprosił Nawrockiego do Białego Domu w ubiegłym roku i publicznie poparł jego kampanię prezydencką, a teraz polski prezydent był gościem na urodzinach Donalda Trumpa. Prezydent USA przypisał również Karolowi Nawrockiemu zasługi za decyzję dotyczącą wojsk NATO w Polsce. Taka analiza pomija jednak argument, o którym pisaliśmy na początku: Trump jest publiczną twarzą administracji, a nie osobą, która projektuje politykę. Tym zajmują się zazwyczaj najwyżsi rangą członkowie gabinetu.
Gdy spojrzymy więc na sprawę głębiej, to zorientujemy się, że cele Rubio są zbieżne z celami Nawrockiego. Przegrupowanie wojsk jest zwycięstwem Rubio w wewnętrznej, pałacowej grze i jego wizji polityki zagranicznej, a jednocześnie sukcesem Nawrockiego, ponieważ Trump przypisał mu zasługi. Co ciekawe, to właśnie departament kierowany przez Rubio wydał wizę Zbigniewowi Ziobrze, byłemu ministrowi sprawiedliwości w rządzie PiS, umożliwiając mu wyjazd z Węgier do Ameryki. To dodatkowo wskazuje na polityczną zbieżność Rubio i Nawrockiego oraz politycznego otoczenia polskiego prezydenta.
Wojska USA a Rosja
Wojska USA w Europie stanowią ważny element odstraszania potencjalnej rosyjskiej agresji. Wycofanie tych wojsk z Polski i innych państw nie tylko osłabiłoby ich zdolności obronne, ale także wysłałoby sygnał, że Waszyngton nie jest skłonny przeciwdziałać przyszłej agresji Rosji. Obecnie w Europie stacjonuje około 80 tysięcy amerykańskich żołnierzy, z czego około 10 tysięcy znajduje się w Polsce.
Anulowanie przez Hegsetha rozmieszczenia 4 tysięcy żołnierzy nad Wisłą wywołało obawy dotyczące braku zainteresowania Stanów Zjednoczonych obroną całej Europy przed Rosją. Późniejsza zmiana decyzji uspokoiła europejskich sojuszników, ale jednocześnie umocniła przekonanie, że administracja Trumpa jest nieprzewidywalna i trudno jej ufać.
Czytaj także: Zadowolić Donalda Trumpa. Czy negocjacje pokojowe to symulacja stworzona dla USA? [ANALIZA]
Opisywanie tej kwestii jest szczególnie ważne, ponieważ amerykańskie media w coraz mniejszym stopniu koncentrują się na wojnie w Ukrainie. Nieustanny strumień nowych kontrowersji i wydarzeń generowanych przez administrację Trumpa skutecznie odciąga uwagę mediów od tego konfliktu.
Od momentu zaprzysiężenia Trumpa jedynie 2,5% artykułów w amerykańskich mediach wspominało o Ukrainie. Dla porównania, w tym samym okresie 11,62% publikacji w polskich mediach dotyczyło Ukrainy.
Niewielkie zainteresowanie wojną w Ukrainie sprawia, że kwestia obecności wojsk NATO w Polsce nie budzi większej uwagi w Stanach Zjednoczonych. Temat ten jest zazwyczaj przedstawiany powierzchownie — jako kolejny przykład chaosu wokół Trumpa — bez analizy przyczyn jego pozornie sprzecznych decyzji.
Polskie media natomiast często bezkrytycznie powielają takie uproszczone i mało pogłębione amerykańskie relacje, podczas gdy Polacy zaniepokojeni działaniami administracji Trumpa zasługują na znacznie bardziej szczegółowe wyjaśnienia.


